Wybory uzupełniające do parlamentu w okręgu Górnej Sabaudii pokazały ciekawe zmiany na francuskiej scenie politycznej.
Jeszcze w lipcu 2024 roku, pomimo prowadzenia w pierwszej turze Antoine Valentin, kandydat UDR (partii Érica Ciottiego sprzymierzonej z Zjednoczeniem Narodowym), poniósł zdecydowaną porażkę w drugiej turze. W 3. okręgu wyborczym Górnej Sabaudii przegrał z kandydatką Partii Republikanie Christelle Petex w stosunku 43,81 proc. do 56,19 proc. Ta niedawno zrezygnowała z bycia posłem i 1 lutego odbyły się tu wybory uzupełniające.
Ten sam Valentin odniósł zdecydowane zwycięstwo, zdobywając 59,07 proc. głosów w II turze i pokonał Christophe’a Fourniera, który także kandydował jako Republikanin. Prawicowy kandydat zyskał 15,26 punktu procentowego, co jest znaczące z kilku powodów.
Zrywa to z pewną „tradycją” wyborczą, zgodnie z którą Zjednoczenie Narodowe (RN) i jego sojusznicy byli otoczeni „kordonem sanitarnym” i w II turze często przegrywali na skutek połączenia się głosów od lewicy po centrum. Valentin to prawicowy kandydat koalicji UDR-RN.
UDR to prawicowa partia powstała z rozłamu u Republikanów, których część zdecydowała się właśnie na współpracę polityczną z narodowcami Marine Le Pen (Zjednoczenie Narodowe – RN) i opuściła Partię Republikanie, która nadal odmawia jakiejkolwiek współpracy z prawicą narodową. Okazuje się, że rację miał Eric Ciotti i jego UDR.
Wspólny kandydat UDR i RN Antoine Valentin uzyskał 17 341 (59,1 proc.) głosów, a jego rywal z Partii Republikanie Christophe Fournier 12 tys. (40,9 proc.). To pierwszy przypadek, że narodowa prawica zdobywa mandat parlamentarny w Górnej Sabaudii i dobry prognostyk dla Marine Le Pen przed wyborami prezydenckimi zaplanowanymi na przyszły rok, a także przed marcowymi wyborami samorządowymi.
33-letni Antoine Valentin był wcześniej merem niewielkiego miasta Saint-Jeoire i prezesem małego lokalnego ośrodka narciarskiego. Gratulacje politykowi złożyli natychmiast szef UDR – Eric Ciotti i prezes Zjednoczenia Narodowego Jordan Bardella. Sama Marine Le Pen przypomniała na X, że „sojusz RN-UDR pokonał Republikanów Laurenta Wauquieza i Bruno Retailleau, którzy zostali całkowicie zdyskredytowani ze względu na poparcie dla Emmanuela Macrona i uleganie dyktatowi socjalistów”.
„W obliczu zbliżających się wyborów samorządowych w marcu 2026 r. jest to znak nadziei: w całej Francji zmiany są na wyciągnięcie ręki!” – komentował wygraną Jordan Bardella.
Wybory samorządowe odbędą się w dwóch turach – 15 i 22 marca. Dlatego obecne wybory uzupełniające potraktowano jako test dla strategii prawicy. Koncepcja Republikanów (LR) dalszego bojkotowania narodowców Le Pen wyraźnie przegrała z polityką Unii Prawicy na rzecz Republiki (UDR), partii utworzonej przez byłego przewodniczącego LR Érica Ciottiego, która startowała w koalicji z RN podczas wyborów parlamentarnych w 2024 r. Co prawda, leżąca niedaleko Szwajcarii Górna Sabaudia to historycznie bastion centroprawicy, ale test wyborczy wypadł ciekawie i może zwiastować dalsze przełamywanie „zapory republikańskiej” wobec partii Marine Le Pen i Jordana Bardelli.
Tu trzeba dodać, że kandydata LR Fourniera mocno wsparli nie tylko czołowi politycy Republikanów, popularny MSW Bruno Retailleau i szef tej partii Laurent Wauquiez, ale do głosowania na jego kandydaturę w II turze wzywali też socjaliści, zieloni i komuniści. Francuska Partia Komunistyczna z Górnej Sabaudii w komunikacie prasowym biadoliła, że „trzeci okręg wyborczy ma charakter symboliczny, bo jest położony blisko płaskowyżu Glières, bastionu ruchu oporu, gdzie w wielu wioskach tablice pamiątkowe upamiętniają poświęcenie naszych starszych towarzyszy w walce ze skrajną prawicą”. Podobnie stwierdził prawdopodobny kandydat socjalistów na prezydenta europoseł Raphaël Glucksmann, że lewica „nie pozwoli zamienić tego okręgu wyborczego w laboratorium dla skrajnej prawicy”. Wezwanie do utworzenia zjednoczonego frontu przeciwko „skrajnej prawicy” tym razem nie znalazło oddźwięku.
Spada poziom życia we Francji
Według dziennika „Le Figaro” najnowsze dane europejskiej agencji statystycznej Eurostat wskazują, że PKB na mieszkańca Francji, mierzone w standardzie siły nabywczej (PPS), w 2024 roku wyniosło 98 punktów. Średnia europejska dla 27 państw członkowskich UE wynosi 100 punktów. „Można wyróżnić dwie główne fale spadku” – tłumaczył Mathieu Plane, zastępca dyrektora Francuskiego Obserwatorium Ekonomicznego (OFCE).
Za prezydentury socjalisty François Hollande’a Francja straciła sześć punktów, spadając ze 109 do 103 punktów. Kolejną stratę odnotowano już za prezydentury Macrona. W sumie, w ciągu dziesięciu lat Francja straciła dziesięć punktów w swoim wskaźniku PPS (Procent Dobrobytu), spadając… poniżej progu najzamożniejszych krajów w Europie.
Spirala spadkowa nasiliła się za prezydentury Emmanuela Macrona. Deficyt publiczny ciągle rośnie, wzrost gospodarczy to raczej stagnacja, a nawet spadek. Ten regres poziomu życia we Francji można również wytłumaczyć konsekwencjami związanymi z rynkiem pracy i polityką gospodarczą. W 2024 roku mniej niż połowa ludności Francji pracowała, a gorzej radzą sobie jedynie w UE Słowacja i Belgia – twierdzi Éric Dor, dyrektor ds. studiów ekonomicznych w Szkole Zarządzania IESEG. Istotnym czynnikiem jest również produktywność. Francja utrzymuje siódme miejsce w Europie, ale jej wzrost produktywności od kilku lat stoi w miejscu.
Według Ministerstwa Gospodarki i Finansów dług publiczny Francji w roku 2025 wyniesie ponad 3,4 biliona euro, czyli 115,6 procent PKB. Od ponad pięćdziesięciu lat wydatki Francji przekraczają jej dochody, co zmusza kraj do zaciągania kolejnych pożyczek w celu pokrycia deficytu budżetowego. Obsługa długu stanowi już znaczącą pozycję wydatków i wynosi obecnie około 7 proc. budżetu państwa, ale i to tylko dzięki niskiemu oprocentowaniu.
„Odjazdy” lewicy
Analizą polityki lewicy powinni się zajmować już nie politolodzy, ale psychiatrzy. Poniżej kilka przykładów „nowych trendów”. Dla przykładu kwestią bezpieczeństwa kraju okazuje się „walka z maskulinizmem”. Stowarzyszenia feministyczne, zaproszone do dyskusji przy okrągłym stole przez delegaturę rządu ds. praw kobiet, spotkały się 29 stycznia w Senacie. Miały opracować plan działań przeciwko ruchom na rzecz praw mężczyzn.
„Maskulinizm stanowi zagrożenie nie tylko dla kobiet, ale także dla naszej demokratycznej struktury i spójności naszego społeczeństwa” – twierdziła tam otwierająca spotkanie centrolewicowa senator Dominique Vérien z Yonne.
Problem w tym, że wieloletnie wybryki i głupota feministek wywołały reakcję w postaci podobnego ruchu obrony płci brzydkiej. W ramach tej „wojny płci” feministki chcą prowadzić dalszą ofensywę w kierunku kastracji męskości w społeczeństwie i chyba te idiotyzmy się nie skończą.
Stowarzyszenia feministyczne atakują „maskulinizm”, a Sarah Durocher, prezes pro-aborcyjnego Stowarzyszenia Planowania Rodziny, mówiła, że „mamy do czynienia z brutalnymi atakami, zastraszaniem działaczek i falami ich nękania”.
„Męskość” to także nowa obsesja medialna, która ma wpływ na państwo. I tak francuska Wysoka Rada ds. Równości uznała walkę z maskulinizmem za „kwestię bezpieczeństwa publicznego” i wezwała do „wyskastrowania” wszelkich przejawów promowania tradycyjnych społecznie „męskich ról”. Zdaniem owej państwowej Rady nadmierny maskulinizm jest „zagrożeniem dla bezpieczeństwa”. W swoim rocznym raporcie opublikowanym pod koniec stycznia Wysoka Rada ds. Równości (HCE) podsumowuje „zjawisko seksizmu we Francji” i wzywa do uznania ideologii maskulinistycznej za „zagrożenie bezpieczeństwa publicznego”, a także do wdrożenia strategii walki z takimi poglądami i zachowaniami.
Maskulinizm przedstawia się jako męski odpowiednik feminizmu. Ale wg Rady, jest groźniejszy, bo prowadzi to do seksistowskich zachowań i komentarzy, szczególnie w mediach społecznościowych. Tu padła nawet propozycja cenzurowania internetu. W raporcie padają takie określenia jak np. „terroryzm mizoginistyczny”. Jego autorzy twierdzą, że Francja pozostaje w tyle w walce z maskulinizmem, podczas gdy np. Kanada i Wielka Brytania wdrożyły już środki mające na celu zwalczanie tego „ekstremizmu”.
„Od momentu gdy rozwinie się nienawiść do kobiet, może dojść do przemocy i aktów terrorystycznych” – mówiła Bérengère Couillard, przewodnicząca Wysokiej Rady ds. Równości Kobiet i Mężczyzn (HCE). Obawia się zwłaszcza wpływu maskulinizmu na młodych ludzi i dlatego HCE zaleca włączenie „terroryzmu mizoginistycznego” do krajowej doktryny bezpieczeństwa.
I sam wywołałeś taką wojnę, Grzegorzu Dyndało – chciałoby się powiedzieć. Lata „walki o równość płci”, wywracanie do góry nogami tradycyjnych ról społecznych, rozmaite wokeizmy, LGBTQ-izymy, ruchy MeToo, doprowadziły w końcu do powstania maskulinizmu, który chce, by wahadło „równości płci” wróciło na drugą stronę, bo doprowadziło już do dyskryminowania mężczyzn. To odpowiedź na feminizm, który pokazuje, do czego prowadzą wywoływane przez lewaków wojny klas czy płci…
Jak francuski trener został „maskulinistą”
Skoro przy tym temacie jesteśmy, to odnotujmy, że znany francuski trener piłki nożnej, a obecnie popularny komentator sportowy, mocno podpadł feministkom. Poszło o zdroworozsądkową ocenę kobiecego futbolu przez Guya Rouxa. Trafił na pierwsze strony gazet ze względu na swoje stanowisko w sprawie kobiecej piłki nożnej, bo 1 lutego powiedział w wywiadzie dla gazety „L’Est éclair”, że „kobieta jest stworzona do rodzenia”.
Guy Roux zajmuje się piłką od lat i był trenerem AJ Auxerre, ale teraz jego komentarze sportu kobiecego są uznawane za „seksistowskie”. W rzeczywistości Roux dokonał analizy innej budowy ciała kobiet, która utrudnia grę w piłkę. W wywiadzie stwierdził, że „kobieta jest stworzona do rodzenia, więc ma szersze biodra, a piłka nożna nie jest stworzona dla tak zbudowanych zawodników”. Stąd też m.in. niższy poziom kobiecej piłki, a na mecze ekstraklasy takich rozgrywek przychodzi po kilkuset widzów. Były trener porównał piłkę nożną kobiet do piłki męskiej: „Jeśli zapytacie mnie, czy mecze kobiet są spektakularne, odesłałbym was do meczów Dywizji 1 rozgrywanych przed 800 widzami”.
Co prawda Guy Roux dodał, że „ma ogromny szacunek dla młodych kobiet, które uprawiają swój ulubiony sport”, ale i tak został mizoginem i wyznawcą makuliznizmu. Przypomniano od razu jego krytykę z maja 2025 roku gry Djibrila Cissé, który zdaniem Rouxa był wówczas zbyt wolny, a mecz jego drużyny „przypomniał mecz piłki nożnej kobiet”… Ciekawe, kiedy za takie porównanie będzie można już trafić za kraty?
Wybryków lewicy cd. Wzięli na celownik tradycyjną rodzinę
„Walka z maskulinizmem” to tylko jeden z wielu elementów „postępów postępu”. Jeszcze groźniej brzmi teza, że „tradycyjny model rodziny nie jest już normą”, którą postawiła lewicowa partia LFI (Zbuntowana Francja) i zaproponowała w to miejsce ustanowienie nowych „praw do przyjaźni”. Deputowana Clémence Guetté w imieniu partii La France Insoumise złożyła już nawet w parlamencie projekt ustawy o „prawie do przyjaźni”. We wprowadzeniu czytamy, że „dziś struktura rodziny jest już przestarzała, jeśli chodzi o mieszkalnictwo i opiekę” i pora zastąpić ją nowymi formami, bo „tradycyjny model rodziny nie jest już normą”.
Projekt zakłada m.in. prawne uznanie „chrztu cywilnego”. To stary pomysł „laikardów” z czasów walki z obrzędowością Kościoła katolickiego, a tzw. „cywilne chrzty” promowano u nas w pozornie minionych czasach epoki komunizmu. Stare pomysły ubiera się już jednak w nowe i bardziej kolorowe opakowania. „Rodzice chrzestni” mieliby konkretne role w rodzinach, na przykład w przypadku śmierci rodziców. W sumie nic nowego, bo to niemal kopia roli prawdziwych chrzestnych. Projekt ma jednak na celu sformalizowanie „wzajemnego wsparcia między dwojgiem przyjaciół” i rozszerzenie solidarności na relacje pozarodzinne. Kochanka Lenina pani Kołłątaj z pewnością by się ucieszyła…
Deputowana Guette twierdzi, że „dziś struktura rodziny jest już przestarzała we wszystkim, co dotyczy mieszkalnictwa i opieki”, o czym „świadczą statystyki”. Wzrasta liczba rozwodów i rodzin niepełnych lub po „rekompozycji”. To tak jakby ze względu na rosnącą ilość kradzieży zaproponować ich legalizację. Zamiast wspierania normalności odpowiedzią ma być przystosowywanie się do nienormalności i niemoralności. Lewica najpierw rozbija rodziny, podkopuje jej fundamenty np. pomysłami „homozwiązków”, a później bezczelnie przytacza skutki swoich działań jako przykłady uzasadniające kolejne zmiany. W ustawie wskazano np. wzrost liczby rozwodów, które potroiły się w ciągu 50 lat, co ma uzasadniać nowe „reformy”.
W tekście projektu nowej ustawy sugeruje się rozszerzenie „mechanizmów wsparcia na przyjaciół”, na przykład poprzez wprowadzenie urlopu dla opiekunów, urlopu żałobnego lub urlopu przy narodzinach dziecka, kiedy to „przyjaciel” ma pomóc w przypadku depresji poporodowej. Sama deputowana nie wierzy, by jej ustawa przeszła w całości, ale chce wskazać nowe kierunki debaty. To dopiero przygotowanie pola bitwy o zniszczenie rodziny, ale w podobny sposób wprowadzano wszystkie inne lewicowe „projekty”. Niestety zapewne część tych pomysłów wkrótce dotrze i do nas.

