Strona głównaWiadomościPolskaPrawnik ujawnia. ZUS żąda ponad 140 tys. zł od kobiety prowadzącej firmę,...

Prawnik ujawnia. ZUS żąda ponad 140 tys. zł od kobiety prowadzącej firmę, bo zachorowała

-

- Reklama -

ZUS żąda od prowadzącej 15 lat firmę kobiety 142 tys. zł z powodu choroby, jak poinformowała na Facebooku dr Katarzyna Kalata, prawnik zajmująca się Prawem Pracy. Wskazała na paradoks prawny, na podstawie którego podjęto decyzję.

„142 000 zł. Tyle po latach zażądał zwrotu ZUS od Pani Ewy, która od 15 lat prowadzi firmę i… zachorowała” – napisała na Facebooku dr Kalata.

- Reklama -

„Pani Ewa od 2010 roku prowadzi działalność handlową – klasyczny model: kupić taniej, sprzedać drożej, głównie za pośrednictwem platform takich jak Allegro. Jak to w handlu bywa, raz było lepiej, raz gorzej, bo rynek nie daje gwarancji, a stabilność w tej branży jest pojęciem względnym. Mimo to działalność była realna, prowadzona w sposób ciągły i wymagająca nie tylko codziennej pracy, ale również realnego ryzyka finansowego. Trudno bowiem mówić o 'pozorności’ w sytuacji, w której przedsiębiorca zaciąga kredyt w wysokości 150 tysięcy złotych, inwestuje w towar, ponosi koszty, rozlicza się z fiskusem i rejestruje się jako czynny podatnik VAT. To nie są decyzje podejmowane 'na papierze’, tylko konkretne, obciążające finansowo wybory, których celem jest utrzymanie firmy na rynku” – wyjaśniła.

Następnie wskazała, że przez 15 lat prowadzenia działalności pani Ewa urodziła dwoje dzieci. Korzystała też z przysługujących jej zasiłków. Ponieważ „przez lata opłacała składki, działała legalnie i podlegała ubezpieczeniom, trudno uznać to za coś nadzwyczajnego”.

„Były też lata trudniejsze. Zdarzały się okresy, w których roczny przychód firmy wynosił około 120–150 tys. zł, przy kosztach niemal równych obrotowi, a sprzedaż w niektórych miesiącach praktycznie się zatrzymywała. Taka jest specyfika drobnego handlu internetowego. Działalność jednak trwała, a rozliczenia podatkowe były składane terminowo. Gdy dzieci dorastały, a sama Pani Ewa miała poważne problemy zdrowotne, które wyłączyły ją z pracy na niemal rok, korzystała z zasiłków i robiła dokładnie to, czego wymaga prawo. W czasie pobierania świadczeń nie wykonywała działalności zarobkowej, bo art. 17 ustawy zasiłkowej jasno stanowi, że jej wykonywanie skutkuje utratą prawa do zasiłku” – czytamy dalej.

„I właśnie to po latach stało się podstawą do zakwestionowania jej prawa do ubezpieczenia. ZUS uznał bowiem, że Pani Ewa nie prowadziła działalności gospodarczej – ale tylko w tych miesiącach, w których pobierała zasiłki. W decyzji wskazano, że skoro z powodu choroby nie mogła osobiście wykonywać działalności i nie zatrudniała innych osób, to działalność w tym czasie… nie istniała. A skoro nie istniała – świadczenia zostały pobrane nienależnie i należy je zwrócić” – podkreśliła dr Kalata.

„To dokładnie ten moment, w którym logika systemu zaczyna zapętlać się sama w sobie. Przestrzeganie przepisów staje się argumentem przeciwko przedsiębiorcy, a choroba – dowodem na brak prowadzenia działalności. Tymczasem firma Pani Ewy działała wtedy i działa do dziś. Jej skala znacząco wzrosła: liczba wystawianych faktur zwiększyła się z około 50 rocznie do niemal 9 000, a aktualne przychody sięgają około 1,5 mln zł rocznie” – napisała prawnik.

„I tu pojawia się pytanie fundamentalne: czy naprawdę można po latach odebrać komuś tytuł do ubezpieczenia tylko dlatego, że chorował? I czy przestrzeganie prawa może stać się podstawą do żądania zwrotu wszystkiego, co wcześniej zostało przyznane?” – podsumowała.

Najnowsze