Strona głównaMagazynXi Jinping w USA. Odprężenie zamiast burzy

Xi Jinping w USA. Odprężenie zamiast burzy

-

- Reklama -

USA i Chiny znalazły się w impasie. Żadne z tych supermocarstw nie jest w stanie uzyskać wyraźnej przewagi nad drugim, więc w tej sytuacji wolą się dogadać, żeby ograniczyć koszty niepotrzebnej rywalizacji, szczególnie na tych polach, na których niekoniecznie ona musi być kontynuowana. Chiny mogą bardzo spowolnić zachodnią gospodarkę, zatrzymując dostawy metali ziem rzadkich. USA mogą odciąć Chiny od reszty świata, blokując chiński eksport i import w cieśninie Malaka, która oddziela Ocean Indyjski od Oceanu Spokojnego oraz w cieśninie Beringa, gdzie Ocean Spokojny styka się z Oceanem Arktycznym.

Waszyngton może także dozbroić Tajwan i Japonię, a Chiny Rosję w skali umożliwiającej odniesienie zwycięstwa nad Ukrainą. Żadna ze stron nie życzy sobie takiego scenariusza. Stąd obecne odprężenie w stosunkach Waszyngton–Pekin, mające charakter zimnej kalkulacji, a nie chęci uczynienia świata bezpieczniejszym. Obie strony potrzebują czasu, żeby zrealizować swoje strategiczne cele.

- Reklama -

Warto zwrócić uwagę na zdanie, które przewodniczący Chińskiej Republiki Ludowej Xi Jinping powiedział podczas swojej wizyty w Waszyngtonie (23–25 września 2026 r.), że wielkie odrodzenie narodu chińskiego oraz idee amerykańskiego ruchu MAGA się nie wykluczają. To oznacza, że Chiny proponują USA podział stref wpływów w świecie, czyli koncert dwóch supermocarstw. Można domniemywać, że w założeniach Pekinu strefa wpływu USA to kontynent amerykański, strefa wpływu Chin to Azja Wschodnia, a reszta do podziału. Taki podział byłby zapewne tymczasowy.

- Reklama -

Nie należy ulegać złudzeniu, że którekolwiek z tych supermocarstw pogodzi się na stałe tym z duopolem. Zarówno w Waszyngtonie, jak i w Pekinie trwa bez przerwy praca nad uzyskaniem fundamentalnej przewagi nad drugą stroną. Dla Stanów Zjednoczonych Ameryki atutem ma być rozwój sztucznej inteligencji w tej dziedzinie, która zapewni kluczową przewagę nad Chinami. Chiny z kolei potrzebują czasu, żeby gospodarczo i technologicznie przegonić USA, dogonić militarnie oraz uzyskać dominującą pozycję na globalnym Południu.

- Reklama -

Od hamburgera po czerwony dywan

Kiedy we wrześniu 2015 r. prezydent Barack Obama przyjmował uroczystą kolacją Xi Jinpinga – wówczas już przewodniczącego Chińskiej Republiki Ludowej – miliarder Donald Trump (który wcześniej ogłosił, że będzie starał się o nominację Partii Republikańskiej na stanowisko prezydenta USA) powiedział, że gdyby on był prezydentem, to by nie zapraszał go na uroczystą kolację w Białym Domu, tylko wysłałby gościa do restauracji McDonald’s na hamburgera. Ta wypowiedź – daleko przekraczająca zwyczaje w dyplomacji i w gruncie rzeczy obraźliwa dla osoby, która składała państwową wizytę w USA – była elementem kampanii wyborczej Trumpa, obwiniającego Chiny za utratę miejsc pracy w Stanach Zjednoczonych, ogromny deficyt w handlu z tym krajem i deindustralizację. Należy jednak zauważyć, że w tych trzech przypadkach winne były przede wszystkim amerykańskie elity polityczne i gospodarcze. Te pierwsze kierowały się naiwną wiarą, że system polityczny ChRL ulegnie zmianie, te drugie kierowały chciwością.

Obecna wizyta przewodniczącego Xi to całkowita zmiana sytuacji sprzed jedenastu lat. Chiny rozwinęły się na tyle, że nie tylko nie ma mowy o żadnym dyskryminującym przyjęciu, lecz przeciwnie reception było całkowitą odwrotnością tamtej sytuacji. Prezydent Donald Trump, zamiast przywitać gościa w Białym Domu – jak zawsze czynili to wszyscy prezydenci (wyjątkiem była wizyta Jana Pawła II) – udał się na lotnisko. Tam przed gościem z Chin rozłożono czerwony dywan, a nad głowami liderów przeleciały amerykańskie bombowce. Ten ceremoniał oznaczał, że USA traktują Chiny jako równorzędnego partnera, niezależnie od tego, co faktycznie myśli amerykański establishment. To przypomina dzieje cesarstwa rzymskiego, które po kilku wojnach z nową monarchią perską musiało po latach uznać jej równorzędny status. Dla hegemona jest to zawsze bolesne i trudne do przyjęcia.

Główne pole bitwy

Uważa się, że USA – nie mogąc pokonać już Chin na drodze ekonomicznej ani też nie chcąc się konfrontować na drodze wojennej z państwem, które posiada broń atomową – postanowiły powalczyć o światową dominację w obszarze sztucznej inteligencji. Widać to po reakcji Trumpa w sprawie apelu o spowolnienie badań i ustanowienie globalnych regulacji prawnych. Ten apel ogłosili prezesi dwóch liderów badań nad AI: Dario Amodei z Anthropic i Sam Altman z OpenAI. Powodem jest obawa, że sztuczna inteligencja wymknie się spod kontroli człowieka w taki sposób, że algorytmy same zaczną ulepszać swój kod źródłowy, aż osiągnie on poziom uniemożliwiający ludziom wyłączenie systemu. Niepokojącym sygnałem był fakt, że szkolony w OpenAI superagent wymknął się z „testowej klatki”, w której był uwięziony, i włamał się do australijskiego systemu opieki zdrowotnej. Podobny przypadek opuszczenia swojego środowiska testowego miał miejsce w firmie Anthropic. Podobnych, niepokojących incydentów może być znacznie więcej – łącznie z przypadkami świadomego obchodzenia nadzoru. Uważa się, że tego rodzaju utrata kontroli w przyszłości, kiedy AI znacznie się rozwinie, może doprowadzić do dewastacji globalnego systemu finansowego, a nawet wywołać konflikt zbrojny, nad którym nikt nie zapanuje. Do apelu Amodei dołączył się Altman, Musk i kilkaset osób zaangażowanych w te badania.

Opinia środowisk rządowych była negatywna. Prezydent Trump uznał ten apel za sprzeczny z interesami USA, ponieważ jest on po prostu nierealny i nie można zatrzymać tych badań na całym świecie. Jego ekipa uważa, że nie da się stworzyć przejrzystego systemu kontroli spowolnienia prac nad AI, zawsze znajdzie się ktoś, kto nie zastosuje się do tego rodzaju uzgodnień, będzie pracował z pełną parą, próbując to ukryć. Administracja Trumpa uważa, że w ten sposób dano by szansę Chinom wyprzedzenia USA w tych badaniach. Sam establishment technologiczny w USA jest podzielony w tej sprawie. Mniejsi gracze uważają, że ten apel to przykrywka dla duopolu Anthropica i OpenAI w celu powstrzymania konkurencji. Intensywna praca nad AI trwa po obu stronach Oceanu Spokojnego. Amerykańska strategia polega na zbudowaniu superinteligencji, czyli stworzeniu takiego modelu, który znacznie przewyższy intelektualne możliwości człowieka. Wszystko wskazuje na to, że USA mają pod tym względem przewagę nad Chińczykami, których odcięto od dostaw najnowocześniejszych półprzewodników i najnowocześniejszych maszyn do ich produkcji. Pierwsze z nich produkuje tajwański TSMC, drugie holenderski ASML.

Chiny mają inną strategię. Chcą upowszechnić sztuczną inteligencję w całej gospodarce, a nie tylko w wybranej dziedzinie, by zdobyć przewagę nie tylko w jednej decydującej branży, ale w całej gospodarce. Ta strategia ma przynieść Chinom przewagę konkurencyjną nad Ameryką i uczynić Państwo Środka światowym centrum ekonomicznym i innowacyjnym. Chiny wyraziły się z tego powodu pozytywnie w kwestii prawnego uregulowania rozwoju AI. Takie ograniczanie rozwoju sztucznej inteligencji pozwoliłoby im zmniejszyć dystans do USA, zakładając, że Stany Zjednoczone przypuszczalnie wyprzedzają Chiny w tej dziedzinie. Nie wiemy oczywiście, jak bardzo zaawansowany jest ten rozwój w obu krajach, ponieważ są to ściśle strzeżone tajemnice, ale różnego rodzaju przecieki zdają się sugerować, że USA nadal mają przewagę, choć dystans między nimi a Chinami podobno się zmniejsza. Niemniej podczas spotkania uzgodniono stworzenie wspólnego systemu komunikacji, mającego na celu wzajemne informowanie się w przypadku utraty kontroli nad AI. Podobny kanał komunikacji w celu uniknięcia incydentów zostanie utworzony pomiędzy obiema armiami.

Handel

Jak wiadomo, po wielkich wojnach celnych, jakie Trump zaserwował całemu światu – w tym Chinom – nastąpiło uspokojenie. USA zagrożone przerwaniem importu metali ziem rzadkich z Chin zrezygnowało z tej wojny celnej względem Pekinu. Wojna handlowa została zawieszona, a podczas obecnej wizyty Xi Jinpinga przedłużono ten stan do 10 stycznia 2027 r., jednocześnie dokonując redukcji ceł na towary o wartości 30 mld USD.

Geopolityka Dla obu państw poza relacjami bilateralnymi najważniejsze są trzy obszary: Azja Wschodnia ze szczególnym uwzględnieniem Tajwanu, Bliski Wschód i Europa, w tym przede wszystkim wojna Rosji z Ukrainą. Wydaje się, że Xi Jinping odniósł pewien sukces dotyczący Tajwanu. Przed wizytą obawiano się, że Trump może sprzedać tę wyspę Pekinowi. Tak się nie stało, ale nacisk Chin na Trumpa spowodował, że amerykański prezydent nie wyraził jeszcze zgody na sprzedaż Tajwanowi uzbrojenia za 14 mld USD. Xi zaapelował do Trumpa, żeby nadal prezentował stanowisko niezgadzania się na niepodległość Tajwanu. Dla Pekinu to sprawa fundamentalna, a dla szefa ChRL to sprawa najwyższej wagi. Tak jak Donald Trump chciał przejść do historii jako ten, który powiększy terytorium USA o Grenlandię, tak Xi Jinping chce przejść do historii jako ten przywódca Chin, który zjednoczy wyspę z kontynentem.

Nie wiadomo natomiast, jak przebiegała dyskusja w sprawie Iranu. Trump miał naciskać Xi, żeby Chiny przestały pomagać Teheranowi. W USA uważa się, że Pekin udziela pomocy militarnej w postaci dostaw m.in. części do dronów, broni przeciwlotniczej, kupuje irańską ropę oraz wspomaga logistycznie przez przesyłanie zdjęć satelitarnych. Xi miał namawiać Trumpa do negocjacji z Teheranem. Dla Pekinu jednak uwikłanie się Trumpa w wojnę z Iranem to doskonała okazja do osłabienia rywala, któremu proponuje się duopol, jest więc raczej wątpliwe, żeby Chiny zmieniły swój stosunek w tej sprawie. Jedynym czynnikiem, który może mieć na to wpływ, jest pogłębiający się spadek podaży ropy naftowej i gazu w wyniku blokady cieśniny Ormuz i coraz częstsze sięganie po strategiczne zapasy, co czynią.

Jest jednak kontynent, gdzie interesy USA i Chin są zbieżne. To Europa. Oba państwa nie chcą, żeby Rosja wygrała z Europą. Ta ostatnia jest zaangażowana w wojnę Rosji z Ukrainą, pomagając Kijowowi finansowo oraz dostawami sprzętu. Stopień zaangażowania Europy upoważnia do postawienia tezy, że możemy mówić o proxy war, czyli o wojnie zastępczej. Pokonanie Ukrainy, a następnie narzucenie dominacji politycznej na wpół rozbrojonej Europie przez Rosję, jest tym, czego nie chcą ani Waszyngton, ani Pekin. Nie chcą trzeciego bieguna w geopolitycznym świecie. Chiny nie chcą ponadto, żeby Europa podporządkowała się Ameryce politycznie i gospodarczo, tak jak jest już od niej zależna militarnie. Pekin, deklarując neutralność, pomaga Rosji przede wszystkim gospodarczo i częściowo wojskowo, ale w takim zakresie, żeby ona ani nie przegrała, ani nie wygrała. Chińczycy osiągają w ten sposób trzy cele. Pierwszym z nich jest coraz poważniejsze uzależnienie gospodarcze Rosji, a w konsekwencji – także polityczne. Drugim jest osłabienie gospodarcze Europy. Chińczycy liczą na to, że na fali niezadowolenia do władzy na Starym Kontynencie dojdą nowe elity, z którymi będą mogli się dogadać. Właśnie dlatego przedłużanie tej wojny jest Pekinowi politycznie na rękę.

Spotkanie należy ocenić jako przedłużenie kolejnego rozejmu nieprzygotowanych do ostatecznej rozgrywki przeciwników. Należy domniemywać, że dwa następne spotkania Xi z Trumpem – na listopadowym szczycie forum gospodarczego APEC (Asia-Pacific Economic Cooperation) w chińskim Shenzhen oraz na grudniowym szczycie G20 w Miami – nie przyniosą jakichś zasadniczych zmian.

Najnowsze