Strona głównaOpinieZanegował wpływ człowieka na globalne ocieplenie. Klimatyści od razu się rzucili na...

Zanegował wpływ człowieka na globalne ocieplenie. Klimatyści od razu się rzucili na profesora

-

- Reklama -

Profesor Leszek Marks, geolog z Uniwersytetu Warszawskiego, na kanale Otwarta Konserwa zakwestionował oficjalną narrację o antropogenicznym globalnym ociepleniu. Od razu rzucili się na niego klimatyczni fanatycy. Oświadczenie w sprawie wydał Krzysztof Ziemiec, który rozmowę prowadził.

Ja nie wątpię, że zmiany klimatu występują. Od pewnego czasu, nawet od 200 lat, następuje ocieplenie. Zmiany klimatyczne na ziemi zawsze się odbywały – zaznaczył na początku wywiadu prof. Marks.

- Reklama -

W dalszej części zaznaczył jednak, że wpływ działalności człowieka na globalne zmiany klimatyczne jest marginalny lub pomijalny. Podkreślał też, że naukowcy sceptyczni wobec dominującej narracji boją się zabierać głos z obawy przed utratą grantów i pozycji w środowisku akademickim. Zaznaczył jednocześnie, że lokalne ocieplenia w dużych, zabetonowanych miastach mogą być efektem urbanizacji, a nie emisji CO2.

Za słowa niezgodne z klimatyczną religią prof. Marksa zaczęto odsądzać od czci i wiary. Prym wiódł w tym klimatysta Jakub Wiech. „Prof. Marks, geolog, znany jest w środowisku naukowym z powtarzania tez, które nie mają pokrycia w faktach. […] No, a teraz, pomimo tej całej historii, prof. Marks po raz kolejny idzie do jakiegoś medium i nieskrępowanie głosi swoje tezy, pozostające w sprzeczności do faktów” – napisał na X.

Atakowany za udostępnienie anteny prof. Marksowi jest też Krzysztof Ziemiec. Otwarta Konserwa wydała w tej sprawie oświadczenie i nie raczyła się kajać przed klimatystami, ani tym bardziej przepraszać.

„Stanowczo sprzeciwiamy się praktykom polegającym na próbie wykluczania z debaty publicznej osób mających inne, niż zakłada tzw. 'konsensus’, poglądy. Od początku istnienia 'Otwartej Konserwy’ naszym założeniem była otwartość na różne, często sprzeczne i przeciwstawne opinie i obserwacje na najważniejsze kwestie polityczne, społeczne, prawne, ekonomiczne czy ideologiczne. Jesteśmy ciekawi głosów prezentujących optykę tzw. głównego nurtu, ale uważamy, że należy przedstawiać także inne punkty widzenia, by spróbować je zrozumieć” – czytamy.

„Rzeczywistość wielokrotnie i boleśnie udowodniła, że nie ma czegoś takiego jak jedna, jedyna słuszna wersja, a wygłoszona z największą powagą 'opinia ekspercka’ w krótkim czasie może okazać się bujdą na resorach. Przekonywano nas już, że nie ma nic złego w robieniu interesów z Rosją 'taką jaka ona jest’. Zapewniano nas, że nosząc maseczki i nie wchodząc do lasu pokonamy wirusa z Wuhan. Z całą powagą najpierw twierdzono, że Ukraina padnie pod rosyjskim butem w ciągu kilku dni, po czym parę miesięcy później ci z tych samych ust słyszeliśmy, że to jednak Rosja zaraz zostanie rzucona na kolana. Nakazano nam (i wciąż się każe) likwidowanie źródeł ogrzewania na paliwo stałe grożąc, że w przeciwnym razie planeta spłonie. Jednocześnie państwowe instytucje ostrzegają, że ze względów bezpieczeństwa lepiej mieć na podorędziu… kozę czy piec kaflowy” – podaje przykłady Otwarta Konserwa.

„Dlatego nie zamierzamy przepraszać za to, że otwarcie rozmawiamy – ani za to, że pytamy. Historia wielokrotnie pokazała, że największe błędy rodziły się nie z nadmiaru pytań, lecz z zakazu ich zadawania. Naszym zdaniem debata publiczna nie polega na chóralnym powtarzaniu tej samej tezy, lecz na sporze, który pozwala oddzielić prawdę od złudzeń. (…) Ci, którzy dziś próbują zamykać usta rozmówcom i wyznaczać granice 'dopuszczalnych poglądów’, powinni pamiętać, że każda epoka była przekonana o swojej nieomylności – aż do momentu, gdy rzeczywistość brutalnie ją zweryfikowała. My pozostaniemy wierni zasadzie, od której zaczynaliśmy: wolna debata jeśli bywa niewygodna, to właśnie dlatego jest potrzebna. Bo prawda nie boi się rozmowy – boją się jej tylko ci, którzy nie są jej pewni” – czytamy w oświadczeniu.

Najnowsze