Strona głównaOpinieGozdyra, Wilk i "interwencja" Hornej-Cieślak. "Pani nie ma żadnej wiedzy, a już...

Gozdyra, Wilk i „interwencja” Hornej-Cieślak. „Pani nie ma żadnej wiedzy, a już przesądza sprawę”

-

- Reklama -

Agnieszka Gozdyra odniosła się w mediach społecznościowych do głośnej „interwencji” Rzecznik Praw Dziecka Moniki Hornej-Cieślak, która poskutkowała m.in. czasowym umieszczeniem 3- i 4-letnich dzieci w placówce opiekuńczo-wychowawczej oraz tym, że rodzina straciła dach nad głową. Przedstawiony przez RPD przebieg zdarzeń odbiega od relacji rodziców dzieci. Głos zabrał m.in. mec. Jacek Wilk, punktując dziennikarkę Polsat News.

Przypomnijmy, że do „interwencji” RPD doszło w sierpniu na jednej z warszawskich ulic. Rzecznik miała zauważyć nieodpowiednie jej zdaniem zachowanie kobiety w stosunku do własnego dziecka, podeszła, zwróciła uwagę, a potem zaalarmowała służby. Dzieci trafiły po opiekę państwowej instytucji, sąd jednak uznał, że RPD nie miała racji i oddał dzieci rodzicom.

- Reklama -

Przedstawiony przez matkę dzieci przebieg zdarzeń odbiega jednak od tego, o którym w mediach opowiada Horna-Cieślak. W rozmowie z Kanałem Zero kobieta mówiła m.in. o tym, że Horna-Cieślak miała robić ukrycia zdjęcia jej dzieciom, ale nie wyłączyła dźwięku w telefonie, czy o szarpaniu się z nią o drzwi do bloku, w którym mieszkała rodzina. Ponadto kobieta zaprzeczyła, jakoby miała używać niecenzuralnych słów pod adresem swojego dziecka. Przyznała, że kierowała wyzwiska, ale do Hornej-Cieślak.

- Reklama -

W tej samej rozmowie rodzice dzieci odnieśli się także do wątku rzekomej przemocy w rodzinie. Kobieta przyznała, że założono jej tzw. niebieską kartę, ale „z powodów mieszkaniowych”. – Po prostu warunki mieszkaniowe były zbyt złe na to, żeby dzieci tam się wychowywały, rozwijały i przebywały – powiedziała, wyjaśniając, że chodzi o inne mieszkanie, w którym mieszkała z babcią i bratem. Dodała, że karta została założona około dwa lata temu i nie miało to żadnego związku z przemocą.

- Reklama -

Z kolei mężczyzna przyznał, że kilka lat temu odsiedział wyrok za sprawę, która także nie miała żadnego związku z przemocą, ani z dziećmi. Podkreślał też, że nie miał nic wspólnego z tzw. niebieską kartą swojej partnerki.

„Interwencja” Hornej-Cieślak. Rodzice UJAWNIAJĄ kulisy odebrania dzieci. Zdjęcia z ukrycia i szarpanie o drzwi do bloku

„W 2024 w Polsce z powodu przemocy domowej zmarło 45 dzieci. W 2025 – 29 210 dzieci doznało przemocy domowej (dane Polskiej Policji). Danych nt. śmiertelności jeszcze nie ma. Ale te liczby wysadzają w kosmos twierdzenia, że dziecko ZAWSZE jest bezpieczniejsze i szczęśliwsze w domu, niż poza nim” – napisała na portalu X Agnieszka Gozdyra.

„To, co dzieje się wokół interwencji Moniki Hornej-Cieślak, w wielu przypadkach niewiele ma wspólnego z obroną dzieci, a zamieniło się w nagonkę na urzędniczkę” – grzmiała.

Dziennikarka odwołała się także do swojego programu z udziałem przedstawiciela policji oraz Agaty Bzdyn, z którego – jej zdaniem – „jasno wynika, że policja zrobiła wszystko, co powinna była zrobić zgodnie z przyjętym przez polityków prawem (#lexKamilek)”.

„Absolutna większość osób, które wyrokują w tej sprawie, nie ma wiedzy tej rodziny, jej sytuacji prawnej, niebieskich kart, przeprowadzek itp. Wypowiadają się albo po prostu robiąc politykę, albo unosząc świętym oburzeniem głównie po to, by zaistnieć w dyskusji” – stwierdziła.

Do jej wpisu odniósł się m.in. mec. Jacek Wilk. „Problem w tym, że to Pani nie ma żadnej wiedzy, a już przesądza sprawę.

Każdy praktyk od prawa rodzinnego Pani powie, że niebieska karta to nie jest żadna podstawa do odebrania dzieci, a założyć ją można każdemu – wystarczy donos (choćby jako tako uprawdopodobniony)” – wskazał.

„Dodam więcej:

– NIE MA PANI POJĘCIA:

– przeciwko komu była założona ta karta w tym przypadku
– na czyj wniosek
– w związku z czym (jakie konkretnie czyny i czyje)

A tak się składa, że nie z powodu dzieci…

I co Pani na to odpowie??

Niech zgadnę – pewnie nic. Jak zawsze” – podkreślił.

„A ile w tym samym czasie zamordowano dzieci dla wygody (aborcja na życzenie)?

Proszę sprawdzić – bo liczba, którą Pani wyżej przywołuje to UŁAMEK PROMILA SKALI PRAWDZIWEJ ZBRODNI” – dodał Wilk.

Słowa Gozdyry skomentował także Adam Gwiazda. „45 dzieci to 0,00068% ogółu dzieci w Polsce i 0,00085% tych do 14 roku życia. Każda śmierć niewinnego to tragedia, ale restrykcyjna kontrola rodziny w Polsce jest już wystarczająca. Nic więcej nie da się ani nie ma potrzeby robić. Ale rozumiem sposób argumentowania. Pozwoli on np. na całkowite zatrzymanie imigracji do Europy, gdzie odsetki ofiar są znacznie wyższe” – napisał.

„Czyli w rodzinach z powodu złego traktowania umiera 45 dzieci. To 0,00068% ogółu dzieci w Polsce. W tym okresie w pieczy zastępczej odnotowano co najmniej 4 zgony (poparzona Róża ze Słupska, Oskar z Warszawy etc.). To 0,005%. A i tak dane niepełne. Statystycznie większe prawdopodobieństwo śmierci pod kuratelą państwa niż w rodzinie” – skwitował.

Najnowsze