Represje Stalina w latach trzydziestych minionego wieku dotknęły praktycznie wszystkie grupy społeczne żyjące w ZSRR. Odczuły je na sobie także wszystkie instytucje funkcjonujące w tym państwie, na których to państwo się opierało. Z najnowszych badań rosyjskich historyków wynika, że najbardziej dotkliwe spadły na RKKA, czyli Robotniczo-Chłopską Armię Czerwoną. Dwaj z nich Aleksander Władymirowicz Buzgalin i Andrej Iwanowicz Kołganow twierdzą, że ogólny zakres represji, które spadły na armię, podawane oficjalnie, są przybliżone i niedokładne.
Podkreślają oni, że represje trwały dłużej, niż to się oficjalnie podaje, a także, że doprowadziły do katastrofy kadrowej i mentalnej o wiele większej, niż do tej pory zwykło się uważać. Doprowadziło to do klęsk Armii Czerwonej w pierwszej fazie fińskiej kampanii 1939–1940 i przyjęcie błędnej doktryny wojennej przez władze ZSRR i koncepcji obrony granicy, a także zaniedbań w rozbudowie poszczególnych rodzajów wojsk.
Oficjalnie przyjmuje się, że w latach 1937-38 z Armii Czerwonej zostało usuniętych 40 tysięcy zajmujących różne stanowiska oficerów. W latach 1939-41 niektórzy z nich byli przywróceni do służby. Z drugiej jednak strony, jak podkreślają dwaj rosyjscy historycy Buzgalin i Kołganow, represje w armii trwały nadal, chociaż już nie w takim wielkim zakresie. Podkreślają również, że represjonowanych nie można wrzucić wszystkich do jednego worka. Przypominają, że na początku 1937 r. w RKKA służyło 5 marszałków, 5 komandarmów 1 rangi, 10 komandarmów 2 rangi, 62 komkorów, 201 komdiwów, 474 kombrigów, 1713 pułkowników, 5501 majorów, 14 369 kapitanów, 26 082 starszych lejtnantów, 58 582 lejtnantów. Korpus ten liczył w sumie 107 004 oficerów. 90 proc. z nich miało wyższe wojskowe wykształcenie. Od stycznia 1937 r. do sierpnia 1938 r. ze względów politycznych z armii było usuniętych i poddanych represjom 36 761 oficerów. Z wystąpienia Woroszyłowa na plenum CK WKP (b). odbywającym się na przełomie marca i kwietnia 1937 r. możemy się jednak dowiedzieć, że w latach 1934–1937 z wojska wydalono 22 tysiące dowódców różnych szczebli. Zdecydowana większość z nich została rozstrzelana w czasie Wielkiego Terroru, wyrok na nich wydały „trójki”, czyli prorządowe organy NKWD. Historycy nie doliczyli ich do liczby represjonowanych wojskowych, zginęli jako cywile.
W latach 1937-38 według Buzgalina i Kołganowa na podstawie sfabrykowanych zarzutów aresztowano ponad 500 dowódców w stopniu od kombriga (czyli dowódcy brygady) do marszałka Związku Radzieckiego. 29 z nich zakatowano w czasie śledztwa na śmierć, 412 zostało rozstrzelanych.
Totalna likwidacja
Likwidacja tej pięćsetki nie była zwykłą likwidacją. Oznaczała ona zagładę kierownictwa Armii Czerwonej. Zostali rozstrzelani wszyscy dowódcy okręgów wojskowych i szefowie ich sztabów. Wszyscy dowódcy korpusów i naczelnicy ich sztabów. Zginęło też 95 proc. dowódców i szefów sztabów dywizji. W wyniku represji Armia Czerwona utraciła też 95 proc. oficerów z aparatu Naczelnego Dowództwa Armii Czerwonej. Nie dał głowy w czasie tego pogromu tylko jeden naczelnik z kilkunastu akademii i uczelni wojskowych. Rozstrzelani zostali wszyscy dowódcy flot i marynarki wojennej i armii lotniczych. Oprawcy z NKWD znaleźli „szkodników” także wśród kierownictwa zakładów zbrojeniowych. Rozstrzelano wszystkich dyrektorów stojących na ich czele i jakby tego było mało domordowano jeszcze głównych inżynierów z tych zakładów.
Zdaniem Buzgalina i Kołganowa ta masowa likwidacja kadry dowódczej Armii Czerwonej u progu II wojny światowej była wydarzeniem nie mającym precedensu w światowej historii. W ciągu 1148 dni Wielkiej Wojny Ojczyźnianej Armia Czerwona utraciła 180 członków wyższego kierownictwa wojskowego, w tym 112 dowódców dywizji, 46 dowódców korpusów, 4 naczelników sztabów frontów i 3 dowodzących frontami.
Rozpętany przez Stalina terror zdawał się nie mieć końca. Mianowanych na miejsce rozstrzelanych też aresztowano i stawiano pod murem.
„Dzięki” Stalinowi na początku wojny tylko 4 proc. dowódców wojsk lądowych miała wyższe wykształcenie wojskowe. 44 proc. miało średnie wykształcenie, a połowa nie miała żadnego wojskowego wykształcenia. Oficerami zostawali ludzie po kursach, często nie mający pewnie pełnego wykształcenia podstawowego. W 1939 r. Stalin przystąpił do rozbudowy armii, zwiększając liczbę jej żołnierzy prawie trzykrotnie, funkcje oficerskie musiał powierzać osobom nie mającym do tego kompetencji…
Bezpodstawne represje spowodowały, że w armii zapanowała atmosfera strachu, oficerowie bali się podejmować jakiekolwiek działania związane z jakąkolwiek odpowiedzialnością. Bano się występować z krytyką, kwitła podejrzliwość i donosicielstwo. W oddziałach szwankowała dyscyplina, obniżał się poziom wyszkolenia bojowego. Główny nacisk kładziono na szkolenie polityczne, by odsunąć od siebie wszelkie podejrzenia.
Armia Czerwona była w stanie rozkładu i nie była zupełnie gotowa do wojny. Świadczy o tym ściśle tajny dokument zatytułowany „Akt o przejęciu Narkomu Obrony ZSRR przez tow. Timoszenkę S.K. od tow. Woroszyłowa K.E.”. Dokument ten został sporządzony przy udziale Żdanowa, Malenkowa i Wozniesienskiego. Czytamy w nim m.in.: „większość wojskowych jednostek funkcjonuje według tymczasowych stanów niezatwierdzonych przez ludowego komisarza. Inspekcja na miejscach nie była przeprowadzana i sprowadzała się do otrzymania sprawozdań na papierze…
Do momentu przyjęcia i przekazania Narkomatu Obrony nie było w nim operacyjnego planu prowadzenia wojny. Nie były opracowane plany zarówno ogólne, jak i częściowe. Sztab Generalny nie ma żadnych informacji o sposobie osłony granic. Decyzje Rad Wojennych Okręgów armii i frontów w tym względzie są Sztabowi Generalnemu nieznane.
W momencie zdania i przejęcia dokładnej, faktycznej ilości osobowego składu Armii Czerwonej Narkomat nie posiadał. Skład osobowy z winy Głównego Zarządu Armii Czerwonej znajduje się w zapuszczonym stanie. Nowego, zaktualizowanego planu Narkomat nie posiada.
…Wojskowe gospodarstwa nadal pozostają w stanie zapuszczonym. Nie prowadzi się w nich spisu posiadanego majątku”.
Lekcja fińskiej kampanii
Przebieg kampanii fińskiej, czyli zimowego ataku ZSRR na Finlandię potwierdził, że Armia Czerwona nie była w stanie efektywnie prowadzić działań wojennych przeciwko relatywnie dużo słabszemu przeciwnikowi. Już samo przygotowania do niej, zdaniem Buzgalina i Kołganowa, świadczą, że w Armii czerwonej dzieje się źle. Nowi dowódcy okręgów wojskowych nie byli w stanie podjąć ze Stalinem merytorycznej dyskusji, bo się po prostu bali. Kiedy Sztab Generalny przedstawił Stalinowi plan napadu na Finlandię, ten uznał, że plan ten przecenia możliwości oporu tego małego kraiku i przewiduje zaangażowanie zbyt wielkich sił.
Dowodzący Leningradzkim Okręgiem Wojskowym gen. Kiriłł Afanasjewicz Mierieckow, znany lizus, wyczuł nastrój wodza, oświadczając, że on opracuje nowy plan, który będzie zakładał wykonanie zleconego przez wodza zadania siłami tylko jego okręgu. Gdy Stalin zobaczył jego plan kampanii przeciwko Finom, cmoknął z zachwytu. Plan ten stał się podstawą uderzenia ZSRR na Finlandię i został przez Stalina zatwierdzony do realizacji, co świadczy, że nie miał on wielkiego pojęcia o sztuce wojennej. Rezultaty tego były dla Armii Czerwonej tragiczne. Jej oddziały ugrzęzły przed linią Mannerheima i prowadząc szturmy, ponosiły ogromne straty. Wojska Leningradzkiego Okręgu Wojskowego okazały się całkowicie nieprzygotowane do działań w warunkach zimowych. Nie miały odzieży zimowej. Nie potrafiły posługiwać się nartami.
Na front skierowano dodatkowe siły. Trzeba było jednak czterech miesięcy, żeby pokonać Finlandię. Dla Armii Czerwonej kampania fińska okazała się kompromitacją. Obnażyła poważne braki w przygotowaniu i zdolności bojowej armii. Zwłaszcza zaś słabe punkty dowódców i sztabów, którzy nie potrafili kierować w warunkach realnej wojny. Wykazała też potrzebę ulepszenia struktury organizacyjnej wojsk, ich wyposażenia technicznego i zabezpieczenia materiałowego. Stalin okazał łaskę Kiriłłowi Afanasjewiczowi Mierieckowowi, który doprowadził do kompromitacji jego i Armii Czerwonej. Nie zdegradował go ani nie kazał rozstrzelać, co też było możliwe. Awansował go nawet na szefa Sztabu Generalnego Armii Czerwonej. Stalin, przygotowując się do odparcia niemieckiej agresji, którą uważał za nieuniknioną, zdaniem Buzgalina i Kołganowa, popełnił kolejne błędy. Przyjął bowiem doktrynę zakładającą, że zwycięstwo nad przeciwnikiem powinno być osiągnięte za cenę niewielkich strat i na cudzym terytorium.
Nikt nie odważył się zaprotestować
Agresor miał zostać zatrzymany na granicy na stworzonych specjalnie liniach obronnych, zza których strategiczne rezerwy armii miały dokonać kontruderzenia, mające doprowadzić do klęski przeciwnika. Doktryna ta była nierealistyczna. Przygraniczne zgrupowanie wojsk wydzielone do obrony granicy było za małe, żeby zatrzymać uderzenie wroga. Umocnienia budowane na granicy, tzw. linia Mołotowa, były niewystarczające, by zatrzymać przeciwnika i nie tworzyły spójnego systemu. Budowano je wraz z magazynami dla wojska i lotniskami niemalże na oczach Niemców w bezpośredniej bliskości granicy i nie stanowiły dla nich żadnej tajemnicy. O wiele lepszy efekt obronny osiągnięto by, gdyby wszystkie inwestycje skoncentrowano na starej tzw. linii Stalina, rozciągającej się wzdłuż granicy z II Rzeczpospolitą. Wśród rosyjskich dowódców porannych rzezi kadry oficerskiej nie znalazł się nikt, kto by zwrócił uwagę Stalinowi, że jego koncepcja jest całkowicie nierealistyczna.
Udowodnił to Żukow, który w trakcie gry sztabowej w 1940 r. wraz ze swym zespołem jako „zachodni” uderzeniem przeciw „wschodnim” wtargnął bardzo głęboko na ich terytorium, nie napotykając większego oporu. Jeszcze bardziej braki budowanego przez Stalina systemu obrony obnażył gen. Watutin, który kierował sztabowymi ćwiczeniami wojsk pancernych, nacierającymi na wschód. Bez trudu przerwał front i dotarł z czołgami do Lidy i parłby dalej, bo okazało się, że żadnych sił dla jego zatrzymania w rezerwie nie przewidziano. Swoistym paradoksem jest, że właśnie trasą wybraną przez młodego Watutina w 1941 r. wdarły się w głąb obrony radzieckiej zagony Wehrmachtu.
Stalin, budując armię mającą odeprzeć zbliżającą się agresję niemiecką, zdaniem Buzgalina i Kołganowa, zaniedbał całkowicie przygotowania do niej wojsk pancernych. Teoretycznie pod względem ilościowym radzieckie wojska pancerne przedstawiały się bardzo imponująco. Liczbą czołgów przewyższały niemieckie dywizje trzykrotnie. Część z nich była wprawdzie przestarzała, ale oprócz nich jednostki radzieckie mogły przeciwstawić 1716 czołgów ciężkich, wśród których 1297 stanowiły lepsze od niemieckich czołgi T-34 i KW. Ponadto dysponowały dużą liczbą czołgów lekkich, wśród których 2851 BT-7 nie gorszych od niemieckich. Czołgi te nie zatrzymały jednak Niemców i w 90 proc. zostały przez nich zniszczone. Było to następstwem braku wypracowanej dla oddziałów pancernych taktyki prowadzenia boju, uwzględniających ostatnich doświadczeń z niemieckich kampanii w Polsce i we Francji. Nie brała ona pod uwagę, że atakujące czołgi muszą mieć wsparcie artylerii i lotnictwa, bo inaczej staną się łatwym celem broni przeciwpancernej, w którą Niemcy byli doskonale wyposażeni. W bezpośrednim starciu z niemieckimi czołgami też nie miały większych szans. Nie posiadały bowiem łączności radiowej i były dowodzone za pośrednictwem wysuwanych z czołgowych luków proporczyków przez dowódców. System ten całkowicie nie sprawdzał się podczas walki i prowadził do utraty korpusu dowódczego. Gdy Niemcy zobaczyli proporczyk nad czołgiem, natychmiast skierowali na niego cały ogień. Pozbawieni dowódców czołgiści z innych czołgów nie wiedzieli, jak mają zachowywać się na polu walki i padali łupem przeciwnika. Bardzo dużo czołgów zostało najzwyczajniej porzuconych.
Jak piszą Buzgalin i Kołganow, już pierwsze tygodnie wojny wykazały niezdolność dowódców do organizowania współdziałania w czasie boju: czołgów, artylerii, piechoty. Nie byli do tego szkoleni i przygotowywani. Przerastało to ich umiejętności. Odpowiada za to Stalin, który tylko z doświadczeń fińskiej wojny wiedział, że taktyka radzieckich czołgistów jest anachroniczna. Porzucili oni na placu boju kilkaset maszyn, które Finowie ewakuowali i stworzyli z nich własne pancerne oddziały, których wcześniej nie posiadali.
Stalin odpowiada też za zagładę radzieckiego lotnictwa. Tylko w pierwszy dzień wojny utracili 1200 maszyn. Zdecydowaną z nich na lotniskach, które były źle zlokalizowane, często w zasięgu niemieckiej artylerii. U progu wojny samoloty nie zostały dyslokowane na polowe lotniska.
Niemcy parli do przodu nie tylko dzięki swojej przewadze, ale głównie błędom radzieckiego dowództwa. W tym Józefa Stalina, który ponosi największą część odpowiedzialności.


