Przedsiębiorca budowlany z Białej Podlaskiej stanął przed sądem oskarżony o znęcanie się nad żoną. Choć wyroku nie ma, a dowody są sprzeczne, młody przedsiębiorca stracił już część dorobku całego życia.
Jacek Kondraszuk (wyraził zgodę na podawanie pełnego nazwiska) trafił do sądu oskarżony ze słynnego artykułu 207 kodeksu karnego. Przewiduje on karę od 3 miesięcy do 5 lat dla każdego, „Kto znęca się fizycznie lub psychicznie nad osobą najbliższą lub nad inną osobą pozostającą w stałym lub przemijającym stosunku zależności od sprawcy”.
Sprawa roi się od błędów popełnionych przez organy ścigania, a zeznania świadków wyglądają na ustawione. Mimo tego sąd już na początku wyrzucił pana Jacka z domu i ograniczył jego kontakty z dzieckiem. Wydaje się, że w całej sprawie nie chodzi o jego winę, tylko o nowoczesny elegancki dom.
Biznes od zera
Pan Jacek jest absolwentem szkoły średniej. Gdy tylko skończył szkołę, w 2007 roku założył działalność gospodarczą i zajął się budowlanką i wykańczaniem wnętrz. Czas i okoliczności mu sprzyjały. W 2003 roku Polska weszła do Unii Europejskiej, wielu Polaków wyemigrowało do innych krajów, a polscy specjaliści na Zachodzie zaczęli być bardzo cenieni. To oznaczało że każdy, kto zna się na wykańczaniu wnętrz, hydraulice, elektryce itp., mógł liczyć na dobre zarobki. Pan Jacek przekonał się o tym, gdy zaczął oferować swoje usługi w Internecie. Okazało się wówczas, że otrzymywał jedno zlecenie po drugim z Niemiec, Belgii czy Szwajcarii. Pracowity pan Jacek starał się zaspokoić wszystkie zlecenia. Zatrudnił pracowników i tak został przedsiębiorcą. Jego firma pracowała na pełnych obrotach.
„Realizowaliśmy zamówienia i w Polsce i za granicą – wspomina specjalista. – Zdarzało się, że wracając do Polski na krótki weekend, jeździliśmy nocą i zmienialiśmy się z kolegami za kierownicą. Wszystko po to, aby mieć jak najwięcej czasu dla rodziny”. Skąd tak dużo pracy? Stąd, że pan Jacek chciał zapewnić rodzinie jak najlepszy byt. W 2008 roku ożenił się i wkrótce został ojcem.
Po kilku miesiącach pan Jacek rozpoczął realizację marzenia swojego życia: budowę eleganckiego domu na południe od Białej Podlaskiej. Zamiast ustawić się w kolejce po kredyt bankowy, przedsiębiorca wziął się sam za budowę. Robotnikami byli jego pracownicy, on sam również wkładał całe serce w powstający obiekt. W rezultacie w Łomazach, 18 km na południe od Białej Podlaskiej, powstał piękny nowoczesny dom na dużej działce. Pracowity pan Jacek wszystkie pieniądze zarobione za granicą wkładał w jego urządzanie. Jeśli wierzyć dokumentom księgowym jego firmy, to regularnie też zasilał Skarb Państwa podatkami z pieniędzy zarobionych za granicą. Było to więc zjawisko bardzo korzystne dla gospodarki: praca na Zachodzie, pieniądze przyjeżdżały do Polski. Piękna i elegancko wyposażona nieruchomość pana Jacka jest dziś warta ponad milion złotych.
Zaczyna się „przemoc”
Niepodziewanie między panem Jackiem a jego żoną relacje zaczęły się psuć. Mężczyzna wyjeżdżał na coraz dłuższe okresy do pracy i wracał coraz później. W domu zostawała jego żona, która przejęła opiekę nad małą córeczką. Między panem Jackiem a jego żoną zaczęły się kłótnie. Przedsiębiorca i jego żona wymieniali nerwowe uwagi w korespondencji SMS-owej. Porywczy mężczyzna nie zdawał sobie sprawy, że żona prowokuje go do różnych nieprzyjemnych wypowiedzi, całą korespondencję zapisuje, a potem zaniesie ją do prokuratury jako załącznik do zawiadomienia o stosowaniu przemocy. Ta właśnie korespondencja stała się dla prokuratury głównym dowodem w śledztwie. Po jej analizie panu Jackowi przedstawiono zarzut znęcania się nad rodziną. Chodziło o dwie formy znęcania się: psychiczną i ekonomiczną. Ta pierwsza polega na wyrządzaniu tzw. „strat moralnych” i prowadzi np. do stresu lub złego samopoczucia. A ta druga polega na ograniczaniu środków do życia. Przepisy pozwalają na dowolną interpretację zjawiska obu przemocy. W rzeczywistości taki zarzut można postawić każdemu za każdą formę zachowania. Wystarczy, że mężczyzna nie daje kobiecie tyle pieniędzy, ile ona oczekuje. Wystarczy też, że kobieta czuje się ofiarą przemocy psychicznej (nieokreślonej), a już jest to podstawa do postępowania prokuratorskiego.
Przejrzeliśmy korespondencję pana Jacka i jego żony, zabezpieczoną w aktach prokuratorskich. Faktycznie roi się w niej od emocjonalnych wypowiedzi z jednej i z drugiej strony. Nie ma tam jednak niczego, co dawałoby podstawy, by uznać to za jakąkolwiek formę przemocy. Normalna małżeńska kłótnia, jaka zdarza się w każdym związku. Trudno też – patrząc zdroworozsądkowo – uznać natężenie tych kłótni za przejaw jakiejś patologii. Dwójka ludzi o wybuchowych charakterach spierała się o sprawy, o które w każdym małżeństwie wybuchają kłótnie.
Na bruk
Przeciwko panu Jackowi ruszyła cała biurokratyczna machina państwowa. Zaczęło się od wizyty policji w Łomazach. Interwencja miała zostać przeprowadzona ze względu na to, że pijany mężczyzna miał grozić żonie i małej córeczce. Policjanci zbadali przedsiębiorcę alkomatem. Okazało się, że był trzeźwy.„Nie wytrzymałem tego i powiedziałem policjantom, co myślę o całej sprawie i ich interwencji” – wspomina pan Jacek. Dokumentacja sprawy pokazuje, że policjanci uznali to za znieważenie. Przy dziecku zakuli pana Jacka w kajdanki, wyprowadzili do radiowozu i zabrali na komendę.
I tak rozpoczęła się gehenna. Prokurator zdecydowała, że potrzebne są środki zapobiegawcze. Zakazała panu Jackowi zbliżania się do własnego domu i do żony na konkretną odległość. Gdyby przedsiębiorca zakaz złamał – trafiłby do aresztu. Z dnia na dzień młody człowiek musiał wynająć sobie nowe lokum. „Gdyby nie mieszkanie z ogłoszenia, w Białej Podlaskiej, pewnie spałbym na ulicy” – opowiada. Na pana Jacka został również nałożony obowiązek łożenia na utrzymanie córki. Każdego miesiąca przedsiębiorca musi płacić konkretną kwotę. Żona jednak natychmiast poszła do sądu, by tę kwotę zwiększył. W rzeczywistości więc, wskutek bezsensownych oskarżeń, pan Jacek nie może mieszkać we własnym domu (który budował przez lata), za to musi płacić na jego utrzymanie.
Nominowany na pedofila
Pan Jacek w tej sytuacji zadbał o to, co dla niego najważniejsze: kontakty z 8-letnią córką. Zabierał ją z przedszkola do siebie. Dziecko nocowało w mieszkaniu, które przedsiębiorca wynajmuje. I znowu stało się to początkiem problemów. Do prokuratury trafiło zawiadomienie o podejrzeniu przestępstwa pedofilii. Pan Jacek miał molestować córkę podczas wspólnego spędzania czasu.
Na czym oparte jest to podejrzenie? – tego nie wiadomo. Mała zapewnia, że kocha tatusia i jest jej z nim bardzo dobrze i chciałaby widywać go częściej. Z wielkim entuzjazmem reaguje też na jego widok, gdy przyjeżdża po nią do przedszkola. Żadnego molestowania nikt nie widział ani nie słyszał. Żadnych objawów lub zachowań typowych dla molestowanego dziecka nikt u małej dziewczynki również nikt nie zaobserwował.
Prawdomówni świadkowie
Na początku lipca w biało podlaskim sądzie odbyła się kolejna rozprawa w sprawie pana Jacka. W charakterze świadka stawiła się na niej Magdalena F. – niegdyś sąsiadka jego i jego żony. Miała być przesłuchana na okoliczność znęcania się przez pana Jacka nad rodziną. Kobieta złożyła zeznania potwierdzające linię oskarżenia. W końcu padło pytanie o źródło jej wiedzy. Odpowiedziała wówczas, że to wszystko opowiedziała jej… żona pana Jacka.
W rozmowie z nami, Magdalena F. mówi, że do zeznań przekonała ją sąsiadka i to ona powiedziała jej, co konkretnie ma ujawnić przed sądem. Wychodzi więc na to, że przedsiębiorca oskarżany jest na podstawie pomówień i „ustawionych” zeznań.
Jakie jest sedno całej sprawy? Nie wiemy, o co tak naprawdę chodzi byłej żonie pana Jacka (kobieta odmówiła rozmowy z nami). Można jednak snuć pewne domysły, analizując orzecznictwo związane z przepisami, które – w zamyśle ich twórców – miały chronić kobiety przed przemocą domową. Z tych przepisów wynika, że skazanie z artykułu 207 kk daje stronie pokrzywdzonej prawo do ubiegania się o odszkodowanie oraz zabezpieczenie. Mężczyznę skazanego za przemoc sąd może zobowiązać do powstrzymania się od zbliżania się do określonego miejsca (np. do domu, który sam budował). Często też, w postępowaniu rozwodowym, występuje kwestia podziału majątku i sądy orzekają przepadek nieruchomości na rzecz kobiety.
Czy tak samo będzie w tym przypadku? Tego nie wiemy, bo rozstrzygnięcia sądu jeszcze nie ma. Natomiast uważamy, że oskarżanie mężczyzny o przemoc domową tylko na podstawie emocjonalnych SMS-ów jest bez sensu. Natomiast skrajnie niesprawiedliwe jest prawne sankcjonowanie sytuacji, w której skazany za taki czyn mężczyzna traci dorobek całego życia. Bo taka sytuacja zachęca kobiety do fałszywych oskarżeń.


