Poseł Łukasz Mejza nie przebierał w słowach podczas dyskusji nad wotum nieufności wobec szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego. Ministra nazwał m.in. „parówą” i stwierdził, że przychodzi do pracy „zalany bardziej niż Wrocław w 1997 roku”.
Prawo i Sprawiedliwość ponownie złożyło wniosek o wyrażenie wotum nieufności wobec szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego.
W 11-stronnicowym uzasadnieniu wniosku posłowie zwracają uwagę m.in. na problemy z systemem ostrzegania ludności, wciąganie policji w konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego, braki kadrowe w Centralnym Biurze Zwalczania Cyberprzestępczości, niewystarczające zabezpieczenie infrastruktury krytycznej i działania w obliczu aktów dywersji czy odpowiedzialność polityczną za aferę wokół Szpitala Południowego.
Mejza o Kierwińskim
W piątek, 6 listopada, w Sejmie odbyła się dyskusja na ten temat. Mejza rozpoczął od stwierdzenia, że Kierwiński powinien zostać ministrem tylko w przypadku gdyby w Polsce funkcjonowało Ministerstwo Przetwórstwa Mięsnego.
– Wie pan dlaczego, panie Kierwiński? Sorry, bo jest pan największą parówą polskiej polityki – stwierdził Mejza.
Poseł powiązał działania służb pod batutą Kierwińskiego z ludzką tragedią. – Panie Kierwiński, pan ma krew na rękach i to dosłownie. To nie jest żadna metafora. Młody rolnik z Nakła nad Notecią po brutalnej interwencji policji odebrał sobie życie – przypomniał.
W kolejnej części wystąpienia poseł odniósł się do kwestii bezpieczeństwa granic oraz polityki migracyjnej rządu.
– Kolejnym pana „sukcesem” jest to, że Niemcy z przerzucania migrantów do Polski zrobili sobie sport narodowy. Mówiąc wprost: pan wpuścił przestępczość do Polski – wyliczał z mównicy.
Mejza zarzucił również ministrowi stosowanie podwójnych standardów informacyjnych w komunikatach publikowanych przez policję.
– Zawsze, gdy Ukraińcy popełniają przestępstwo, to ochoczo ukrywa pan narodowość w komunikatach policji. Za to jak trzeba potępić Polaków agresywnych wobec Ukraińców, no to wtedy jest pan pierwszy, wręcz powiedziałbym: wyrywny. Ukraińcy panoszą się w Polsce, dokonują przestępstw. Brutalnych przestępstw, nie ma policji! Za to jak trzeba ZOO w Łącznej zabrać przedsiębiorcy na zlecenie lewackich aktywistów, to wtedy policja się znajduje – atakował poseł.
Na liście zarzutów znalazła się także głośna sprawa rosyjskiego szpiega Pawła Rubcowa oraz afera wokół warszawskich placówek medycznych.
– Dlaczego jako minister, który miał takie możliwości, nie wystąpił pan o czerwoną notę Interpolu, by ścigać ruskiego szpiega? Zamiatanie afery pod dywan w Szpitalu Południowym to jest kolejny sukces, przecież pan Kierwiński jest mentorem, promotorem pana Kacprzyka. Za to również powinien zostać odwołany – mówił parlamentarzysta.
Na koniec Mejza odniósł się do działań rządu podczas usuwania skutków powodzi.
– Rozkradanie przez działaczy Koalicji Obywatelskiej pomocy dla powodzian to jest crème de la crème Marcina Kierwińskiego. (…) Ta sytuacja pokazała właśnie, jak działa Marcin Kierwiński. Natomiast, panie Tusk, czego pan się spodziewał, wysyłając do przeciwdziałania skutkom powodzi, skutkom klęsk żywiołowych gościa, który do pracy przychodzi zalany bardziej niż Wrocław w 1997 roku? Kierwiński do dymisji! – podsumował Mejza.


