Strona głównaGŁÓWNYCórki zamknięte w domu w obawie przed imigrantami. "To nie jest imigracja,...

Córki zamknięte w domu w obawie przed imigrantami. „To nie jest imigracja, to inwazja”

-

- Reklama -

Strach, kobiety pozamykane w domach i paraliż lokalnej infrastruktury. Hiszpańska Ceuta nadal pęka w szwach pod naporem potężnej fali migracyjnej. Dla lokalnej społeczności to już nie jest wyłącznie kryzys polityczny. Obywatele czują się spychani na margines we własnym mieście, tracąc dostęp do podstawowych praw i usług.

Życie w Ceucie zamarło. Ulice, plaże i parki opustoszały, a codzienność mieszkańców zdominował lęk o własne bezpieczeństwo.

- Reklama -

Mieszkańcy są m.in. odcięci od opieki medycznej. Zapaść systemu ochrony zdrowia obrazuje sytuacja kobiety cierpiącej na chorobę Leśniowskiego-Crohna, która z powodu całkowitego przeciążenia placówek nie jest w stanie uzyskać niezbędnej pomocy lekarskiej.

Czuję się fatalnie, jestem bardzo zdenerwowana. Nie możemy wychodzić na plażę ani do parku. Moje córki są zamknięte w domu, wychodzą tylko z ojcem i braćmi. Mam chorobę Leśniowskiego-Crohna i nie mogę nawet iść do szpitala – relacjonuje rozgoryczona mieszkanka w rozmowie z dziennikarzami portalu OK Diario.

Frustracja wśród Hiszpanów narasta. Mieszkańcy otwarcie kwestionują narrację o uchodźcach szukających schronienia przed wojną, zwracając uwagę na nierówne traktowanie potrzeb obywateli i przybyszów.

Oni nie przybywają z wojny i to nie jest imigracja, to inwazja. Chcę tylko, żeby wrócili tam, skąd przyszli – dodaje kobieta.

Problemy trzeba rozwiązywać u źródła, a tym źródłem jest Maroko – punktuje inna obywatelka Hiszpanii, mówiąc o nastrojach ulicy. – My nikogo nie odrzucamy, Ceuta jest wielokulturowa, ale mamy już dość – dodaje.

Na przełomie lipca i sierpnia do Ceuty mogło wedrzeć się, według różnych szacunków, od kilkudziesięciu tysięcy do nawet ponad 100 tysięcy imigrantów. Chociaż większa część z nich opuściła już miasto, dla mieszkańców niewiele się zmieniło.

Najnowsze