Strona głównaWiadomościPolitykaW KO "niezadowolenie sięga sufitu". Politycy nabierają wody w usta w sprawie...

W KO „niezadowolenie sięga sufitu”. Politycy nabierają wody w usta w sprawie kumpla Kacprzyka

-

- Reklama -

Sprawa Dawida Kacprzyka i zarobków w wysokości 1,6 mln zł w rok wywołuje falę oburzenia. Jeden z radnych Ursusa ujawnił, że w KO „niezadowolenie sięga sufitu” i radni partii niezbyt wiedzą, co mają zrobić.

Media ujawniły, że Dawid Kacprzyk z KO pracując w szpitalu zarobił 1,6 mln zł w ubiegłym roku. Ponadto udzielał się politycznie i medialnie, a w czasie, kiedy miał pełnić dyżur na SOR, przebywał w innych miejscach.

- Reklama -

Sprawa wywołuje ogromne oburzenie. Jak się okazuje, nie tylko w społeczeństwie. Ludzie w strukturach KO także mają odczuwać sążniste niezadowolenie.

„Interia” skontaktowała się z radnymi Ursusa. Przewodniczący rady z Dariusz Pastor z KO odmówił komentarza. Z kolei jeden z radnych ocenił, że partia „schowała głowę w piasek i się nie odzywa”.

– Czekają pewnie na to, co tam będzie się działo ze strony władz miasta i Naczelnej Izby Lekarskiej. Wiem, że w strukturach są bardzo niezadowoleni. Niezadowolenie sięga sufitu ze względu na to, że to kolejna nieprzyjemna rzecz, która w nich uderza, a z którą [nie bardzo] bardzo wiedzą, co zrobić – podkreślił.

Radni ze wszystkich ugrupowań zaś twierdzą, że nie wiedzieli wcześniej o sprawie i dowiedzieli się o tym z mediów.

– Jestem w szoku, że miał takie zarobki – powiedział jeden z radnych opozycji.

Inny powiedział, że „jest przewodniczącym Komisji Oświaty”.

– Jej posiedzenia się odbywały, on im przewodniczył. Nie rzuciło nam się w oczy nic szczególnego, jeśli chodzi o jego nieobecności – podkreślił.

Wskazano też, że Kacprzykowi „zdarzały się” nieobecności. Jednak „były one na tyle rzadkie, że nie wykraczały poza normę”.

– On w ogóle jest bardzo aktywny. Może trochę jego aktywności nieco osłabły, ale nie było w tym przesady. Być może zdarzyło się, że raz na miesiąc Komisja Oświaty się nie odbyła. Nie mieliśmy poczucia, że inne zajęcia odciągały go od działalności w Radzie – powiedział rozmówca „Interii”.

– Wszyscy mamy jakieś roboty, wszyscy prowadzimy jakieś działalności lub jesteśmy na etatach. Jak do tej pory nie miałem potrzeby, żeby się interesować tym, jak się rozwija kariera u pana radnego Kacprzyka – dodał.

Jeden z radnych ocenił, że w ostatnim czasie Kacprzyka było „trochę mniej” i był aktywny bardziej na początku kadencji. Kolejny zaś zaznaczył, że nawet podstawowa aktywność w radzie dzielnicy miasta byłaby trudna do połączenia z pracą w szpitalu po 11 godzin dziennie.

– Nic nie wskazywało na skrajne przepracowanie – odpowiedział jeden z radnych Ursusa na pytanie, czy po Dawidzie Kacprzyku widać było zmęczenie wskazujące na przepracowanie.

Najnowsze