Dla Jacka K. powrót z wakacji w bułgarskiej Warnie zakończył się w kajdankach. Główny udziałowiec spółki Kadalore, oskarżanej o wyłudzenie 3,2 miliona złotych pomocy powodziowej na poczet zniszczeń, których nigdy nie było, został wyprowadzony z pokładu samolotu na wrocławskim lotnisku przez funkcjonariuszy CBA.
Pasażerowie rejsu W6 1888 spodziewali się rutynowego zakończenia podróży, gdy ich maszyna wylądowała czternaście minut przed czasem. Zamiast standardowej procedury opuszczania pokładu usłyszeli komunikat załogi o konieczności pozostania na miejscach. Po kilku minutach na pokład weszli agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego w asyście Straży Granicznej, by zatrzymać Jacka K., po czym przewieźli go prosto do Katowic.
Zatrzymany zdawał się być przygotowany na taki scenariusz. – Wtedy on już chyba wiedział, że chodzi o niego, porozumiewawczo kiwał do znajomych – zrelacjonował na łamach wp.pl jeden ze świadków zatrzymania.
Dlaczego służby uderzyły właśnie w Kadalore? Firma świadcząca na co dzień usługi leśne stała się beneficjentem potężnego wsparcia na rzekomo zalaną salę zabaw w jeleniogórskim pawilonie „Jubilat”. Problem polega na tym, że wielka woda nigdy tam nie dotarła, co jednoznacznie potwierdziły nie tylko raporty Straży Pożarnej i Wód Polskich, ale także niezależne zobrazowania satelitarne systemów Copernicus i ICEYE.
To jednak nie przeszkodziło spółce w przeprowadzeniu błyskawicznej operacji urzędowej. W ciągu jednego dnia złożono wniosek w ratuszu i od razu uzyskano zaświadczenie na szkodę „w wyniku powodzi”. Ten papier wystarczył do otrzymania ogromnych pieniędzy.
ZUS wypłacił skromne 67 tys. zł, ale już z Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego (KARR) udało się wyciągnąć 3,2 mln zł. Niby pożyczki, ale pożyczkę tę później w 75 proc. umorzono.
Jacek K. to sąsiad Anny Konieczyńskiej, polityk PO i wiceprezes KARR. Konieczyńska wprawdzie stołki już utraciła, sama zresztą została zatrzymana, ale wszystko wydarzyło się dopiero po upublicznieniu afery przez media.
Afera z pomocą dla powodzian. Wiedzieli od miesięcy. Dopiero po nagłośnieniu są decyzje personalne


