Strona głównaWiadomościPolskaChciał naprawić patologie i prosił o anonimowość. Resort Żurka ujawnił jego dane

Chciał naprawić patologie i prosił o anonimowość. Resort Żurka ujawnił jego dane

-

- Reklama -

Miał być anonimowym sygnalistą, który wskaże luki w systemie i być może choć w jednej wąskiej dziedzinie usprawni państwo. Tymczasem Ministerstwo Sprawiedliwości pod batutą Waldemara Żurka upubliczniło pełne dane biegłego sądowego zgłaszającego nieprawidłowości, a następnie… oficjalnie wyliczyło mu, jakie może mieć z tego tytułu nieprzyjemności.

Jak ujawnił portal zero.pl, w kwietniu 2026 roku czynny biegły sądowy i rzeczoznawca majątkowy przesłał do resortu sprawiedliwości krytyczne uwagi do projektu ustawy o biegłych. W swoim stanowisku wskazał wady systemu, m.in. brak losowego przydziału spraw, ryzyko korupcji i kolesiostwo w sądach.

- Reklama -

Świadom mściwości środowiska, wniósł o absolutną poufność. Jego tożsamość miała pozostać znana wyłącznie ministerstwu oraz odpowiednim służbom.

Zamiast dyskrecji, ekspert doczekał się publicznej dekonspiracji. Zaledwie dzień po wysłaniu zgłoszenia, kompletny plik z jego imieniem, nazwiskiem, numerem telefonu, NIP-em, REGON-em oraz adresem działalności wylądował na publicznym portalu Rządowego Centrum Legislacji (RCL). Dokument w formie oryginalnej wiadomości e-mail wisiał w sieci przez ponad miesiąc. Zniknął dopiero w połowie maja – i to tylko dlatego, że poszkodowany sam go odkrył i zażądał natychmiastowego usunięcia.

Reakcja instytucji państwowych na wyciek zakrawa na absurd. RCL umyło ręce, twierdząc, że pełni jedynie rolę techniczną i odesłało poszkodowanego do Ministerstwa Sprawiedliwości. Resort Żurka z kolei przyznał się do „niezamierzonego naruszenia” i błędu pracownika. W ramach odpowiedzi ministerstwo przesłało biegłemu oficjalne pismo ze szczegółową listą zagrożeń wynikających z incydentu.

Resort wprost poinformował sygnalistę, że grozi mu zawodowy ostracyzm, utrata zleceń, przydzielanie spraw nadmiernie skomplikowanych w celu jego dyskredytacji oraz straty finansowe. Opisano mu dokładnie ten scenariusz zawodowego odwetu, przed którym od początku próbował się uchronić.

Poszkodowanemu zasugerowano jedynie, że może dochodzić swoich praw na drodze cywilnej.

Sprawę bada już Urząd Ochrony Danych Osobowych (UODO) i Rzecznik Praw Obywatelskich. Oliwy do ognia dodaje fakt, że zaledwie kilka dni po ujawnieniu afery i nadaniu jej formalnego biegu, doszło do próby włamania na upublicznioną przez ministerstwo skrzynkę mailową eksperta.

Prawnicy oceniający sprawę nie mają wątpliwości: to podręcznikowy przykład „efektu mrożącego”. Działania ministerstwa sprawiają, że w przyszłości obywatele będą bali się brać udział w konsultacjach publicznych. Po prostu, dla świętego spokoju, wybiorą milczenie.

Źródło:zero.pl

Najnowsze