Strona głównaMagazynDonald Trump: To ja rządzę Wenezuelą

Donald Trump: To ja rządzę Wenezuelą

-

- Reklama -

Dwa dni po tym, jak Amerykanie w błyskawicznej akcji w Caracas schwytali prezydenta Nicolasa Maduro, Donald Trump został zapytany, kto teraz sprawuje władzę w Wenezueli. Amerykański prezydent nie wahał się ani chwili: „Ja”.

Powiedział też, że w Wenezueli nie odbędą się nowe wybory w ciągu najbliższych 30 dni, argumentując, że kraj jest zbyt zniszczony i niestabilny po latach socjalistycznych rządów i korupcji powiązanej z kartelami narkotykowymi.

Amerykańskie siły przeprowadziły w nocy z piątku na sobotę (2–3 stycznia) zaskakującą operację, mającą na celu schwytanie i aresztowanie Maduro i jego żony oraz przewiezienie ich do Nowego Jorku, gdzie stanęli przed sądem pod zarzutami handlu narkotykami, terroryzmu, nielegalnego posiadania broni, a także bezprawnego sprawowania władzy. Maduro przebywa w areszcie w Metropolitan Detention Center w Brooklynie.

Doktryna Don-roe

Prezydent USA od kilku dni podkreśla znaczenie doktryny Monroe’a, długoletniej polityki ustanowionej przez byłego prezydenta Jamesa Monroe’a, która blokowała ingerencję obcych państw w sprawy półkuli zachodniej. Trump twierdzi jednakże, że jego administracja „znacznie ją rozszerzyła”. Dodaje, że za rządów Maduro Wenezuela gościła „zagranicznych przeciwników w naszym regionie i pozyskiwała groźną broń ofensywną, która mogłaby zagrozić interesom i życiu Amerykanów”.

„Wszystkie te działania stanowiły rażące naruszenie podstawowych zasad amerykańskiej polityki zagranicznej, sięgających ponad dwóch stuleci wstecz i to się już nie powtórzy – powiedział Trump. – Sięga to aż do doktryny Monroe. A doktryna Monroe to ważna sprawa, ale my ją znacznie, naprawdę znacznie przekroczyliśmy. Teraz nazywają to doktryną Don-roe”.

Rebecca Grant, wiceprezeska Lexington Institute, uważa, że operacja „Absolute Resolve” w Caracas miała znaczenie strategiczne, a Trump „podjął śmiały krok w swoich wysiłkach mających na celu uratowanie Wenezueli przed upadkiem – i powstrzymanie Chin przed ekspansją na półkuli zachodniej”.„Nie ma co się łudzić. – pisze – Działania Trumpa w sprawie Wenezueli wykraczają daleko poza zwiększenie produkcji ropy naftowej. Wenezuela to kluczowy strategiczny element w rozgrywce, która zapowiada się na wieloletnią, wielobiegunową rywalizację z Chinami. W tej globalnej walce wolna i prosperująca Wenezuela jest cennym atutem. A przynajmniej będzie, jeśli zespołowi Trumpa uda się przeprowadzić „właściwą, rozważną transformację”, o której mówił podczas briefingu w Mar-a-Lago”.

Trump wie, że wpływ na stosunki USA z Rosją, Chinami i Iranem – kluczowymi sojusznikami Maduro – koncentruje się wokół ropy naftowej i wyraźnie dał do zrozumienia, że Stany Zjednoczone mogą wykorzystać sprzedaż wenezuelskich zasobów, aby podważyć eksport ropy z Iranu i Rosji. „Jeśli chodzi o inne kraje, które potrzebują ropy – my zajmujemy się handlem ropą. Będziemy sprzedawać ropę. Będziemy sprzedawać duże ilości ropy innym krajom, z których wiele już teraz z niej korzysta” – oświadczył.

Nie odniósł się jednak wprost do tego, jak operacja w Wenezueli może wpłynąć na jego relacje z prezydentem Rosji Władimirem Putinem. Oznajmił tylko, że wojna Rosji na Ukrainie „zostaje uporządkowana” i że „nie jest zachwycony” rosyjskim przywódcą.

Aby nie było niedomówień co do stanowiska Waszyngtonu, Departament Stanu powtórzył retorykę prezydenta na temat władzy USA w zachodniej hemisferze. „To jest NASZA półkula i prezydent Trump nie pozwoli, aby nasze bezpieczeństwo było zagrożone” – napisał departament na platformie X.

Presja na Amerykę Łacińską

Obalenie Maduro pozostawia wiele niepewności w globalnej rozgrywce, ale przede wszystkim w regionie, gdyż niejako przy okazji Trump pogroził innym przywódcom. „Kolumbia też jest bardzo chora. Prowadzona przez chorego człowieka, który lubi produkować kokainę i sprzedawać ją Stanom Zjednoczonym, ale nie będzie tego robił zbyt długo” – oznajmił, odnosząc się do prezydenta Kolumbii Gustavo Petro. Zapytany, czy USA rozpoczną operację wojskową przeciwko Kolumbii, odpowiedział: „Moim zdaniem brzmi to dobrze”.

Trump wydał także surowe ostrzeżenie dla Meksyku, aby „wzięli się w garść”, przywołując kartele narkotykowe działające w tym kraju. „Musimy coś zrobić z Meksykiem – powiedział. – Będziemy musieli coś zrobić. Bardzo chcielibyśmy, żeby Meksyk to zrobił, są w stanie to zrobić, ale niestety kartele w Meksyku są bardzo silne”.

Prezydent odniósł się także do Kuby, podkreślając złą sytuację gospodarczą tego komunistycznego kraju. „Kuba jest gotowa upaść. Kuba wygląda, jakby była gotowa upaść. Nie wiem, czy oni to wytrzymają – powiedział. – Ale Kuba teraz nie ma żadnych dochodów. Cały swój dochód czerpie z Wenezueli, z wenezuelskiej ropy. Nic z tego nie dostają. Mówi się, że Kuba dosłownie upadnie, a mamy wielu wspaniałych kubańskich Amerykanów, którzy będą z tego powodu szczęśliwi”.

Jeszcze dalej poszedł republikański senator Lindsey Graham, która uważa, że dni reżimu w Hawanie „są policzone”. „Pewnego dnia obudzimy się, miejmy nadzieję, że w 2026 roku i na naszym podwórku będziemy mieć sojuszników w tych krajach robiących interesy z Ameryką, a nie dyktatorów narkotykowo-terrorystycznych zabijających Amerykanów” – powiedział. Ten wpływowy polityk dodał: „Nie ma mowy, aby komunistyczna dyktatura na Kubie przetrwała po obaleniu Maduro. To już koniec, to tylko kwestia czasu”.

Kuba, po odcięciu kroplówki z Wenezueli, może mieć rzeczywiście duże problemy. „Gdybym mieszkał w Hawanie i byłbym w rządzie – ostrzegł sekretarz stanu Marco Rubio – byłbym przynajmniej trochę zaniepokojony”.

Uwagi Trumpa nie ograniczały się tylko do krajów Ameryki Łacińskiej, ale także do Grenlandii. Prezydent ponowił swoje wezwania do aneksji terytorium Danii przez USA. „Potrzebujemy Grenlandii z punktu widzenia bezpieczeństwa narodowego” – powiedział po raz kolejny. I skierował także wzrok na wschód, w stronę Iranu, który w ostatnich dniach zmaga się z powszechnymi protestami. „Jeśli zaczną zabijać ludzi, tak jak to miało miejsce w przeszłości, myślę, że Stany Zjednoczone bardzo mocno ich uderzą” – oznajmił, odnosząc się do sposobu, w jaki rząd w Teheranie radzi sobie z protestami.

Półkula bez przeciwników

Dominację w zachodniej hemisferze i ograniczanie wpływów głównie Chin i Rosji zakłada ogłoszona w grudniu nowa narodowa strategia bezpieczeństwa USA. Jak będzie ona wdrażana, zweryfikuje rzeczywistość, na przykład kolejne wybory w USA. Na razie dyrektywy wydaje Trump. „To bardzo jasny sygnał, że Stany Zjednoczone nie pozwolą, aby nasza półkula stała się bazą operacyjną, z której mogą korzystać nasi przeciwnicy” – mówi Andrés Martínez-Fernández, starszy analityk polityki Ameryki Łacińskiej w Allison Center for National Security przy Heritage Foundation. Dodaje: „Chiny, Rosja i Iran wykorzystały brak zaangażowania i uwagi Stanów Zjednoczonych dla naszej półkuli, co stanowi status quo od kilku lat. To naprawdę bardzo szybko wyparuje tę próżnię”.

Joshua Treviño, dyrektor popierającej Trumpa inicjatywy America First Policy Institute w Western Hemisphere Initiative, przewiduje, że operacja w Wenezueli może mieć pozytywny wpływ na stosunki amerykańsko-chińskie. „Jedyną rzeczą, jaką szanuje Komunistyczna Partia Chin, jest siła i stanowczość – twierdzi. – To przyniesie im nowy szacunek”.

Inni wyrażają jednak obawy, że działania Trumpa wysyłają niewłaściwy sygnał rywalom takim jak Chiny. „Amerykańska twarda siła ma kluczowe znaczenie dla ochrony amerykańskich interesów i bezpieczeństwa regionalnego, ale podejście Trumpa wiąże się z dużymi kosztami, które między innymi pokazuje, że Stany Zjednoczone są niewiarygodnym sojusznikiem i pozwala Chinom kreować Stany Zjednoczone jako drapieżną wielką potęgę” – uważa Matthew Waxman, profesor prawa na Uniwersytecie Columbia i były urzędnik Departamentu Obrony i Stanu w administracji byłego prezydenta George’a W. Busha.

Odnosząc się do ostatnich decyzji amerykańskiego prezydenta Philip Wegmann pisze na portalu RealClearPolitics: „Nakazał usunięcie zagranicznego szefa państwa, aby zachować amerykańską hegemonię na półkuli zachodniej. Wenezuela pod rządami Maduro otworzyła się na Chiny, Kubę, Iran i Rosję poprzez współpracę handlową i wojskową. Biały Dom twierdził, że stanowi to naruszenie doktryny Monroe, XIX-wiecznego precedensu nazwanego na cześć ówczesnego prezydenta Jamesa Monroe, który sprzeciwiał się kolonialnej ingerencji Europejczyków w sprawy obu Ameryk”.

Pozytywnie o posunięciach Białego Domu mówi też K.T. McFarland, była doradczyni prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego. Jej zdaniem „obalenie Maduro przez Trumpa resetuje globalną szachownicę i umacnia amerykańską potęgę”. Ponadto operacja „Absolute Resolve” pokazała ogromny potencjał wojskowy, ustanawiając jednocześnie półkulę zachodnią amerykańską strefą wpływów.

Mógł być w Moskwie

Maduro był długo ostrzegany, miał czas, aby ustąpić i udać się na przykład do Rosji. Jego sytuacja jest niemal identyczna jak sytuacja Manuela Noriegi, dyktatora Panamy, którego Amerykanie obalili i pojmali w 1989 r. Panamczyk został przewieziony do więzienia w Miami i ostatecznie stanął przed sądem we wrześniu 1991 r. pod zarzutem handlu narkotykami, wymuszeń i prania pieniędzy. Pięć miesięcy później został skazany na 40 lat więzienia za osiem z dziesięciu zarzutów. Noriega spędził resztę życia skazany także zaocznie za morderstwo w Panamie i za pranie pieniędzy we Francji, a ostatecznie ekstradowany do Panamy w 2011 r. Zmarł w 2017 r. w wieku 83 lat.

Kilka godzin przed pojmaniem Maduro gościł delegację z Chin i były to jego ostatnie momenty na wolności pokazane w państwowej telewizji. „Wyobraźmy sobie szok chińskiej delegacji w Caracas. Xi Jinping wysłał dyplomatów, aby sprawdzili, co dzieje się z 67 miliardami dolarów zainwestowanymi przez Chiny w Wenezueli. Było już za późno. Byli honorowymi gośćmi na ostatnim przyjęciu koktajlowym, które Maduro wydał w pałacu prezydenckim Miraflores na kilka godzin przed rozpoczęciem nalotów. Następnie byli świadkami kolejnego oszałamiającego pokazu precyzji amerykańskiej armii, z taktyką, którą można zastosować przeciwko każdemu wrogowi, w dowolnym miejscu na świecie” – powiedział przewodniczący Kolegium Szefów Sztabów generał Dan „Razin” Taine.

Warto zapamiętać te słowa: przeciwko każdemu wrogowi, w dowolnym miejscu na świecie. Oczywiście wroga Ameryki wyznacza teraz wyłącznie Donald Trump.

Najnowsze