Strona głównaGŁÓWNYNASZ WYWIAD. Poseł Konfederacji WiN: Szanujemy Brauna, ale nie chcemy wulgarnego ekstremizmu!

NASZ WYWIAD. Poseł Konfederacji WiN: Szanujemy Brauna, ale nie chcemy wulgarnego ekstremizmu!

-

- Reklama -

W ostatnim czasie zarówno uwagę opinii publicznej, jak i zainteresowanie przedstawicieli szeroko rozumianej prawicy wzbudzają wyjątkowo kontrowersyjne postaci w środowisku Konfederacji Korony Polskiej, co w Radiu Zet wymownie skomentował Wicemarszałek Krzysztof Bosak. Czy ich obecność będzie warunkiem decydującym o przyszłości współpracy dwóch Konfederacji? Do słów lidera Ruchu Narodowego, odniósł się w rozmowie dla „Najwyższego Czasu!” poseł Konfederacji Krzysztof Mulawa.

Julia Gubalska: Jak Pan się odniesie do słów Wicemarszałka, lidera Pana partii Krzysztofa Bosaka, który stwierdził, że należy zrezygnować ze współpracy ze „środowiskami wariackimi, agenturalnymi i politycznej ekstremy” w odniesieniu do współpracy z partią pana Grzegorza Brauna? Czy zgadza się Pan z tymi słowami?

- Reklama -

Krzysztof Mulawa: Muszę się zgodzić. Chyba każdy racjonalnie myślący obywatel, biorąc pod uwagę istotność pracy politycznej – że politycy odpowiadają stety niestety za każdy element naszego życia. Niestety, bo za dużo ingerencji prawa jest w życie każdego z nas, ta wolność jest na każdym kroku odbierana. Niektórzy optują za państwem minimum. Jednak jeżeli państwo i politycy mają decydować za każdy element naszego życia, to warto, żeby wariatów nie było pośród polityków. Czy to będą wariaci po stronie prawicowej, czy po stronie lewicowej. „Wariat” ma taki wydźwięk pejoratywny i nie chciałbym mieć wariatów w swojej partii, jak i w partii, która może będzie moim koalicjantem. Ale również teraz, jeżeli rządzi Tusk-szkodnik, to wolę, żeby był sam Tusk-szkodnik, a nie Tusk-szkodnik otoczony wariatami. Więc żaden wariat nie jest potrzebny w życiu politycznym.

Czyli rozumiem, że tutaj nie chodzi o bezpośredni brak chęci współpracy z Konfederacją Korony Polskiej? Nie chodzi o pana Grzegorza Brauna?

- Prośba o wsparcie -

Nie, nigdy nie mówiłem o Grzegorzu Braunie, nie mówiłem o kolegach. Podkreślam – kolegach, bo to są koledzy z ław poselskich. Nie tylko dlatego, że mamy jedno miejsce pracy. Poseł Fritz, poseł Skalik – po prostu to są ludzie, których szanuję, lubię. Nigdy nie powiedziałbym takiego słowa i Marszałek Bosak absolutnie nie mówił o tych osobach, ale jednocześnie wypowiadał się w kontekście partii Grzegorza Brauna. I ja też uważam, że jest kilka osób, które budzą raczej znaki zapytania, dlaczego pojawiały się wokół pana Grzegorza Brauna, dlaczego pan Grzegorz dopuszcza te osoby do swojego towarzystwa. Według mojego oczywiście uznania pan Grzegorz musi uważać inaczej, musi mieć w tym jakiś inny plan. Ja uważam, że w dłuższej perspektywie takie osoby szkodziłyby każdemu z nas. Czy panu Grzegorzowi, czy Konfederacji Wolność i Niepodległość, czy po prostu Polsce. To są osoby, które raczej powinny pozostać w sferze dokonań Youtubowych, jeżeli zajmą swoich odbiorców działalnością mieszczącą się w granicach prawa. Ale w polityce i przy politykach, w bezpośrednim otoczeniu polityków, niektórych osób po prostu nie powinno być.

Ale to wynika z ich ekspresji, czy chociażby z ich działalności w przeszłości?

Z wszystkiego. Oczywiście to nie jest żaden atak, ale chciałbym powiedzieć o dwóch osobach, o streamerach. Uważam, że bardzo bliskie prawdy stwierdzenie, że to „patostreamerzy”. Osoby na wskroś wulgarne, osoby, które obrażały również moją wiarę katolicką. Nie powinny pojawiać się wśród odpowiedzialnych polityków, którzy chcą rządzić Pani życiem, naszym życiem, życiem wszystkich nas, w Polsce. Przyniesie to w dłuższej perspektywie szkodę, ale oczywiście Grzegorz Braun absolutnie nikomu nie zabraniał podejmować swoich indywidualnych ocen i indywidualnych decyzji politycznych. Szanuję każdą decyzję. Jednocześnie chcę powiedzieć, że w kontekście wypowiedzi Marszałka my uważamy, że chcemy dojść do władzy, żeby zrealizować nasz program wyborczy, żeby ochronić Polskę przed PO–PiS. Trzeba to zrobić skutecznie. Do tego żeby objąć władzę w każdym kraju, trzeba przekonać. Jeżeli poruszamy się w sferze państw demokratycznie wybierających swoich przedstawicieli, trzeba przekonać do tego większą część społeczeństwa, albo liczyć, że metoda D’Hondta zadziała na naszą korzyść. Uważam, że po prostu nie jest to efektywne z punktu widzenia zrealizowania naszego programu wyborczego, czyli dojścia do władzy wcześniej.

Najnowsze sondaże pokazują, że PiS traci poparcie, nie będzie się dało stworzyć nowego rządu bez Konfederacji, ale też PO nie będzie miało większości. Czy to właśnie nie jest ta szansa dla prawicy, żeby ponownie się zjednoczyć?

Ja nie uważam, Pani Redaktor, że prawica była zawsze zjednoczona. Ja uważam, że w polskim życiu politycznym było kilka nurtów prawicowych i w takim odbiorze społecznym dosyć często uważałem, że partia PiS nie jest partią prawicową. To jest bardziej partia socjalna, centrowa, która rzeczywiście porusza się w przestrzeni publicznej, w przestrzeni medialnej hasłami prawicowymi. Ale nie chcę odbierać nikomu tej prawicowości. Jeżeli oglądają to posłowie PiS, widzowie czy po prostu wyborcy, którzy głosują na partię PiS, bo mówią, że to jest partia prawicowa, nie będę tego odbierał. Uważam, że prawica nie była zjednoczona, bo też nie do końca jest to możliwe. Uważam, że jest raczej potrzeba mówienia o porozumieniu partii prawicowych, które chcą dobrze dla Polski. A zjednoczenie partii prawicowych, zresztą na lewicy też, nie jest do końca możliwe, ponieważ każdy stawia delikatny akcent na inne elementy. Gdybyśmy mieli być zjednoczeni, to prawdopodobnie bardzo szybko doszłoby do wewnętrznych konfliktów. To również dla Polski prawicowej nie byłoby dobre. Raczej mówmy o porozumieniu, czasem porozumieniu taktycznym – bo jesteśmy politykami – niż o zjednoczeniu, bo to jest zbyt duże słowo, które moim zdaniem nie będzie odzwierciedlone w przyszłym Parlamencie.

Należałoby wejść w jakiś sojusz z Prawem i Sprawiedliwością, aby stworzyć pakt senacki?

Jakbym mówił teraz dzisiaj o pakcie senackim, to wie Pani Redaktor, ile przez półtora roku może nam sprowadzić Tusk imigrantów? Nawet legalnie. Jeżeli dzisiaj odpowiedzialni politycy skupią się na rozmowie o tym, co będzie za półtora roku, to możemy Polskę stracić. Więc mamy problem imigrantów, mamy problem bardzo wysokich cen energii. Wszystko wynika jakby nie patrzeć z rządów Donalda Tuska, ale poprzedzających je także decyzji Mateusza Morawieckiego.

Pytanie, czy tutaj Polexit i dążenie w tym kierunku nie jest rozwiązaniem?

Tak, my musimy o tym rozmawiać, bo kto chce, to rozmawia. My, politycy Ruchu Narodowego o tym rozmawialiśmy, przygotowaliśmy na to plan, bo wiedzieliśmy, co się szykuje za kilka lat. Mamy dzisiaj, te kilka lat później wszystko to, o czym my mówiliśmy, do czego chcieliśmy przygotować w sposób odpowiedzialny. Bo hasła można wykrzyczeć, ale tak naprawdę proces proces wyjścia z Unii Europejskiej nie jest łatwy. Trzeba to zrobić dobrze i my przygotowaliśmy program „Bezpieczne wyjście z Unii Europejskiej”. Więc, konkludując mój wywód na Pani pytanie, czy trzeba mówić o Polexicie: trzeba mówić o wyjściu z Unii Europejskiej, bo to jest odpowiedzialne.

Wspominał Pan o problemie z migrantami. Wiemy, że mamy również takie plany, chociażby w Strategii Warszawa 2040, tam też jest element właśnie polityki otwartej na multikulturowości. Czy to jest już przesądzone? Co można jeszcze zrobić w kierunku zatrzymania tego planu?

Protestować, protestować, jeszcze raz protestować. Tylko i wyłącznie. Niestety jako społeczeństwo to jest troszeczkę szerszy problem. Jesteśmy leniwi. Ludzie, jeżeli już mają do czynienia z jakąś ilością pieniędzy, która powoduje, że stać ich na usługi, stać ich na taksówkę, na pójście do kina, na jakieś fajne wakacje, to stają się ludźmi mało myślącymi o rzeczach poważnych.

Na ostatniej konferencji prasowej Pan również krytykował KSeF, zresztą wdrożony bardzo nieumiejętnie. Jakie działania podjęła Konfederacja, żeby zablokować zapoczątkowanie wdrażania tego systemu i czy można jeszcze jakoś się z tego wycofać? To jest dopiero początek wdrażania pewnego planu na cyfryzację społeczeństwa, systemu odbierania gotówki.

Zgadza się. Cyfryzacja sama w sobie nie jest elementem złym, ale już to, co Pani powiedziała, czyli odbieranie gotówki i wszystko, co wiąże się z przerostem efektów cyfryzacji, już tak. I rzeczywiście tak jest w przypadku KSeF-u. Co Konfederacja zrobiła? Nie wszystkich usatysfakcjonuje to, co powiem, ale my po prostu mówiliśmy o tym od początku. Nie mówiliśmy tego tydzień przed wprowadzeniem KSeF-u. My mówiliśmy o tym nie tylko w styczniu. Mówiliśmy o tym w grudniu, w listopadzie. Staraliśmy się po prostu przekonać wszystkich polityków, którzy jeszcze mogli w jakiś sposób sygnującym ten program: panu Domańskiemu i panu Tuskowi cokolwiek napomknąć, że może jednak nie warto. Jako politycy w mediach, czy w studiach telewizyjnych bardzo często próbowaliśmy podnieść ten temat, licząc, że inne partie opozycyjne dołączą do naszego głosu.

Obecnie możemy już tylko liczyć na podjęcie prób kontroli przerostu efektów cyfryzacji przez kolejną władzę. Dziękuję za rozmowę.

Najnowsze