Radykalna lewica i demokraci wciąż nie wyciągnęli wniosków, że – jakże już nudne – wyzywanie Donalda Trumpa od faszystów, nazistów, homofobów i rasistów nie dało im zwycięstwa wyborczego. Miesiące mijają i nie potrafią wymyślić niczego nowego. Krytycy prezydenta nawet w jego własnym obozie politycznym gubią się w chaosie medialnym, jaki stwarza i nie nadążają za decyzjami.
Jego przeciwnicy nie wiedzą, na czym się skupić – czy na przykład na budowie sali balowej w Białym Domu, którą rozpoczął, czy być może na zakupie porządnych butów dla członków gabinetu, bo chciał, aby wyglądali przyzwoicie. Dochodzą do tego sprawy poważne, które – jeśli ktoś chce – uznać można nawet za kontrowersyjne lub niepotrzebne: nowe taryfy w handlu zagranicznym, pojmanie prezydenta Wenezueli, blokada Kuby lub wojna w Iranie.
Trump podejmuje tak wiele decyzji, że przytłoczył wszystkich i nikt nie jest w stanie szybko zareagować i skutecznie się przeciwstawić. Innymi słowy, nie są w stanie go dogonić.
Weźmy na przykład nielegalną imigrację. Obiecał, że ją zwalczy – i dotrzymuje słowa. Granicy z Meksykiem nikt już nielegalnie nie przekracza. Wszyscy skupiają się zaś na tym, ilu nielegalnych imigrantów – w tym wielu naprawdę groźnych przestępców – udało się złapać i deportować.
I kiedy media piszą o „brutalności” służb imigracyjnych i specjalnych, w tym samym czasie prezydent buduje słynny mur na granicy z południowym sąsiadem. Nie udało mu się skończyć go w pierwszej kadencji, potem przyszedł Joe Biden, kazał rozebrać i sprzedać za grosze. Teraz Trump kończy dzieło.
Obecnie w budowie jest tak zwana główna inteligentna ściana o długości 321 mil. Kontrakty zostały przyznane i trwa projektowanie kolejnych 370 mil. W budowie jest kolejne 70 km ściany zastępczej oraz 283 km ściany dodatkowej, która ma zapewnić podwójne bezpieczeństwo w obszarach o dużym natężeniu ruchu, gdzie znajduje się już ściana główna.
Czyż w polityce nie liczy się skuteczność i dotrzymywanie słowa?
