Strona głównaGŁÓWNYSukces AfD. Kolejny cios dla kanclerza Merza

Sukces AfD. Kolejny cios dla kanclerza Merza

-

- Reklama -

20 września Alternatywa dla Niemiec wygrała kolejne wybory regionalne – tym razem w Meklemburgii-Pomorzu Przednim. Uzyskała aż 32 z 71 mandatów poselskich. Jednak ta konserwatywno-narodowa partia nie ma tam z kim współrządzić i na pewno pozostanie w opozycji – podobnie jak w landzie Berlin.

W Meklemburgii socjaliści z SPD – rządzący tam od 35 lat – uzyskali 29 poselskich mandatów, neokomunistyczna Lewica (Die Linke) i Zieloni po 5. Więc prawie na pewno wszystkie trzy partie lewicowe utworzą kolejny rząd krajowy – pod kierownictwem SPD, choć Alternatywa dla Niemiec (AfD) dostała aż 38,2 proc. wyborczych głosów (poprawiła swój wyborczy wynik z 2021 r. aż o 21,5 proc.), a SPD 35,5 proc. Natomiast CDU poniosła w tym dość rolniczym i nadmorskim landzie historyczną klęskę – uzyskała zaledwie 4,9 proc. głosów i po raz pierwszy w historii RFN, tj. od roku 1949, nie weszła do parlamentu kraju związkowego (w poprzednich wyborach w 2021 r. CDU otrzymała w Meklemburgii 13,3 proc. poparcia, a SPD aż 39,6 proc.).

- Reklama -

Dla kanclerza Fryderyka Merza ten bardzo słaby wynik jego CDU stanowi kolejny dotkliwy cios. Perspektywicznie tym większy, że w przedziale wiekowym 16–24 lata w Meklemburgii-Pomorzu Przednim zaledwie około 2 proc. wyborców głosowało na CDU, a wśród osób w wieku od 25 do 34 lat – tylko 3 proc. Dziennik „Süddeutsche Zeitung” nazwał tę klęskę CDU „upokorzeniem, jakiego ta partia, będąca od lat filarem państwa, jeszcze nigdy nie doświadczyła”. Die Linke otrzymała 6,5 proc., a euro-komunistyczni Zieloni 5,7 proc. wyborczych głosów. Natomiast demoliberalna FDP i radykalno-lewicowy BSW (Związek Sahry Wagenknecht) – tak samo jak CDU – nie przekroczyły 5-procentowego progu i nie będą mieć posłów.

- Reklama -

Tak więc po powstaniu kolejnego rządu SPD w tym landzie zapewne niewiele się zmieni. Ale prawicowa AfD będzie mieć w opozycji znacznie silniejszą pozycję niż do sierpnia br. Mając ponad 45 proc. z ogólnej liczby posłów w landtagu w Schwerinie – a więc znacznie ponad jedną trzecią – AfD będzie mogła między innymi samodzielnie powoływać komisje śledcze i blokować wszelkie uchwały wymagające większości dwóch trzecich poselskich głosów – np. ewentualne zmiany w krajowej konstytucji. A powołując się na duże poparcie lokalnych wyborców, będzie mogła z większą „demokratyczną” siłą krytykować partie i instytucje establishmentu i rząd RFN – już jesienią br. i przede wszystkim w latach następnych. Brak udziału we władzy wykonawczej oznacza, że w Meklemburgii AfD nadal nie będzie zdobywać doświadczenia w rządzeniu ani nie będzie mieć bezpośredniego wpływu na takie dziedziny władzy w landzie jak administracja, policja czy szkolnictwo. Ale też dzięki temu uniknie ryzyka niepowodzeń w rządzeniu i ponoszenia za nie różnej odpowiedzialności, jak tamtejsza SPD.

- Reklama -

Znacznie ciekawsza sytuacja, bo politycznie bardziej skomplikowana, panuje natomiast po wyborach w landzie Berlin. Tam, w niespodziewanie dużych rozmiarach, wygrała neokomunistyczna Lewica. 20 września uzyskała bowiem aż 25,7 proc. wyborczych głosów – w dużej mierze dzięki tysiącom głosów różnych „Berlińczyków” z Afryki, Azji czy krajów bałkańskich. CDU uzyskała 18,8 proc. głosów, AfD 16,3 proc., Zieloni 14,3 proc., SPD 12,1 proc., a BSW 4,7 proc. W stosunku do poprzednich wyborów w 2023 r. Lewica zyskała aż 13,5 proc. dodatkowego poparcia, a AfD 7,2 proc. Natomiast obie czołowe partie establishmentu RFN, tj. CDU i SPD, utraciły łącznie aż 15,7 proc. z ogółu ważnych wyborczych głosów: CDU 9,4 proc. (w 2023 otrzymała 28,2 proc. głosów), a SPD 6,3 proc. Zieloni też sporo stracili – 4,1 proc. z wcześniejszego poparcia. Gut!

Tak więc w obu ww. landach „wschodnich”, po raz pierwszy w historii RFN, partie spoza establishmentu, tj. AfD i Lewica, otrzymały łącznie więcej wyborczych głosów niż CDU i SPD razem. Wunderbar! Taki wynik to wyraźny efekt powszechnego niezadowolenia z polityki rządu CDU i SPD kanclerza Merza i wicekanclerza Larsa Klingbeila z SPD. A także efekt stopniowego ubożenia (od roku 2021) ponad połowy zwykłych Niemców, powszechnego niezadowolenia z postępującej drożyzny, z dalszego wspierania przez kierownictwa CDU, SPD i Zielonych wojny na Ukrainie i unijnego „zielonego ładu”, utrzymywania milionów imigrantów itd. W skali całych Niemiec jest już podobnie, bo we wrześniowych sondażach partyjnych preferencji AfD otrzymywała już 27–30 proc. poparcia (najczęściej 28–29 proc.), CDU-CSU 18–23 proc., SPD od 11 do 14 proc., Zieloni 14–17 proc., Lewica 10–12 proc., FDP 4–5 proc., a BSW 3–4 proc.

Należy przypomnieć, że barierę 30 proc. poparcia w wyborach w landach Alternatywa dla Niemiec pokonała już w roku 2024 w Saksonii (osiągając 30,6 proc. głosów) i Turyngii – aż 32,8 proc. Tak więc na obszarze prawie całej byłej NRD – poza Berlinem – ta narodowo-konserwatywna partia cieszy się największym społecznym poparciem już od ponad dwóch lat.

Czy w landzie Berlin będzie współrządzić neokomunistyczna Lewica?

W Berlinie mocno prosocjalistyczna partia Lewica chce rządzić tym landem wraz z SPD i Zielonymi – przez co najmniej kilka lat. 26 września władze Die Linke w landzie Berlin, z Turczynką Elif Eralp na czele, zdecydowały o oficjalnym zaproszeniu socjalistów z SPD i Zielonych do rozmów o wspólnym rządzie. Ponoć szereg działaczy SPD i Zielonych krytykowało we wrześniu tzw. antysemickie wypowiedzi niektórych działaczy i kandydatów Die Linke i obecność „członków przestępczych klanów” [głównie arabskich] na niektórych imprezach Lewicy. Wyrazili oni jednak „wstępne zainteresowanie” rozmowami o współrządzeniu Berlinem, choć stawiają dość zagadkowy warunek „odcięcia się Lewicy od [sfer] przemocy i przestępczości” [?].

Zapewne najtrudniejszym punktem rozmów szefów Lewicy z SPD będzie jednak postulat wywłaszczenia wielkich firm mieszkaniowych – tych posiadających w Berlinie po kilka tysięcy czy niekiedy nawet po kilkadziesiąt tysięcy mieszkań na wynajem. Wywłaszczenia mają odbywać się za bliżej niesprecyzowanym odszkodowaniem prawno-finansowym. Przejęcie około 200 tys. mieszkań od ww. firm (!) i ich „tanie wynajmowanie” mieszkańcom – w pierwszej kolejności zapewne członkom i sympatykom tej partii, „migrantom” czy współczesnemu prokomunistycznemu proletariatowi – to od miesięcy sztandarowy priorytet Die Linke i jej główna przedwyborcza obietnica. Jeszcze przed wyborami wspomniana przewodnicząca tej partii w Berlinie Elif Eralp powiedziała w wywiadzie prasowym: „Moja wizja Berlina to Berlin przystępny cenowo, w którym wszyscy ludzie, niezależnie od ich pochodzenia, religii, języka czy dochodów, mogą prowadzić dobre życie w godności” (wg dw.com). Sehr schön und sozialistisch!

Podobno jednak kierownictwo SPD odrzuca takie radykalne „reformy”. Więc niektórzy niemieccy komentatorzy uważają, że deklarowane dążenie liderów Die Linke do „uspołecznienia” większości mieszkań takich wielkich firm najprawdopodobniej mocno utrudni im pozyskanie do koalicyjnego rządu posłów i działaczy SPD. A może także niektórych Zielonych. Podobnie jak prasowe „zarzuty o antysemityzm” dot. części działaczy Die Linke – głównie ze względu na brak ich „demokratycznej” i należytej „wyrozumiałości” dla niezbyt demokratycznej, ale za to zbrodniczej polityki władz Izraela w Palestynie, Libanie, Iranie itd. A także ze względu na domniemane związki i kontakty niektórych działaczy berlińskiej Lewicy z „pro-palestyńskimi aktywistami” z Niemiec i innych krajów oraz z podejrzanymi o różne przestępstwa członkami i szefami „arabskich klanów” w Berlinie. Np. czołowy polityk berlińskiej SPD Steffen Krach wyraził na konferencji prasowej „oczekiwanie”, że w przypadku współpracy SPD z Lewicą ta ostatnia opowie się publicznie i „jasno przeciwko antysemityzmowi”. Ta publiczna deklaracja ma dotyczyć przy tym nie tylko kierownictwa Lewicy, ale też wszystkich członków jej nowej poselskiej frakcji w berlińskim landtagu, powiedział Krach. A Josef Schuster, wpływowy i jak zwykle czujny przewodniczący Centralnej Rady Żydów w Niemczech, już nazajutrz po wyborach zarzucił Lewicy (co media natychmiast odpowiednio nagłośniły), że w kampanii wyborczej ta partia „wielokrotnie wyróżniała się antysemickimi wykroczeniami”. Z kolei europoseł Zielonych Sergey Lagodinsky (z rodziny sowieckich Żydów przybyłych do Niemiec w 1993 r.) w wywiadzie dla tygodnika „Der Spiegel” wezwał Lewicę do „wykluczenia w razie potrzeby jej członków o antysemickich poglądach” (wg DPA). W razie czyjej potrzeby? Tego już ten przedstawiciel eurokomuny i żydokomuny nie sprecyzował. Sehr schön und demokratisch!

Widać więc, że dla „prasy międzynarodowej” w Niemczech – takich jak „Der Spiegel” i co najmniej kilkanaście innych wpływowych redakcji gazet i stacji RTV – jak zwykle najważniejszy jest stosunek Lewicy, AfD, BSW czy innej nowej partii pretendującej do kawałka władzy i wpływów – do Żydów i różnych żydowskich interesów w Niemczech, Europie, na Bliskim Wschodzie itd. W związku z tym wydaje się, że znacznie bardziej prawdopodobny w Berlinie jest sojusz rządowy w wypróbowanym już w ostatnich latach w kilku landach składzie koalicyjnym: CDU-SPD-Zieloni. Bo w takim sojuszu nie byłoby na pewno żadnego „antysemityzmu” itd. A ponadto taki sojusz miałby stabilną większość poselskich mandatów – 82 na wszystkich 158 (Lewica ma teraz w landtagu w Berlinie 47 posłów, a AfD 29). Więc raczej to te trzy partie będą tam rządzić, a nie koalicja z udziałem Lewicy. Okaże się to jednak nie wcześniej niż w ostatniej dekadzie października.

Najnowsze