Strona głównaMagazynMróz i śnieg. Dzięki czemu przetrwaliśmy ostatnią zimę?

Mróz i śnieg. Dzięki czemu przetrwaliśmy ostatnią zimę?

-

- Reklama -

Po kilkunastoletniej przerwie zawitała wreszcie do naszego kraju, jak to drzewiej bywało, prawdziwie solidna i mroźna zima. Fakt ten przeczy w oczywisty sposób tezom głoszonym wszem i wobec przez różnorodnych klimatystów, ponieważ według nich narastający w tempie około 2 ppm rocznie poziom dwutlenku węgla w ziemskiej atmosferze powinien powodować, że każda kolejna zima powinna być już nieco cieplejsza od poprzedniej, skoro dwutlenek węgla według powszechnie głoszonego przez nich dogmatu o charakterze wręcz religijnym jest tutaj czynnikiem absolutnie dominującym, niwelującym całkowicie wpływ wszelkich pozostałych czynników.

Natomiast w ostatnim czasie w sposób empiryczny mieliśmy właśnie okazję przekonać się, że to nie prawda (bądź mówiąc bardziej dosadnie, według ks. prof. Tischnera mamy w tym wypadku do czynienia z trzecią kategorią prawdy…), co świadczy o tym, że temperatura atmosfery ziemskiej zależy od bardzo wielu czynników, a sam dwutlenek węgla jest tylko jednym z elementów znacznie większej i zapewne o wiele bardziej skomplikowanej układanki i z całą pewnością w żadnym wypadku nie jest jej elementem najważniejszym.

- Reklama -

Jednak gdyby nawet i z tym dwutlenkiem węgla było w ogóle cokolwiek na rzeczy, to warto zauważyć, że antropogeniczna emisja CO2 stanowi zaledwie około 4 proc. całkowitej naturalnej emisji tego gazu cieplarnianego. Tymczasem wkład Unii Europejskiej do antropogenicznej emisji CO2 stanowi jedynie około 7 proc. Wypływa stąd istotny wniosek, że emisja CO2 przez Unię Europejską stanowi jedynie niecałe 3 promile jego emisji naturalnej, wywołanej głównie przez procesy związane z oddychaniem organizmów żywych, a zwłaszcza jednokomórkowych bakterii i grzybów, które nieustannie rozkładają na czynniki pierwsze martwe szczątki organizmów żywych.

Zresztą spora część szczątków roślinnych trafia i tak ostatecznie do wilgotnej gleby bądź na dno zbiorników wodnych, gdzie nieustannie zachodzą procesy gnilne, w wyniku których zawarty w nich węgiel zostaje uwięziony w tworzącej się warstwie próchnicy bądź torfu. Tak czy inaczej, jego naturalny bilans krążenia w przyrodzie jest zdecydowanie ujemny, a dopiero eksploatacja surowców kopalnych sprawiła, że uwięziony przez miliony lat pod ziemią węgiel mógł ponownie zostać włączony w naturalny obieg w przyrodzie. Warto także wiedzieć, że w samej tylko epoce trzeciorzędu jego stężenie spadło z ponad 1000 ppm do około 400 ppm, a następnie w czwartorzędzie, w którym obecnie żyjemy, zmniejszyło się do zaledwie 280 ppm i gdyby w ten sposób nadal malało, osiągając wartość 150 ppm, to nieuchronnie nastąpiłaby śmierć roślin i w efekcie koniec życia na ziemi, ponieważ w ten sposób przerwane zostałyby wszelkie łańcuchy pokarmowe (no może przetrwałby jakieś prymitywne beztlenowe bakterie).

- Prośba o wsparcie -

Czy zatem, będąc w pełni władz umysłowych, ktoś może nadal twierdzić, że zmniejszenie ogólnej światowej emisji CO2 o zaledwie niecałe 3 promile, w wyniku wprowadzania w Unii Europejskiej Zielonego Ładu, może przynieść jakikolwiek pozytywny skutek? Wręcz przeciwnie, ostateczny efekt osiągnięcia przez Unię Europejską założonej zeroemisyjności będzie całkowicie niezauważalny i absolutnie niemierzalny. Samotna walka Unii Europejskiej z dwutlenkiem węgla pozbawiona jest obecnie jakiegokolwiek sensu, skoro wydobycie węgla na świecie sięga już 9 miliardów ton, USA planują w przyszłości istotnie zwiększyć jego wydobycie, a same tylko Chiny wydobywają go prawie 5 miliardów ton i zapewne śmieją się głośno z Unii Europejskiej, na której zbijają obecnie niezły interes, będąc producentem około 80 proc. wytwarzanych na świecie paneli fotowoltaicznych i 75 proc. akumulatorów litowych, na które to produkty znalazły sobie świetny rynek zbytu w zarażonej zieloną ideologią naszej części świata.

Warto także zdawać sobie sprawę z faktu, że wprowadzenie w Unii Europejskiej mitycznej zeroemisyjności poprzez dosłowne zaoranie istniejącego na jej terytorium przemysłu, energetyki, górnictwa, transportu i rolnictwa ostatecznie spowoduje, że gros tego rodzaju działalności przeniesie się po prostu w inne rejony świata, a takie Chiny, Indie, Indonezja czy Wietnam zapewne tylko na to czekają. Zatem wspomniana światowa redukcja emisji dwutlenku węgla w rzeczywistości nie będzie wynosiła wspomnianych niecałych trzech promili jego podaży naturalnej, tylko będzie to znacznie miej, może około jednego promila, ponieważ wspomniany gaz cieplarniany i tak będzie ostatecznie do atmosfery ziemskiej wypuszczany, tyle że poza obszarem eurokołchozu.

Czy da się zastąpić węgiel podczas mroźnej zimy

Na rys. 1 przedstawiono polski miks energetyczny, który został wyliczony za grudzień 2025 roku, a tego rodzaju zestawienie informuje nas, z jakiego rodzaju źródeł pochodziła wytworzona w tym miesiącu w naszym kraju energia elektryczna.

Rys. 1. Miks energetyczny Polski wyliczony za grudzień 2025 roku (źródło: https://www.rynekelektryczny.pl/produkcja-energii-elektrycznej-w-polsce/)

Ogółem z węgla kamiennego i brunatnego pochodziło 66,46 proc. wytwarzanej w Polsce w grudniu 2025 roku energii elektrycznej. Natomiast łącznie ze spalania różnego rodzaju paliw kopalnych (węgiel i gaz) pochodziło 81,52 proc. energii elektrycznej.

Problem polega na tym, że zdecydowana większość polskich elektrowni węglowych, które w grudniu ubiegłego roku wytworzyły aż 2/3 zużywanej w naszym kraju energii elektrycznej, jest już bardzo stara, ponieważ powstały głównie w epoce Edwarda Gierka, a nawet i w czasach towarzysza Wiesława, a według Krajowego Planu w dziedzinie Energii i Klimatu po roku 2035 węgla w polskiej elektroenergetyce ma już w zasadzie w ogóle nie być albo też jego udział ma być wręcz szczątkowy, co i tak w sumie na jedno wychodzi (rys. 2). W tym kontekście można zadać retoryczne pytanie, czym sobie mamy ten węgiel po roku 2035 w grudniu podczas mroźnej zimy w zasadzie zastąpić?

Zastąpienie w znacznym stopniu węgla gazem ziemnym w krajowej elektroenergetyce jest całkowicie nierealne, głównie ze względu na ograniczoną dostępność na światowych rynkach potrzebnych do tego turbin gazowych i problemy związane następnie z zaopatrzeniem w tak wielkie ilości skroplonego gazu ziemnego.

To niby czym mamy w zasadzie sobie ten niechciany węgiel u nas zastąpić? Może hydroenergią, której w Polsce prawie w ogóle nie mamy (udział w miksie 1,59 proc.), gdyż nie jesteśmy położeni nad rzeką Jangcy bądź Nilem, a nasz kraj jest w przeważającej mierze nizinny i nie ma w związku tym żadnego sposobu na uzyskanie większej wartości spadu wód.

A może węgiel mamy sobie zastąpić innymi źródłami odnawialnymi, takimi jak fotowoltaika, biomasa i biogaz, które w grudniu 2025 roku wyprodukowały łącznie jedynie 2,40 proc. wytwarzanej w Polsce energii?

Pozostaje nam jeszcze wiatr, którego udział w polskim miksie energetycznym jest już istotny, na poziomie 14,49 proc. Niestety dalsze zwiększenie tego udziału nie jest bynajmniej sprawą prostą, a podwojenie mocy zainstalowanej w siłowniach wiatrowych w żadnym wypadku nie spowoduje podwojenia udziału energii wiatrowej w krajowym miksie energetycznym.

Rys. 2. Krajowy Plan w dziedzinie Energii i Klimatu

W przypadku Danii udział energii wiatrowej w miksie energetycznym sięga prawie 50 proc., ale gdy popatrzmy na mapę wietrzności Europy, przedstawioną na rys. 3, to wystarczy już pierwszy rzut oka, aby stwierdzić, że pod względem wietrzności Polska to w żadnym wypadku nie Dania.

Rys. 3. Mapa poziomu wietrzności wyznaczonego dla obszaru Europy. (źródło: https://elektrykapradnietyka.com/wp-content/uploads/2017/08/mapy-wietrzno%C5%9Bci-europa.jpg)

Należy przy tym pamiętać, że energia kinetyczna wiatru zależy aż od trzeciej potęgi jego prędkości, a zatem zmniejszenie się prędkości wiatru zaledwie o połowę (przykładowo z 8 m/s na wybrzeżu Jutlandii do zaledwie do 4 m/s w południowej Polsce) automatycznie powoduje, że moc siłowni wiatrowej maleje aż ośmiokrotnie. W związku z tym choćbyśmy zastawili nawet cały obszar naszego kraju wiatrakami, to i tak nigdy nie bylibyśmy w stanie osiągnąć takiego udziału energii wiatrowej jak Dania w naszym miksie energetycznym. Z pewnością nie jesteśmy pod tym względem w stanie prześcignąć także i Niemców, w przypadku których udział energii wiatrowej w ich miksie energetycznym przekracza nieco 30 proc., ale trzeba koniecznie mieć świadomość, że osiągnięte zostało to gigantycznym wręcz przewymiarowaniem farm wiatrowych, w których nasz zachodni sąsiad zainstalował już zawrotną wartość mocy elektrycznej w wysokości ponad 75 GW, czyli około 7 razy więcej niż Polska, mając roczne zużycie energii elektrycznej zaledwie 2,5 razy większe od nas.

Wniosek z tego wszystkiego jest taki, że w naszych warunkach, tzn. przy takiej wietrzności i nasłonecznieniu w ciągu roku, jakie mamy w naszej lokalizacji geograficznej, dla węgla nie ma obecnie żadnej realnej alternatywy. Teoretycznie można byłoby go zastąpić gazem ziemnym bądź atomem, ale obie wymienione opcje są dla nas obecnie całkowicie nieosiągalne, ponieważ nie jesteśmy w stanie w realistycznie przyjętym przedziale czasu zainstalować około 20 GW mocy ani w blokach gazowo-parowych, ani tym bardziej w blokach jądrowych.

W tab. 1 zamieszczone zostały dane dotyczące pracy krajowego systemu elektroenergetycznego (KSE) w kolejnych dniach stycznia 2026 roku podczas tzw. wieczornego szczytu obciążenia, gdy instalacje fotowoltaiczne generują wówczas dokładnie zero watów, a nawet same pobierają wtedy z sieci pewną moc elektryczną potrzebną do zasilania ich sterowników i urządzeń pomiarowych.

Kolejny dzień stycznia 2026 roku

Zapotrzebowanie mocy w KSE [GW]

Generacja mocy w elektrowniach cieplnych [GW]

Udział procentowy elektrowni cieplnych w pokryciu zapotrzebowania mocy w KSE

1

17,114

11,052

64,6%

2

20,519

13,096

63,8%

3

20,424

13,217

64,7%

4

19,288

13,842

71,8%

5

22,712

18,755

82,6%

6

20,953

17,745

84,7%

7

25,443

22,163

87,1%

8

26,097

21,788

83,5%

9

23,335

19,253

82,5%

10

23,215

18,268

78,7%

11

21,158

16,318

77,1%

12

26,165

23,410

89,5%

13

26,047

22,473

86,3%

14

25,645

21,773

84,9%

15

25,068

20,748

82,8%

16

24,739

20,125

81,3%

17

22,292

17,206

77,2%

18

20,782

15,448

74,3%

19

25,671

18,658

72,7%

20

25,541

20,951

82,0%

21

25,653

21,224

82,7%

22

25,154

19,510

77,6%

23

25,266

21,813

86,3%

24

22,700

18,115

79,8%

25

20,954

18,383

87,7%

26

24,605

21,652

86,7%

27

24,975

21,942

87,9%

28

25,199

21,472

85,2%

29

23,633

22,126

93,6%

30

25,499

21,937

86,0%

31

21,823

17,258

79,1%

Tab. 1. Dane dotyczące zapotrzebowania mocy i generacji elektrowni cieplnych podczas szczytu wieczornego w kolejnych dniach stycznia 2026 roku

Jak wynika z zawartości tab. 1, w styczniu 2026 roku elektrownie cieplne w czasie trwania wieczornego szczytu obciążenia pokrywały średnio aż 80,8 proc. zapotrzebowania mocy w krajowym systemie elektroenergetycznym. Rekordowy pod tym względem był dzień 29 stycznia 2026, gdy w okresie wieczornym elektrownie cieplne pokrywały aż 93,6 proc. zapotrzebowania mocy. Pozostała część zapotrzebowania mocy pokrywana była przez import energii elektrycznej od krajów ościennych, a także przez siłownie wiatrowe oraz elektrownie wodne i szczytowo-pompowe, przy czym należy mieć świadomość, że elektrownie szczytowo-pompowe jako takie nie są bynajmniej żadnym źródłem energii, lecz jedynie wspomnianą energię magazynują (ze sprawnością wynoszącą około 70 proc.), w związku z czym pozyskana z elektrowni szczytowo-pompowych w okresie wieczornym energia i tak w zdecydowanej większości pochodzi pierwotnie z pracujących w systemie elektroenergetycznym elektrowni cieplnych.

Przetrwaliśmy dzięki… Gierkowi?

Wniosek końcowy jest taki, że relatywnie mroźną zimę 2025/26 byliśmy w stanie przetrwać, egzystując na poziomie cywilizacji technicznej, a nie na poziomie jakichś osiemnastowiecznych chłopów pańszczyźnianych, tylko i wyłącznie dzięki temu, że w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku towarzysz Edward Gierek zainstalował w węglowych blokach o mocy 200 MW łącznie prawie 10 GW mocy elektrycznej (wybudowano wtedy nowe bloki w elektrowniach, takich jak Dolna Odra, Pątnów, Ostrołęka, Kozienice, Połaniec, Jaworzno, Rybnik i Turów).

Dodatkowo wspomniany Pierwszy Sekretarz wybudował w elektrowni Kozienice dwa bloki o mocy 500 MW, a następnie rozpoczął budowę elektrowni w Bełchatowie (12 bloków o mocy 360 MW). Niestety w najbliższych latach wszystkie te elektrownie będą sukcesywnie likwidowane, a powstały w wyniku tego ubytek mocy dyspozycyjnej nie będzie mógł zostać skutecznie skompensowany budową nowych bloków gazowo-parowych, co w nadchodzących latach wymusi bezwzględnie wprowadzenie w okresie zimowym stopni zasilania, a nawet i wyłączeń rotacyjnych wybranych grup odbiorców. Zatem niezależnie od tego, czy jakiekolwiek zmiany klimatu będą u nas w ogóle mieć miejsce, nadchodzące, najbliższe już zimy będą dla nas pod tym względem wyjątkowo ciężkie.

Najnowsze