Policja interweniowała w Mieroszewie podczas wywożenia zwierząt z ZOO Łączna. Zwierzęta zostały odebrane na podstawie organizacji nazywających siebie „prozwierzęcymi”. Zatrzymano także właściciela zoo i cztery inne osoby. Placówka normalnie przechodziła kontrole. „Pod pretekstem troski o zwierzęta legalizowany jest rabunek” – napisał na X wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak.
W Mieroszewie miała miejsce interwencja policji. Funkcjonariusze ochraniali przedstawicieli prywatnych organizacji nazywających same siebie „prozwierzęcymi”, którzy zabierali zwierzęta z zoo i przewozili do innych ośrodków.
– Od godziny 6 rano byliśmy przetrzymywani na terenie zoo. Nie pozwolono nam nakarmić zwierząt. Zabrano nam klucze do wybiegów. Fundacje, prokurator i policja uniemożliwili nam poruszanie się. Na chwilę obecną nie ma żadnego opiekuna. Jest sama policja z fundacją na terenie – powiedziała jedna z pracownic zoo.
Przed ogrodem zoologicznym pojawili się sympatycy placówki i okoliczni mieszkańcy. Manifestowali w obronie właściciela i ośrodka.
Zatrzymano pięć osób. Wśród nich był właściciel zoo.
Prok. Mariusz Pindera, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Świdnicy przekazał we wtorek, że nikomu nie postawiono na razie żadnych zarzutów.
Portal zero.pl przekazał, że na miejscu prowadzono oględziny zwierząt, zabezpieczano ślady i sprawdzano warunki ich utrzymania.
„Po południu zapadła decyzja o transporcie części zwierząt do innych podmiotów zajmujących się opieką nad nimi. Prokurator zdementował jednak doniesienia o likwidacji placówki. Jak podkreślił, nie będą zabierane wszystkie zwierzęta. O tym, które osobniki zostaną przewiezione, decydowali lekarze weterynarii pracujący na miejscu” – przekazała redakcja zero.pl.
Z kolei „Gazeta Wrocławska” podała, że przed godz. 14 zaczęto odławiać mniejsze zwierzęta.
Źródło zbliżone do prokuratury przekazało PAP, że postępowanie trwa od maja. Przygotowanie odbioru zajęło pół roku z powodu konieczności zorganizowania transportu oraz znalezienia miejsca dla zwierząt. Podstawą działań prokuratury były zawiadomienia organizacji „prozwierzęcych”. Wynikało z nich, że dochodzi do nieprawidłowości w opiece.
Zwierzęta miały otrzymywać za mało pokarmu. Ponadto miały nie mieć zapewnionej odpowiedniej opieki weterynaryjnej.
Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska (GDOŚ) poinformowała we wtorek, że 5 sierpnia wszczęła postępowanie w sprawie cofnięcia zezwolenia na prowadzenie zoo. To efekt kontroli RDOŚ we Wrocławiu, która trwała w okresie 26.07.2024-12.09.2025 r. Stwierdzono w niej m.in. niewykonanie części zaleceń pokontrolnych.
Według GDOŚ, dla części gatunków nie zapewniono warunków zgodnych z przepisami. Dokumentacja hodowlana i inne dokumenty potwierdzające pochodzenie części zwierzą miały być zaś niepewne. W najbliższych dniach zoo zamierza podjąć działania zmierzające do usunięcia nieprawidłowości.
Marcin Nowaczyk, właściciel ogrodu zoologicznego nie zgadza się z zarzutami. W nagraniu na Facebooku poinformował, że zoo jest zatwierdzone przez GDOŚ i podlega pod cykliczne kontrole RDOŚ a także powiatowego lekarza weterynarii. Stwierdził, że posiada dokumentację weterynaryjną i chce współpracować. Zaapelował też, by decyzje uwzględniały indywidualne potrzeby zwierząt.
Mec. Łukasz Opaliński, pełnomocnik właściciela wyraził z kolei zdziwienie, że doszło do zatrzymań.
– Spodziewaliśmy się spotkania, a mimo tego policja dokonała zatrzymań – powiedział mec. Opaliński.
Zoo od 2012 roku ma status ogrodu zoologicznego. Żyje w nim około 100 gatunków, w tym tygrysy, kangury i jelenie milu.
Sprawa wywołała wielkie emocje w mediach społecznościowych.
„Czy dobrze rozumiem, że facetowi właśnie ukradziono… ZOO, a policja zabezpiecza tę kradzież, aby nikt jej nie przerwał?” – napisał na X Krzysztof Stanowski.
Czy dobrze rozumiem, że facetowi właśnie ukradziono… ZOO, a policja zabezpiecza tę kradzież, aby nikt jej nie przerwał?
@CzarnaListaPro
— Krzysztof Stanowski (@K_Stanowski) October 13, 2026
„Czytam i oglądam o akcji w ZOO Łączna i nawet przyjmując optykę policji, że zwierzęta były niewłaściwie traktowane (nie mam pojęcia, czy tak było) – czy naprawdę procedura wygląda tak, że ludzie formalnie niezwiązani z państwowymi służbami sobie wchodzą pod eskortą policji do zoo, jeden ładuje cztery lemury do samochodu na meble, drugi pakuje tygrysa na pakę Żuka, trzeci zgarnia trzy małpy na rower i wywożą nie wiadomo gdzie?” – zapytał Patryk Słowik.
– Czy te auta do przewozu mebli nadają się do transportu zwierząt?
– Specjaliści na to zezwolili
– Dlaczego zaprzestano karmienia tych zwierząt?
– Może chodzi o jak najszybsze przetransportowanie tych zwierząt do nowych placówek
– Gdzie?
– Na terenie kraju i poza teren kraju
– Podobno sprawdzono te placówki mają gorszą opinię niż to miejsce
– Ja takich opinii nie wydawałam— Wolność__Słowa (@WolnoscO) October 14, 2026
Jacek Zarzecki z kolei zwrócił uwagę, że są „poważne pytania dotyczące miejsc w Niderlandach , do których mają trafić zwierzęta z ZOO w Łącznej”.
„W jednym z nich państwowe [służby] wielokrotnie stwierdzały naruszenia przepisów dotyczących dobrostanu zwierząt, bezpieczeństwa oraz wymaganych zezwoleń. W oficjalnym dokumencie parlamentarnym potwierdzono znane były przypadki śmierci lwiątka, gibona oraz dwóch młodych wilków” – zapisał Zarzecki.
„Z kolei drugi ośrodek jest powiązany z parkiem zoologicznym, który nie został przyjęty do Europejskiego Stowarzyszenia Ogrodów Zoologicznych i Akwariów (EAZA). W przeszłości informowano także o przepełnieniu ośrodka, długiej liście zwierząt oczekujących na przyjęcie oraz problemach z finansowaniem nowych wybiegów i legalnością przebywających tam zwierząt” – kontynuował.
„Czy @PK_GOV_PL i @WetGIW zweryfikowały te informacje? Czy ktokolwiek sprawdził aktualne warunki, zezwolenia, dostępność odpowiednich wybiegów i rzeczywiste możliwości zapewnienia zwierzętom właściwej opieki? Kto podjął decyzję o wyborze tych miejsc i na podstawie jakich dokumentów? Kto weźmie odpowiedzialność za dalszy los zwierząt? Czy organizacje wmanewrowały organy państwa w chorą akcję, ktora nie trzyma się kupy? To zaczyna wyglądać coraz ciekawiej. Śmieszno i straszno” – podsumował Jacek Zarzecki.
Pojawiają się poważne pytania dotyczące miejsc w Niderlandach , do których mają trafić zwierzęta z ZOO w Łącznej
W jednym z nich państwowe wielokrotnie stwierdzały naruszenia przepisów dotyczących dobrostanu zwierząt, bezpieczeństwa oraz wymaganych zezwoleń. W oficjalnym dokumencie parlamentarnym potwierdzono znane były przypadki śmierci lwiątka, gibona oraz dwóch młodych wilków.
Z kolei drugi ośrodek jest powiązany z parkiem zoologicznym, który nie został przyjęty do Europejskiego Stowarzyszenia Ogrodów Zoologicznych i Akwariów (EAZA). W przeszłości informowano także o przepełnieniu ośrodka, długiej liście zwierząt oczekujących na przyjęcie oraz problemach z finansowaniem nowych wybiegów i legalnością przebywających tam zwierząt
Czy @PK_GOV_PL i @WetGIW zweryfikowały te informacje?
Czy ktokolwiek sprawdził aktualne warunki, zezwolenia, dostępność odpowiednich wybiegów i rzeczywiste możliwości zapewnienia zwierzętom właściwej opieki?
Kto podjął decyzję o wyborze tych miejsc i na podstawie jakich dokumentów? Kto weźmie odpowiedzialność za dalszy los zwierząt?
Czy organizacje wmanewrowały organy państwa w chorą akcję, ktora nie trzyma się kupy? To zaczyna wyglądać coraz ciekawiej. Śmieszno i straszno. @konrad_krasuski @portalzeropl— jacekzarzecki (@jacekzarzecki) October 14, 2026
Z kolei wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak przypomniał, że prawica ostrzegała, iż „pod pretekstem troski o zwierzęta legalizowany jest rabunek”.
„Tak się kończy stanowienie prawa przy pomocy serca, a nie mózgu” – podsumował Bosak.
Ostrzegaliśmy, że pod pretekstem troski o zwierzęta legalizowany jest rabunek.
Tak się kończy stanowienie prawa przy pomocy serca, a nie mózgu.
— Krzysztof Bosak 🇵🇱 (@krzysztofbosak) October 14, 2026


