Strona głównaMagazynWilki atakują! Ekoszaleńcy kibicują?

Wilki atakują! Ekoszaleńcy kibicują?

-

- Reklama -

Wilki w naszym kraju stanowią coraz większy problem, co wynika z odnotowanego wzrostu ich populacji. Media społecznościowe poruszyły nagrania prywatnych osób udostępnione przez prof. Andrzeja Zapałowskiego, ukazując realną skalę zagrożenia. Czy można wpłynąć na decyzje eko-szaleńców z Ministerstwa Klimatu i Środowiska, którzy bronią watah? „Z nimi należy przestać dyskutować” – deklaruje poseł Konfederacji w rozmowie dla „Najwyższego Czasu”!

Julia Gubalska: Populacja wilków w Polsce gwałtownie wzrosła. Mamy doniesienia z wielu mniejszych miejscowości, że wilki potrafią wchodzić na teren gospodarstw i stwarzać zagrożenie. Z czego wynika tak gwałtowny wzrost ich populacji?

- Reklama -

Andrzej Zapałowski: Mamy do czynienia z ośmiokrotnym zwiększeniem się populacji wilków przez ostatnie 20 lat. Jeszcze półtora dekady temu niektórzy szacowali, że w Polsce jest poniżej 400 wilków. W tej chwili szacuje się, że to może być nawet 8 tysięcy wilków na terenie kraju. Ministerstwo Klimatu i Środowiska zaniża oczywiście drastycznie tę liczbę. W ubiegłym roku na Komisji Ochrony Środowiska pan wiceminister Dorożała podał, że w 2023 r. szacowano ilość tych zwierząt w Polsce na około 5 tysięcy. Rok później, czyli w 2024 r., było oficjalnie już tylko 60 sztuk. Więc ja w Sejmie w czasie wystąpienia zapytałem się wiceministra Dorożały, z jakiej kliniki aborcyjnej korzystają wilki, jeżeli na 5 tysięcy wilków przeżywa w ciągu roku tylko 60 sztuk. Wilczyce mają mioty od kilku do kilkunastu sztuk, dzielą się na watahy liczące przeważnie do 20 sztuk. Populacja wilka tak gwałtownie wzrasta, ponieważ się rozmnażają.

Załóżmy, że na 8 tysięcy sztuk wilka, tysiąc wilczyc ma pięciokrotny miot 5 sztuk szczeniąt – to mamy 5 tysięcy młodych wilków w ciągu roku. Na przełomie kwietnia i maja wilczyce będą się szczenić. Będą powstawać nowe watahy, które rozprzestrzeniają się po całym kraju. W tej chwili mamy do czynienia z drastyczną nadpopulacją tego drapieżnika. Oczywiście te środowiska, które ja żartobliwie nazywam kiełkojadami, nie dopuszczają do siebie w ogóle myśli, że wilk powinien być oszacowany przez środowiska naukowe i leśne. Ja na tym etapie wykluczam tych szaleńców z jakiejkolwiek dyskusji. Powinna być określona populacja wilka co do danych obszarów i nadwyżki wilka należy odstrzeliwać. To już jest po prostu bardzo niebezpieczne. W tej chwili, z uwagi na brak stałego zagrożenia, wilki powszechnie chodzą do wiosek nie tylko w nocy, ale w biały dzień. Ludzie nagrywają te wilki, jak biegają między domami.

- Prośba o wsparcie -

Doszło do sytuacji, gdzie myślę, że już w tysiącach sztuk zostały zagryzione psy. Ja jako poseł mam cały czas już od kilku lat interwencje u wielu burmistrzów, wójtów. Na jednym z ostatnich spotkań starosta Sanocki powiedział, że wilki jemu osobiście pod domem zagryzły dwa psy. To jest absolutnie powszechne. Już w tamtym roku były w rejonie Przemyśla dwie sytuacje, gdzie wilk zaatakował osobę, która spacerowała drogą wojewódzką z psem. Wilk po prostu wyskoczył i zaatakował psa. Mamy do czynienia z niezwykle poważną sytuacją.

Oficjalne stanowisko Lasów Państwowych jeszcze w 2024 r., brzmiało: „Wilk w Polsce to sukces odbudowy przyrody. Dzięki ochronie od lat 90. populacja tych drapieżników odbudowała się od zaledwie kilkuset osobników do ponad dwóch tysięcy. To pokazuje, jak skuteczna może być ochrona gatunkowa”. Pan mówi obecnie o ośmiu tysiącach, zatem przez dwa lata mamy wzrost o sześć tysięcy. Czy Lasy Państwowe nie widzą tego zagrożenia?

Lasy Państwowe widzą to zagrożenie, tylko trzeba pamiętać o tym, że w 2024 r. już były przejęte, także w zakresie kierownictwa, przez polityków Polski 2050. Lasy Państwowe grają w orkiestrze, którą dyryguje wiceminister Dorożała. On podał za 2023–2024 r. liczbę około pięciu tysięcy wilków. Oczywiście nieformalnie mówi się, że jest praktycznie prawie dwa razy więcej tych zwierząt i ta populacja będzie wzrastała. Wilk jest zwierzyną, którą się redukuje praktycznie we wszystkich państwach, z którymi Polska graniczy. Na Białorusi, na Słowacji, w Czechach i w Niemczech – wszędzie się redukuje i to w bardzo dużych ilościach, nie mówiąc o krajach skandynawskich. Litwa uśmierca po kilkaset sztuk rocznie. U nas występuje jakaś choroba tych środowisk, które się same nazywają ekologicznymi.

Proszę pamiętać o tym, że jeżeli jeden wilk dziennie zjada średnio około pięciu kilogramów świeżego mięsa, to na całą populację są to tysiące ton w ciągu dnia. Więc tutaj rachunek jest bardzo prosty. Wilki już nie mają odpowiedniej ilości zwierzyny w lasach, więc idą i po prostu atakują gospodarstwa.

Mieliśmy już kilka przypadków, w których wilki zaatakowały człowieka. Ani Ministerstwo Klimatu, ani Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w ogóle nie reagują, każą tylko wydawać decyzje na płoszenie. Ja zwróciłem się parę miesięcy temu do ministra Dorożały o wyjaśnienie trzech przypadków zagryzienia przez wilki człowieka. Oczywiście nie odpowiedział mi. Zmuszałem go przez marszałka Sejmu, jeszcze Hołownię, nie odpowiedział mi. Zmuszałem go poprzez pytanie na forum Sejmu, także nie odpowiedział mi.

A mieliśmy dwa dni temu w powiecie żywieckim atak wilków na dziewczynkę. Mieliśmy prawdopodobny atak i pogryzienie w powiecie brzozowskim, więc to dopiero się rozpoczyna. Pamiętajmy, że populacja wilka będzie wzrastać. Wilk w biały dzień chodzi sobie między domami. Ludzie na wioskach będą bali się już wypuszczać dzieci na pole, żeby sobie chodziły i bawiły się wiosną, więc mamy sytuacje społecznie chorą.

Więc co należałoby tutaj zrobić? Wilk jest pod ochroną. Zlikwidować to prawo, wydać jakieś rozporządzenie, żeby wilki odstrzelić?

Ależ oczywiście, Pani Redaktor. Przede wszystkim płoszenie nic nie daje, to jest wygłupianie się. Strzelanie do tego typu zwierząt kulami gumowymi, zwłaszcza do niedźwiedzi, jest niebezpieczne.

Niedźwiedzie też tu wchodzą w grę, tak?

Tak, oczywiście. W powiatach bieszczadzkich niedźwiedzie już stanowią zagrożenie dla ludzi i to w kilku gminach. Wójtowie gmin o tym alarmują. To ministerstwo chce przygotować prawo, że albo myśliwi, albo ktoś inny wskazany będzie strzelał do niedźwiedzia kulą gumową z odległości 30–40 metrów. To życzę powodzenia tym, którzy strzelają. Robi się to w Tatrzańskim Parku Narodowym, tam w jednym straszeniu i strzelaniu do niedźwiedzia uczestniczy kilka osób, które to zabezpieczają.

A my mamy do czynienia z sytuacją, że niedźwiedzie sobie chodzą. Czy ktoś będzie trzymać tego niedźwiedzia, zanim przyjedzie ekipa, która ma go odstraszać? To jest po prostu głupota, absurd.

Niedźwiedzie odstrzeliwuje się na Słowacji, więc przechodzą do Polski i zwiększa się populacja niedźwiedzia nad Wisłą. Rok temu byłem służbowo w Słowenii i tam mi posłowie mówili, że oni mają w tym małym kraju populację niedźwiedzia około 1300 sztuk i od lat regularnie co roku odstrzeliwują 150 niedźwiedzi, żeby utrzymać populację na tym samym poziomie, żeby nie wzrastała. Do niedźwiedzi się strzela w Rumunii, na Słowacji i w wielu innych krajach.

Zwierzyna, która nie ma naturalnego wroga musi być utrzymywana na pewnym poziomie populacyjnym przez człowieka, bo inaczej będzie stanowić zagrożenie. Musimy też skończyć z memorandum na łosia, bo przez łosia też mamy coraz więcej wypadków, w tym śmiertelnych. Musimy skończyć z memorandum z ochroną wilka i wilk powinien być po prostu być zwierzyną, którą się utrzymuje na ustalonym poziomie populacyjnym. Przede wszystkim należy moim zdaniem redukować te wilki, które zbliżają się i chodzą po wioskach, po miejscowościach. One muszą się bać wchodzić do miejscowości, a w tej chwili się już niczego nie boją.

Pan wspomniał o tym, że problem z populacją wilków narasta od około półtorej dekady. To jest zatem problem jedynie obecnego rządu, czy może też zaniedbania poprzedniego rządu?

O tym informowano i alarmowano za rządów PiS-u, ale chowano głowę jak struś. Sygnalizowano, że są problemy, że rocznie według statystyk było około 1700 ataków wilków na gospodarstwa domowe. Od paru tygodni zacząłem publikować filmiki, które ludzie nagrywają, na których wilki chodzą między domami. To doprowadziło do pewnego poruszenia w społeczeństwie. Do tej pory ktoś tam coś słyszał, ale nie zdawał sobie sprawy ze skali problemu. Ja pokazuję skalę. Oczywiście stałem się obiektem ataków tych wszystkich kiełkojadów. Tych wszystkich środowisk po prostu, które mają coś zwichrowane z głową, dla których wilk jest ważniejszy niż bezpieczeństwo człowieka. To są ludzie, którzy wspierają Mikołaja Dorożałę, który robi dewastację w gospodarce leśnej, tworzy na siłę rezerwaty i parki narodowe. Po prostu ten człowiek i to środowisko jest chore. Nie patrzy on racjonalnie na ochronę przyrody i gospodarowanie zasobami przyrodniczymi. To jest człowiek, który jeszcze za czasów PiS-u w Bieszczadach i na Pogórzu Przemyskim przypinał się do drzew z ekoszaleńcami. Tu już nie ma o czym rozmawiać, po prostu będziemy szli w kierunku zmiany prawa, żeby wilk był redukowany zgodnie z badaniami naukowymi i konsultacjami z leśnikami. A ze środowiskami ekologicznymi szkoda rozmawiać, bo to są osoby niepoważne.

Czy można w ogóle jakieś regulacje wprowadzić za czasów obecnego rządu?

Ależ oczywiście. Jestem bardzo radykalnym zwolennikiem nie tylko tego, żeby myśliwi mogli odstrzeliwać wilki, ale przede wszystkim właściciele gospodarstw. Powinni oni otrzymać pozwolenie na broń w postaci dubeltówki. Tutaj trzeba też zmienić regulacje. Jeżeli wilk atakuje na terenie gospodarstwa, to rolnik ma prawo strzelać do tego wilka i tyle. Ja tu jestem bardzo radykalny w kwestii rozwiązań. Dubeltówka jest bronią o krótkim zasięgu. Jeśli rolnik chce chronić własnego bydła, owiec, powinien mieć prawo do odstrzeliwania wilka, jeśli wszedł na jego posesję. Wtedy wilk bardzo szybko by się wycofał do lasów.

Czy Konfederacja będzie podejmować jakieś działania w związku z tym, żeby zmienić prawo?

Przede wszystkim my mówimy już drugą kadencję o tym. W poprzedniej kadencji bardzo dużo o tym mówił pan poseł Tuduj, próbował. Ja teraz intensyfikuję te działania, ale też składamy cały czas propozycje liberalizacji w dostępie do broni. I tutaj przede wszystkim musi być nacisk społeczny, bo tych szaleńców inaczej się nie zmusi. Z nimi należy przestać dyskutować, bo to jest środowisko, które jest odporne na wszelkie argumenty. To jest zakręcone środowisko i przestańmy się tym środowiskiem w ogóle przejmować. Przestańmy zwracać uwagę na nich, tylko zadbajmy o to, żeby społeczeństwo, mieszkańcy wiosek i małych miasteczek czuli się bezpiecznie.

Dziękuję za rozmowę.

Najnowsze