Trwa trzęsienie ziemi na amerykańskiej trasie koncertowej Ed Sheerana. Z udziału w występach masowo rezygnują kolejni artyści, solidaryzując się z raperem Macklemore’em. Został on usunięty z line-upu po tym, jak wypowiedział ze sceny słowa nie pasujące do narracji Izraela.
Amerykańskie tournee brytyjskiego gwiazdora miało być wielkim muzycznym świętem, ale zamiast tego trasie towarzyszą wielkie kontrowersje.
Wszystko zaczęło się od koncertu na nowojorskim MetLife Stadium, podczas którego raper Macklemore otwarcie wezwał do wyzwolenia Palestyny.
– Wolna Palestyna. Powiedziałem: Wolna Palestyna! Chcę, żeby te słowa wybrzmiały głośno i wyraźnie, aby ludzie – od Gazy po okupowany Zachodni Brzeg – wiedzieli, że o nich nie zapomnieliśmy – mówił ze sceny.
Dodatkowo Macklemore zaśpiewał utwór „Hind’s Hall”, krytykujący działania wojenne w Strefie Gazy, a na telebimach wyświetlono nagrania zniszczonych przez Izrael miast.
Postawa rapera nie spodobała się wielu osobom. Naciski z góry okazały się na tyle silne, że Ed Sheeran usunął Macklemore’a z dalszej trasy koncerwoej.
Ta decyzja wywołała falę rezygnacji wśród pozostałych artystów rozgrzewających publiczność przed główną gwiazdą wieczoru.
Finneas, znany wokalista i producent, poinformował o swojej rezygnacji za pośrednictwem Instagrama. „Artyści nie mogą być uciszani za to, że stają w obronie uciśnionych” – napisał wprost.
Do bojkotu dołączyli również muzycy z Irlandii, dla których sprawa ma wyraźny wymiar historyczny. Wokalista Aaron Rowe przyznał, że choć Ed Sheeran to jego przyjaciel, który odmienił jego życie, to nie zamierza występować, gdy miliarderzy używają swoich wpływów do zamykania ust innym.
Podobne stanowisko zajęła folkowa grupa Beoga, pełniąca dotychczas rolę stałego zespołu wspierającego Sheerana. Muzycy oświadczyli, że w pełni popierają przesłanie Macklemore’a i nie wyobrażają sobie dalszej gry w obiektach, które kneblują aktywistów.
Gorzkich słów pod adresem branży muzycznej nie szczędził Lukas Forchhammer, frontman duńskiej formacji Lukas Graham. Przeprosił fanów za to, że nie wystąpi, lecz jak zapewnia, nie mógł postąpić inaczej.
„Pieniądze nie powinny decydować o tym, czyje cierpienie wolno nam dostrzegać. Powinniśmy móc głośno mówić o wojnie, o mordowanych cywilach i dzieciach, które zasługują na to, by dorosnąć” – stwierdził muzyk.
Na samego Eda Sheerana spadła również fala krytyki ze strony osób spoza trasy. Ms. Rachel, popularna twórczyni internetowa wielokrotnie nagłaśniająca dramat w Strefie Gazy, zarzuciła Brytyjczykowi uległość. Jej zdaniem wokalista stracił szansę na to, by udowodnić, że środowisko artystyczne nie da się zastraszyć.
„Wyobraź sobie, że za dwadzieścia lat patrzysz wstecz na samego siebie, wyrzucającego kogoś z trasy tylko dlatego, że odważył się mówić głośno o ludobójstwie, w którym zginęło ponad 20 tysięcy dzieci” – podsumowała dosadnie.


