Student prawa Mieszko R., który zabił 53-letnią pracownicę Uniwersytetu Warszawskiego jest uznawany za niepoczytalnego i skierowany na przymusowe leczenie. Swój mord tłumaczył słowami, iż „musi zabijać, bo jest drapieżnikiem”. – Klinicznie trzeba się zastanowić, czy to jest choroba psychiczna, czy po prostu zaburzenia osobowości – ocenił psycholog śledczy i twórca Centrum Psychologii Kryminalnej Jan Gołębiowski.
Mieszko R. wychował się w Gdyni. Miał nigdy nie sprawiać problemów i osiągać dobre wyniki w nauce.
Ojciec mordercy to znany w Trójmieście prawnik. Z relacji znajomych Mieszka R. wynika, że zabójca na uczelni trzymał się raczej na uboczu.
7 maja ubiegłego roku na kampusie głównym UW R. przybył na zajęcia i zachowywał się zwyczajnie.
– Nie było nic po nim widać – powiedziała jedna z jego znajomych z roku.
Około godz. 18 R. zaatakował siekierą 53-letnią pracownicę portierni, panią Małgorzatę. Z dotychczasowych ustaleń wynika, że ofiara została wybrana całkowicie przypadkowo. Po chwili został zatrzymany i obezwładniony przez ochroniarza, który został jednak poważnie ranny.
Mieszko R. nazajutrz został dowieziony do prokuratury. Tam ogłosił, że ma „supermoce”, a ludzie dzielą się na „ofiary i drapieżników”, a on należy do tej drugiej grupy. Nie wykazał żadnej skruchy.
R. trafił do aresztu na trzy miesiące. Biegli psychiatrzy zdiagnozowali u niego objawy zaburzeń psychotycznych. Sąd umorzył postępowanie karne i skierował go na leczenie, które nie wiadomo, jak długo będzie trwało. Lekarze raportują sądowi stan mordercy co pół roku.
„Decyzja sądów wzburzyła wiele osób. Pojawiały się głosy sugerujące, że Mieszko R. wcale nie jest niepoczytalny, ale sprytny i udaje, by uniknąć kary. Są także obawy, że chłopak może wkrótce wyjść na wolność i zamordować kolejną osobę” – zauważył polsatnews.pl.
Wykładowczyni UW i kryminalistyk prof. Ewa Guza w programie „Na miejscu zbrodni” wspomniała, że tego dnia była na UW.
– Zdążyłam wyjść niedługo przed tymi wydarzeniami. Chwilę później dostałam pytanie od kolegów, czy nic mi się nie stało. Pierwsze komentarze studenckie były takie, że myśleli, że to jest jedna z inscenizacji, którą robiliśmy w katedrze kryminalistyki. Część osób podchodziła dość blisko i nagrywała, bo myślała, że to są ćwiczenia. Dopiero w momencie, kiedy dochodziło do bezczeszczenia zwłok, było jasne, że to nie są ćwiczenia – powiedziała prof. Guza.
Psycholog śledczy i twórca Centrum Psychologii Kryminalnej Jan Gołębiowski z kolei wyjaśnił, czemu nikt raczej nie mógł dostrzec, że z R. jest coś nie tak.
– Postrzegano, że Mieszko R. jest bardziej zamkniętym w sobie pasjonatem drugiej wojny światowej, militariów, miał swoje dziwaczne poglądy. Jest to też bardzo młody człowiek, więc część rodziny myśli, że może to jest jakieś jego stadium rozwojowe, że zmieni zainteresowania za jakiś czas – ocenił Gołębiowski.
– Nie zaskoczyło mnie, że to może być choroba psychiczna, bo właśnie w okresie dwudziestu paru lat są najsilniejsze pierwsze epizody psychotyczne – podkreślił.
Odniósł się też do powszechnych podejrzeń, czy nie „załatwił sobie żółtych papierów”, by uniknąć kary.
– Jest jakiś mit żółtych papierów. Jaki on miał cel, taki racjonalny, w dokonaniu tak strasznej zbrodni? Po co miał to robić? Na pewno to nie jest osoba normalna w myśleniu potocznym. Klinicznie trzeba się zastanowić, czy to jest choroba psychiczna, czy po prostu zaburzenia osobowości – stwierdził psycholog śledczy.
Podobnego zdania jest prof. Ewa Guza.
– Jeżeli ktoś pisze, że umieszczenie Mieszka R. w zakładzie psychiatrycznym, to jest sielanka, wakacje, to naprawdę polecam, żeby poszedł, obejrzał, jak wygląda zamknięty oddział w szpitalu psychiatrycznym. To nie są ani wakacje, ani sanatorium, ani nic przyjemnego – oceniła, zaznaczając jednak, że obawy ludzi o wyjście Mieszka R. na wolność nie są pozbawione podstaw.
– Zawsze jest to ryzyko, że wypuszczenie takiej osoby na wolność może się wiązać z ponownym zabójstwem i w związku z tym ta ostrożność po stronie lekarzy zawsze występuje, że jednak przedłużają pobyt. On jest w izolacji. Będzie leczony w izolacji bezterminowej – powiedziała prof. Ewa Guza.


