Strona głównaWiadomościPolskaNowy próg zamiast 60 tys. wolnych od fiskusa. Tusk miesza w podatkach

Nowy próg zamiast 60 tys. wolnych od fiskusa. Tusk miesza w podatkach

-

- Reklama -

Premier Donald Tusk i minister finansów Andrzej Domański ogłosili w minionym tygodniu na konferencji prasowej pakiet zmian w podatkach, który ma obowiązywać od 2027 roku. Oficjalna narracja brzmi pięknie: ulga dla klasy średniej, sprawiedliwszy system, więcej pieniędzy w portfelach 3,5 miliona Polaków. W rzeczywistości jest to klasyczna próba zatuszowania niedotrzymanej obietnicy wyborczej – tej samej, którą minister Domański i cała koalicja Tuska powtarzali przez lata: podniesienia kwoty wolnej od podatku do 60 tys. zł.

Przypomnijmy fakty. W kampanii 2023 roku i później Koalicja Obywatelska oraz sam Domański konsekwentnie obiecywali, że kwota wolna wzrośnie z obecnych 30 tys. zł do 60 tys. zł. Tak miała być zrealizowana obietnica, że będzie „więcej w portfelu”. Tymczasem teraz Tusk przyznał wprost, że w perspektywie najbliższego półtora roku (czyli lat 2027 i 2028) podniesienie kwoty wolnej do 60 tys. zł nie będzie możliwe. Zamiast tego rząd serwuje „reformę”, która ma zamaskować tę porażkę.

- Reklama -

Co konkretnie zaproponowano?

Próg podatkowy (obecnie 120 tys. zł) ma wzrosnąć do 130 tys. zł. Dochody do tej kwoty nadal będą opodatkowane 12 proc. Dla dochodów między 130 a 150 tys. zł pojawi się nowa, pośrednia stawka 24 proc. Dopiero powyżej 150 tys. zł zacznie obowiązywać 32 proc. Rząd chwali się, że z tych zmian skorzysta około 3,5 mln podatników, a maksymalna roczna oszczędność może wynieść 3600 zł.

Ta symboliczna obniżka PIT została oczywiście zbilansowana podwyżką innych podatków, która zapewne spowoduje, że obciążenie podatkowe ogólnie wzrośnie. W projekcie podniesiono CIT z 19 do 22 proc. dla firm z przychodami powyżej 50 mln euro (ok. 200 mln zł) oraz dla podatkowych grup kapitałowych. Z kolei danina solidarnościowa dla zarabiających ponad 1 mln zł rocznie wzrośnie z 4 do 5 proc. Wróci też stary limit ryczałtu na poziomie 250 tys. zł. To wszystko ma być „sprawiedliwe” i „budżetowo neutralne” i robione pod hasłem „klasa średnia zyska na bogaczach”.

W praktyce jest to kosmetyczna korekta, która nie rozwiązuje fundamentalnego problemu: Polacy nadal płacą podatek od pierwszych zarobionych złotówek, a obiecana kwota wolna 60 tys. zł została odłożona na bliżej nieokreśloną przyszłość. Tusk i Domański zamiast dotrzymać słowa, podnoszą próg o symboliczne 10 tys. zł i doklejają stawkę 24 proc., licząc, że wyborcy zapomną o 60 tysiącach. To klasyczne mydlenie oczu – drobna ulga tu i teraz, żeby przykryć wielką niewywiązaną obietnicę.

Zlikwidować a nie mieszać

W tym kontekście warto spojrzeć na realną alternatywę, którą oferuje Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna. Korona nie bawi się w półśrodki i kosmetykę. Program tej formacji jest jasny i radykalny: całkowite zniesienie podatku dochodowego od osób fizycznych (PIT) oraz podatku dochodowego od osób prawnych (CIT). Braun i jego środowisko od lat powtarzają, że państwo nie ma prawa zabierać obywatelowi ani firmom procentu od tego, co ludzie i przedsiębiorstwa wypracowały. Podatki dochodowe – według Korony – to narzędzie zniewolenia i redystrybucji, które należy zlikwidować u źródeł. Zamiast podnosić progi o 10 tys. zł i wprowadzać „pośrednie” stawki, Korona chce systemu, w którym PIT i CIT po prostu znikają. Porównanie jest miażdżące. Rząd

Tuska–Domańskiego, nie mogąc (lub nie chcąc) zrealizować nawet połowy obietnicy 60 tys. zł wolnych od podatku, serwuje wyborcom „reformę”, która jest przelewaniem pustego w próżne. Jednocześnie obciąża największe firmy i najbogatszych, by zachować pozory sprawiedliwości. To nie jest reformowanie systemu. To jest zarządzanie rozczarowaniem. Tusk mówił na konferencji ogłaszającej zmiany o „rosnącej klasie średniej”, która „dźwiga ciężar państwa”. Domański zapewniał o „sprawiedliwszym” systemie. Tymczasem prawda jest prosta: po trzech latach rządów koalicji kwota wolna nadal wynosi 30 tys. zł, a obiecane 60 tys. zostało odroczone.

Tuszowanie kłamstwa

Propozycja Tuska to więc nie przełom. To polityczny manewr: zamiast przyznać się do niedotrzymania słowa danego przez Domańskiego i całą koalicję, rząd pakuje drobną korektę w ładne opakowanie i liczy, że elektorat klasie średniej kupi historię o „więcej w portfelu”. Tymczasem prawdziwa ulga – pełne 60 tys. zł wolnych od podatku – nadal pozostaje w sferze obietnic. A Korona Brauna pokazuje, że można myśleć o podatkach zupełnie inaczej: nie o tym, jak je lekko obniżyć, tylko jak je całkowicie znieść.

Źródło:nczas.info

Najnowsze