Pośród zamieszania na arenie międzynarodowej, z jakim powitaliśmy Nowy Rok, łatwo przeoczyć działania podejmowane w polityce lokalnej. Mieszkańcom Warszawy obecnie przedstawiana jest „Strategia Rozwoju Warszawy 2040+”, która zakłada wzrastającą inwigilację oraz ograniczanie wolności. Urząd Miasta dysponuje już konkretnym planem: rozszerzenie Strefy Czystego Transportu, „15-minutowe miasto”, ściąganie imigrantów, cenzura, propaganda klimatyczna i proszczepienna w społeczności miejskiej. Wszystko pod przykrywką dobrostanu i bezpieczeństwa mieszkańców.
Dokument pisany językiem propagandy
Projekt strategii „Warszawa 2040+” jest długoterminowym dokumentem planistycznym przygotowywanym przez władze m.st. Warszawy, który wyznacza kierunki rozwoju miasta na kolejne lata – aż do roku 2040. Dokument zastąpi wcześniejszą Strategię #Warszawa 2030 oraz studium uwarunkowań i zagospodarowania przestrzennego, stanowiąc nową podstawę planowania miejskiego w perspektywie najbliższych kilkunastu lat. Określa główne cele i priorytety rozwoju stolicy w różnych obszarach życia miejskiego. Ma ustalać kierunki inwestycji i polityk publicznych. To dokument nadrzędny względem planu ogólnego, który przygotowuje bardziej szczegółową ramę przestrzenną dla miasta (np. strefy zabudowy, wysokość budynków) – oba dokumenty powstają równolegle i są ze sobą powiązane. Projekt strategii jest obecnie udostępniany do publicznych konsultacji (do 19 stycznia 2026). Na oficjalnej stronie Urzędu Miasta możemy uzyskać wgląd do szczegółów projektu, cały dokument to czysty przykład manipulacji i dezinformacji. Wszystko zdaje się być na pierwszy rzut oka zorganizowane w szczytnym i szlachetnym celu poprawy jakości życia mieszkańców stolicy. Dopiero podczas głębszej analizy dokumentu, możemy przetłumaczyć opis poszczególnych celów strategicznych z lewicowej nowomowy na język polski oraz odczytać rzeczywisty plan urzędników. Przez lekko ponad dekadę wizerunek Warszawy i jakość życia w stolicy ma ulec całkowitemu przeobrażeniu, wyznaczając kierunek prowadzenia polityki, który uderza we własność prywatną i bezpieczeństwo mieszkańców. Przyjrzyjmy się więc bliżej najciekawszym „smaczkom” powyższej strategii oraz temu, jakie rzeczywiste przesłanie niosą ze sobą.
Powrót czasów słusznie minionych
Projekt zakłada „popularyzację zdrowego stylu życia”, gdzie obok promocji zdrowych nawyków żywieniowych, aktywności fizycznej, głównym celem jest propaganda proszczepienna: „będziemy promować regularne korzystanie z badań profilaktycznych, szczepień ochronnych i uświadamiać, jak ważne jest samopoczucie” – czytamy w dokumencie. Mowa też o profilaktyce uzależnień (brak wzmianki o planach nocnej prohibicji) oraz dbałości o dobrostan psychiczny mieszkańców – a więc rola terapeutyczna, całkowicie wykraczająca poza kompetencje Urzędu Miasta.
Przewiduje się „wzmacnianie postaw obywatelskich”, co tłumaczone jest jako „rozwijanie postaw obywatelskich na rzecz dobra wspólnego”, przy jednoczesnym wykreśleniu ze słownika pojęciowego indywidualizmu czy dobrostanu jednostki. Codzienne wybory od środka transportu i korzystania z przestrzeni publicznych po gospodarowanie odpadami będą postrzegane w kategorii odpowiedzialności za dobro wspólne. Promowana będzie również edukacja o demokracji i samorządności, kładąc nacisk na aspekt integracji europejskiej. Podkreśla się również rolę „dialogu pomiędzy urzędem a mieszkańcami”. Pozorując realny wpływ mieszkańców na rzeczywistość, łatwiej narzuca się z góry konkretny kierunek polityczny.
W punkcie „odporne miasto” napotykamy również na wzmiankę o „zdolności do przetrwania różnych kryzysów”. Czytamy: „odporność ta oznacza również szybką adaptację do nowych warunków oraz sprawny powrót do normalności po zjawiskach, które ją zakłóciły”. Nie znamy odpowiedzi na pytanie, jakie tajemnicze zjawiska, mające ponownie zakłócić nam normalność, z góry przewidują politycy.
Urząd Miasta na sztandar bierze również „walkę z dezinformacją i świadomość o mechanizmach manipulacji”, a więc – cenzura! Idealnym przykładem politycznej manipulacji jest właśnie analizowany przeze mnie dokument, bo możemy domyślać się, że każda opinia wykraczająca jedynie poza progresywny, lewicowy, tęczowy nurt, będzie skutecznie tłumiona w imię „bezpieczeństwa”. Tym samym zapewnia się o transparentności, zapowiadając „przystępne prezentowanie prowadzonych działań”. Widzimy jednak, iż nawet pozornie jasny i konkretny plan zakłada działania w praktyce, które bezpośrednio będą godzić w wolność mieszkańców.
Otwarcie i szerokie oswajanie mieszkańców z polityką multi-kulti pod nazwą „wzmacnianie więzi społecznych”, możemy określić jako co najmniej niepokojące. Urząd zakłada bowiem nie tylko propagowanie różnorodności kulturowej wśród masy uchodźców, którzy już przebywają w Warszawie, ale wprost zachęca do postawy otwartości na przyjęcie kolejnych migrantów, których zamierza mieszać ze społecznością lokalną, co jednak nie ma nic wspólnego z asymilacją. Stawia na kierunek polityczny, który zamierza utworzyć nowy nurt integracji mieszkańców, sprzyjający budowaniu więzi, w tym międzykulturowych.
Multikulturalizm jest tu wprost określony jako potencjał społeczny i kulturowy, o czym miasto zamierza „edukować”. Kluczowe jest zapewnienie o tzw. „wsparciu adaptacyjnym”, czyli faworyzowaniu osób pochodzących z obcych kręgów kulturowych, za pomocą podporządkowania im instytucji publicznych. Te będą miały zadbać o wysoką jakość obsługi takich osób, a także zabiegać na szczeblu centralnym o uproszczenie procedur legalizacji pobytu dla osób „szczególnie utalentowanych” i „wykonujących zawody deficytowe”. Należy zwrócić uwagę, w jaki sposób formułowane są zdania w dokumencie. Przykładowo, określenie „więzi międzykulturowe” zostaje wepchnięte pomiędzy „więzi sąsiedzkie” i „więzi międzypokoleniowe”, aby przypadkiem nie wyjawić prawdy czytelnikowi. Mowa jest również o edukacji nt. „równego traktowania” i „reagowania na dyskryminację”. Możemy być pewni, że jak zwykle mowa o polityce „równych i równiejszych”.
Nie do przeoczenia jest również wprost zapowiedziana walka z kierowcami w celu wycofywania samochodów z miasta w imię przesłanki ekologicznej. „Wielofunkcyjne wykorzystanie przestrzeni ulic”, „wprowadzenie różnych form uspokojenia ruchu”, to nic innego jak zapowiedziane ograniczanie wolności przemieszczania się i dewastacja miejsc parkingowych, zwężanie ulic czy rozszerzanie „Strefy Czystego Transportu”. Wprost czytamy o planie na rozszerzenie strefy płatnego parkowania niestrzeżonego oraz miejscach do „ładowania pojazdów”, czyli planie wycofania samochodów spalinowych. Ponadto napotykamy wzmiankę o „współpracy z odpowiednimi służbami”, które miałyby wzmacniać działania prewencyjne.
Protestujmy, póki czas!
Realizację wspomnianych innowacji mieszkańcy polskich miast już obserwują w praktyce i nie kryją swojej krytyki. Na własnej skórze doświadczają, w jaki sposób Urząd Miasta wchodzi z butami w ich życie z lewacką ideologią, realizowaną na wielu poziomach. Autentyczne problemy mieszkańców poszczególnych dzielnic, wynikające z powolnego wprowadzania zamierzonych celów, są ignorowane. Nie kryją oni swojej krytyki na otwartych konsultacjach, gdzie omawiany jest przed mieszkańcami plan strategii. Mieszkaniec Śródmieścia z grupy jednoczącej społeczność lokalną na Facebooku skarżył się na plany miasta dotyczące usunięcia po jednym pasie ul. Chmielnej i posadzenia drzew w uzyskanym wolnym miejscu. Z analogicznym działaniem mieliśmy do czynienia w 2021 r. na Alejach Jerozolimskich. Przeciw zwężaniu reprezentacyjnej warszawskiej ulicy i sadzenia na niej drzew protestowała wówczas partia KORWiN.
Protestuje również Porozumienie „Stop Korkom” i Stowarzyszenie „Lubię Miasto”. Na profilu facebookowym „Nie Oddamy Miasta” członek Stowarzyszenia Paweł Skwierawski przedstawia rzeczywistość: „Miasto jak diabeł święconej wody bało się informacji, ilu tak naprawdę mamy zmotoryzowanych w Warszawie. Usiłowaliśmy to oszacować i wyszła nam liczba niespełna 1,5 miliona mieszkańców”. Skwierawski słusznie zwrócił się publicznie do urzędników, że „My nie jesteśmy dziećmi, a Państwo nie jesteście naszymi rodzicami, żeby nas wychowywać. To my decydujemy jako ludzie, którzy utrzymują to miasto wysokimi podatkami. To my powinniśmy mieć pierwszorzędne zdanie na temat tego, w jakim kierunku miasto ma się rozwijać. Nas nie trzeba przymuszać do rezygnacji z samochodów, ponieważ nie kartką przy urnie, a własnymi pieniędzmi wybraliśmy dostępny, legalny środek transportu w Polsce, jakim jest prywatny samochód” – mówił warszawiak.
Kierowcy masowo sprzeciwiają się również Strefie Czystego Transportu w Krakowie, co obserwujemy w ostatnich dniach. Kierowcom z Krakowa i okolicznych miejscowości przypadła rola „królików doświadczalnych”, którzy coraz głośniej wyrażają sprzeciw wobec Strefy Czystego Transportu. Wielu z nich twierdzi, że codzienne dojazdy do pracy, lekarza czy rodziny są utrudnione, wymiana samochodu na spełniający wymagania SCT dyskryminuje seniorów, rodziny z dziećmi i osoby mniej zamożne, a zamiast ekologii wprowadza poczucie niesprawiedliwości i komunikacyjne wykluczenie. Krakowanie podążą w swojej formie protestu za mieszkańcami Londynu. Kulminacja napięć objawia się w postaci kradzieży znaków wyznaczających granice Strefy Czystego Transportu oraz demontowania systemu kamer. Kierowcy już zapowiedzieli, że nie odpuszczą, niezależnie od wcześniejszych decyzji w Krakowie czy Warszawie.
Omówiona strategia realizuje plan globalistów w imię hasła „nie będziesz miał nic i będziesz szczęśliwy”. Urząd Miasta, maksymalizując rolę państwa opiekuńczego, pod przykrywką „postępu” i działań na rzecz „zrównoważonego rozwoju”, przykłada rękę do masowego ucisku mieszkańców Warszawy, zamachu na wolność i własność prywatną. Warszawski Okręg Konfederacji Korony Polskiej planuje pikietę przeciwko komunistycznym planom, które forsuje Rafał Trzaskowski. Protest odbędzie się w sobotę, 17 stycznia o godz. 10:00 na Placu Bankowym. Zapraszamy do dołączenia!
