Syreny alarmowe nad Rijadem, płonące zbiorniki paliwa przy międzynarodowym lotnisku i zmasowane uderzenia w infrastrukturę naftową nad Morzem Czerwonym. Wspierani przez Iran rebelianci Huti przeprowadzili skoordynowany atak rakietowo-dronowy na cele w Arabii Saudyjskiej. Dla Polski oznacza to przede wszystkim tyle, że paliwa nadal będą drożeć, końca podwyżek na horyzoncie nie widać.
W Rijadzie zawyły syreny ostrzegające przed nalotem. Mieszkańcy północnych dzielnic donosili o serii eksplozji wstrząsających budynkami.
– Usłyszałem syreny alarmowe, a chwilę później zatrzęsły się szyby w oknach. To było naprawdę przerażające, nikt się tego nie spodziewał – relacjonował w rozmowie z agencją AFP 27-letni mieszkaniec Rijadu.
Wkrótce potem nad międzynarodowym portem lotniczym im. Króla Chalida uniósł się gęsty słup czarnego dymu. Strażacy walczyli z ogniem trawiącym zbiornik paliwa należący do państwowego giganta paliwowego Saudi Aramco. Ruch lotniczy został sparaliżowany – serwis FlightRadar24 odnotował falę opóźnień i odwołanych rejsów.
Oficjalny komunikat Rijadu potwierdził przechwycenie i zniszczenie rakiety balistycznej zmierzającej w stronę stolicy. Rzecznik koalicji poinformował również o udaremnieniu „wrogich prób uderzenia w ludność cywilną” w miastach Bisz, Taif, Farasan oraz Janbu.
Reuters reported that Yemen’s Houthis claimed on Saturday that they had targeted “sensitive sites” in Saudi Arabia’s capital, Riyadh, using missiles and drones.
Hours earlier, flames and thick black smoke were seen rising near Riyadh’s King Khalid International Airport.
Videos… pic.twitter.com/OtqegZQ45R— Pajhwok Afghan News (@pajhwok) September 20, 2026
Huti biorą na cel ropę
Do uderzeń błyskawicznie przyznali się jemeńscy rebelianci. Rzecznik wojskowy Huti, Jahja Sari, ogłosił w sieci, że do skoordynowanego ataku użyto „znacznej liczby rakiet balistycznych, pocisków manewrujących oraz dronów”.
Jak przekonywał Sari, uderzenie wymierzono w „wrażliwe punkty” Rijadu oraz obiekty Aramco w nadmorskim Janbu, co miało stanowić bezpośrednią odpowiedź na „zbrodnicze ataki saudyjskiego wroga” na kontrolowaną przez rebeliantów Sanę.
Konflikt uderza w newralgiczne szlaki surowcowe. Po zablokowaniu cieśniny Ormuz tankowce z saudyjską ropą polegały niemal wyłącznie na korytarzu przez Morze Czerwone, by dostarczać surowiec do Europy i Azji. Przejęcie przez Huti strategicznego portu Mokka i wyspy Perim oraz zniszczenie jednego z ropociągów sprawiło, że Arabia Saudyjska już wstrzymała dostawy ropy do Europy aż do końca października.
Niepewność paraliżuje rynki finansowe. Analitycy banku JPMorgan przyznali wprost, że globalne prognozy cen ropy stają się niemożliwe do oszacowania. „Po prostu nie wiemy, jak wymodelować finał tej wojny” – skwitowali.


