Strona głównaWiadomościPolskaW Biedronce wrze. „Ludzie są zdeterminowani”. Coraz bliżej strajku

W Biedronce wrze. „Ludzie są zdeterminowani”. Coraz bliżej strajku

-

- Reklama -

Klienci traktują je jak element zabawy lub klikają losowo. Pracownicy Biedronki od kolorowych „buziek” są jednak uzależnieni finansowo. Ich frustracja narasta, a związkowcy szykują się do referendum strajkowego. Biedronka odbija piłeczkę i wskazuje, że spełnienie żądań kosztowałoby firmę miliard złotych.

Od niedawna w Biedronce przy kasie samoobsługowej klient proszony jest o ocenę obsługi sklepu. Na ekranie pojawiają się trzy proste ikony: uśmiechnięte, neutralne i smutne.

- Reklama -

Część klientów do ankiety podchodzi poważnie, część ją w ogóle pomija, ale jest też spora grupa, która klika na chybił trafił. A od ogólnej oceny zależą pensje pracowników Biedronki.

- Reklama -

– Niestety jest to niedziałający system, z czego szefostwo zdaje sobie sprawę, lecz nic z tego sobie nie robi, ponieważ jest to idealna okazja, aby uciąć premię i zrzucić wszystko na pracownika – mówi na łamach wp.pl anonimowy pracownik sieci.

- Reklama -

Pracownicy relacjonują, że odgórnie wymusza się na nich interweniowanie za każdym razem, gdy na ekranie pojawi się czerwona, negatywna ikona. – Jestem już zmęczony podchodzeniem do klienta (…) i pytaniem się, co mogę zrobić, aby następnym razem była zielona. Rzadko się zdarza, że coś faktycznie klientowi nie odpowiadało – tłumaczy kasjer.

Najczęściej słyszy w odpowiedzi, że to pomyłka lub sprawka bawiących się dzieci. Cofnięcie oceny w systemie jest jednak niemożliwe.

Biedronka chwali się, że za wyniki i jakość obsługi pracownik może otrzymać nawet 500 zł premii. W praktyce – jak wskazuje Gabriela Kaim, przewodnicząca NSZZ „Solidarność” w Biedronce – jest to niemożliwe do osiągnięcia, a obcinanie dodatków, m.in. przez kliknięcie przez klientów czerwonych „buziek”, skutkuje upokarzającymi wypłatami.

– Przychodzą np. takie wiadomości, że ktoś dostał 15 złotych premii. A jedna koleżanka pochwaliła się, że dostała 3,50 zł. I mnie pyta: 'Gabryśka, co ja mam z tą premią zrobić?’ – relacjonuje.

Miliard złotych i widmo strajku

Na wynagrodzenia narzekano już wcześniej, a sprawa z „buźkami” i pensjami uzależnionym od tego, co klikną klienci, najwyraźniej przelała czarę goryczy. Dodatkowo pracownicy otrzymali informacje, że w listopadzie oraz okresie przedświątecznym sklepy mają działać dłużej, do 23:30, a w sylwestra do 21.

Związkowcy idą na wojnę z zarządem. Przedstawili 10 postulatów, domagając się m.in. 1000 złotych podwyżki, zwiększenia zatrudnienia oraz natychmiastowej zmiany systemu motywacyjnego.

Negocjacje zakończyły się fiaskiem i spisaniem protokołu rozbieżności. – „Wszystkie nasze postulaty pracodawca zignorował. Ale ludzie są już bardzo zdeterminowani. (…) Dzwonili i pytali wprost, kiedy strajk. Bo tak być dalej nie może” – mówi na łamach wp.pl Gabriela Kaim.

W nadchodzącym tygodniu mają zapaść decyzje o organizacji referendum strajkowego. Aby doszło do prawnej formy protestu, „za” musi opowiedzieć się ponad połowa pracowników.

Biedronka przypomina natomiast, że jest liderem na rynku zatrudnienia, a początkujący kasjer może liczyć na pensję 5800 zł brutto. Żądania związkowców sieć nazywa „populistycznymi i nierealnymi”.

– Obecnie proponowane zmiany wynagrodzeń oznaczałyby horrendalne dodatkowe i nieplanowane koszty finansowe dla firmy, sięgające nawet 1 mld złotych – kontruje Tomasz Dejtrowski, dyrektor ds. wynagrodzeń w Biedronce.

Źródło:wp.pl

Najnowsze