Strona głównaWiadomościPolskaTwierdził, że pobili go Polacy za barwy ukraińskie. Prawda okazała się zupełnie...

Twierdził, że pobili go Polacy za barwy ukraińskie. Prawda okazała się zupełnie inna

-

- Reklama -

Gdy w mediach pojawiła się historia o Polaku pobitym w Ostrawie rzekomo przez rodaków, którzy mieli wziąć jego śląską czapkę za ukraińskie barwy, temat błyskawicznie stał się pożywką dla politycznej narracji. Dziś czeska policja przedstawia zupełnie inną wersję zdarzeń. A politycy i wszelkiej maści komentatorzy, którzy tak chętnie podpinali się pod wersję pierwszą, milczą.

We wrześniu informowano, że Jakub Heisig z Chorzowa został zaatakowany w Ostrawie przez Polaków, którzy mieli krzyczeć, że jest „Ukraińcem i banderowcem”. Impulsem agresji miała być żółto-niebieska czapka z napisem „GÓRNY ŚLŌNSK”, którą sprawcy mieli pomylić z ukraińskimi symbolami.

- Reklama -

Historia, która pasowała do głównego nurtu

Ta wersja idealnie pasowała głównemu nurtowi. „Dumni z siebie Grzegorzu Braunie, Przemysławie Czarnku, Karolu Nawrocki?” – pisał w mediach społecznościowych Radosław Sikorski. Salon oczywiście wył z zachwytu nad tego typu wpisami.

- Reklama -

Jeszcze dalej w swym hejterstwie posunął się europoseł KO, Łukasz Kohut. „Ten Ślązak z Chorzowa został pobity, bo jakieś męty pomyliły nasze śląskie barwy z ukraińskimi. Prawda jest taka, że do tego i innych aktów przemocy na tle narodowościowym, np. ataku na dziewczynki w Bielsku, nie doszłoby, gdyby nie nienawistne wypowiedzi nacjonalistów. To oni rozzuchwalili patologię. To oni judzili i szczuli. I to oni ponoszą polityczną odpowiedzialność za to, co się stało. Braun, Mentzen, Czarnek i paru innych. Mam dość szykanowania Ukraińców, którzy w Polsce uczciwie i ciężko pracują, płacąc podatki. Mam dość tego, że putinowiec Braun chodzi sobie wolno po ulicach naszych miast, bezkarnie napuszczając Polaków na Ukraińców, Żydów i Niemców” – pisał.

- Reklama -

Policja obala pierwotną wersję. Co się zmieniło w ustaleniach?

Okazało się, że Jakub Heisig wszystko zmyślił. No prawie wszystko. Do pobicia rzeczywiście doszło, ale nie przez Polaków, lecz przez Słowaków, i nie za ukraińskie barwy, lecz w wyniku pijackiej awantury.

Heisig był wówczas na wyprawie, podczas której promował zbiórkę na rzecz swojej partnerki Marceliny, która choruje na nowotwór szyjki macicy. Uznał więc, że historia o pobiciu za ukraińskie barwy świetnie się sprzeda. I rzeczywiście u polityków głównego nurtu świetnie się sprzedała.

Tymczasem czeska policja ustaliła, że Heisig ze Słowakami poznali się w klubie nocnym. Wspólnie opuścili lokal około godziny 5:00, a następnie doszło między nimi do kłótni, która zakończyła się pobiciem.

Według śledczych bezpośrednim powodem konfliktu miały być rzekome aluzje Heisiga dotyczące matki jednego ze sprawców. Funkcjonariusze ustalili także, na podstawie nagrań z monitoringu, że w chwili ataku poszkodowany nie miał na głowie ani nie nosił widocznie żółto-niebieskiej czapki.

Obaj zatrzymani usłyszeli zarzuty, współpracowali z policją i przyznali się do udziału w zdarzeniu. Zarzutów nie usłyszeli jednak ci, którzy rozpowszechniali kłamliwą narrację, jakoby Heisig został pobity przez Polaków za barwy ukraińskie.

Najnowsze