„Ministrowie finansów Polski i Niemiec – Andrzej Domański oraz Lars Klingbeil – zapowiedzieli zacieśnienie współpracy w celu zwiększenia konkurencyjności gospodarki Unii Europejskiej” – napisano na dw.com. Wygląda więc na to, że rządzący dogadali się, by naszym kosztem wesprzeć propagandę sukcesu UE i rzecz jasna Niemiec.
– Potrzebny jest dodatkowy impuls i zarówno Polska, jak i Niemcy są gotowe, aby taki impuls tworzyć i aby tworzyć polityki gospodarcze, dzięki którym Europa będzie z powrotem hegemonem gospodarczym, a nie regulacyjnym – powiedział polski minister finansów Andrzej Domański w Warszawie po spotkaniu z ministrem finansów Niemiec Larsem Klingbeilem.
Klingbeil należy do SPD. Jest wicekanclerzem w koalicyjnym rządzie CDU/CSU-SPD Friedricha Merza.
– Musimy zdjąć gorset regulacji, upraszczać prawo, reformować nasze rynki – przekonywał Domański, minister w rządzie, który wprowadził dopiero co system kaucyjny, zaostrzył przepisy dla kierowców, jak i wprowadził wiele innych centralistycznych przepisów.
Następnie twierdził, że trzeba „w pełni wykorzystać siłę wspólnego europejskiego rynku, na którym jest niemal 500 mln konsumentów”.
– To jest nasza siła. Czas europejskiej bezczynności dobiegł końca – kontynuował.
Jego zdaniem, inicjatywy Niemiec i Polski mają być na to dowodem i oba państwa rzekomo „przejmują odpowiedzialność za ożywienie gospodarcze w Europie”.
– Od naszych krajów zależy rozwój Europy. Musimy ją wzmocnić i pchnąć do przodu – mówił z kolei Lars Klingbeil i dodał, że priorytetem jest „europejska suwerenność” i „unia inwestycyjna”.
Wspólne wystąpienie ma raczej utwierdzić w wierze unijnych miłośników w tym, że UE coś znaczy, jest ważna i może robić wielkie rzeczy. W praktyce jednak nic konkretnego nie zapowiedziano, poza ewentualnym zwiększeniem nakładów z naszych pieniędzy na propagandę sukcesu UE.
