Strona głównaOpinieSommer dpowiada cenzorom z "Nigdy Więcej". Proces o "Jedwabne" nabiera tempa!

Sommer dpowiada cenzorom z „Nigdy Więcej”. Proces o „Jedwabne” nabiera tempa!

-

- Reklama -

Maszyna cenzorska stowarzyszenia „Nigdy Więcej” zacięła się z głośnym zgrzytem. Tomasz Sommer wytoczył ciężkie działa przeciwko Rafałowi Pankowskiemu, współzałożycielowi organizacji. Redaktor NCZ! zdecydował się pozwać naczelnego cenzora III RP m.in. za skandaliczny wywiad, jakiego Pankowski udzielił izraelskiemu dziennikowi „Haaretz”.

Poszło o film dokumentalny Sommera „Jedwabne. Historia prawdziwa”. Pankowski, jak to ma w zwyczaju, sięgnął po najcięższą, choć mocno już zardzewiałą amunicję, oskarżając Sommera o wypaczanie obrazu pogromu w Jedwabnem, szerzenie insynuacji i promowanie antysemickich teorii spiskowych pod płaszczykiem badań historycznych. Poniżej publikujemy pismo, które mec. Jarosław Litwin, reprezentujący Sommera, wysłał do Sądu oraz pozwanego.

- Reklama -

Cyniczna gra wolnością słowa

Warto podkreślić, że reakcja obozu „Nigdy Więcej” na pozew to szczyt cynizmu. Ci sami ludzie, którzy z kneblowania ust przeciwnikom, pisania donosów i wykluczania z debaty uczynili swój rozpoznawalny znak firmowy, nagle doznali olśnienia. Kreują się na uciśnione ofiary, a sam proces nazywają „testem dla wolności słowa”. Twierdzą z oburzeniem, że Sommer nie dopuszcza krytyki i próbuje wyeliminować ich z debaty. Ta bezczelna wolta może budzić jedynie pusty śmiech. Organizacja, która od lat działa jak lewicowa policja myśli, nagle – w obliczu własnych kłopotów – zaczyna wycierać sobie usta swobodą wypowiedzi, tą samą swobodą, której tak zajadle odmawia wszystkim dookoła.

Zapowiada się ciekawy proces!

Wolność słowa to świętość, ale idzie z nią w parze żelazna odpowiedzialność. Formuła jest prosta: fałszywie kogoś pomówiłeś – musisz odpowiedzieć za swoje słowa. To koniec taryfy ulgowej dla oszczerców chroniących się za szyldami „antyfaszystowskich” stowarzyszeń.

Poniżej publikujemy treść najnowszego dokumentu w tej sprawie:

W imieniu zastępowanego przeze mnie Tomasza Sommera (pełnomocnictwo w aktach) wnoszę o dopuszczenie przez Sąd niniejszego pisma procesowego celem ustosunkowania się do twierdzeń i zarzutów pozwanego z odpowiedzi na pozew z dnia 2 lutego 2026 r.

Oświadczenia, twierdzenia oraz wnioski, w tym wnioski dowodowe:

 Wnoszę o dopuszczenie dowodów:

  1. z monografii naukowej pt. Jedwabne Historia prawdziwa, Zbrodnia z 10 lipca 1941 r. Tom I, sprawcy, ofiary, rekonstrukcja, śledztwo; Tom II Dokumenty – autorstwa dra Tomasza Sommera, prof. Marka Chodakiewicza i Ewy Stankiewicz

–  na fakt, że film dokumentalny pt. Jedwabne Historia Prawdziwa powstał w oparciu o monografię naukową i zawiera uzasadnione tezy w oparciu o badania naukowe i dokumenty,

– na fakt, że w każda teza zawarta w ww. monografii opiera się o materiały źródłowe, które jasno i jednoznacznie popierają każde słowo wypowiedziane w filmie,

– na fakt, że w Tomie I na str. 74-86 przytoczone są szeroko dowody bezprawnego politycznego i instytucjonalnego wpływu na Prok. Ignatiewa, narzucającego mu konkluzję śledztwa przypisującego sprawstwo Polakom,

– na fakt, że w Tomie na str. 376 i 392 przedstawiono zdjęcia żydowskiego różdżkarza Eksteina, który także kiepował papierosa nad kośćmi współplemieńców, co obrazuje skandaliczne okoliczności prac terenowych poza samym faktem, że ekshumacja nie miała nigdy miejsca (o czym jeszcze niżej)

  1. 2492 – 2646 z akt sprawy S 1.00.Zn na załączonej do pozwy płycie DVD, w tym wydruku poglądowego z tych akt w postaci
  • sprawozdania opisowego z wyników badań archeologicznych i prac ekshumacyjnych w miejscu zagłady Żydów w Jedwabnem koło Łomży sporządzonym w 2011 r. w sprawie S 1.00.Zn autorstwa prof. Andrzeja Koli [str. 2492-2505],
  • sprawozdania antropologicznym z oceny materiałów kostnych wydobytych podczas badań ekshumacyjnych w Jedwabnie w okresie od 21 maja do 4 czerwca 2001 r. sporządzonego w 2011 r., autorstwa dra Andrzeja Fiołkowskiego [str. 2532-2537]

– na fakt ich treści, niżej cytowanej.

  1. istotnej części biuletynu Instytutu Pamięci Narodowej 2 z Marca 2001 r., okładki, spisu treści oraz Kalendarium IPN obejmującej wizytę Prezesa IPN Prof. Leona Kieresa w Stanach Zjednoczonych (str. 4-8) w dniach 12-16 lutego 2021.

– na fakt, że:

  • choć śledztwo S 1/00/Zn prowadzone przez prokuratora Radosława Ignatiewa, zostało wszczęte 5 września 2000 r. a umorzone nieprawomocnie dopiero dnia 30 czerwca 2003 r.,
  • choć prace archeologiczne w pozostałościach stodoły w Jedwabnem w rozpoczęły się i miały miejsce w dniach od 21 maja 4 czerwca 2001 r., a które zostały gwałtownie wstrzymane, gdy w samej tylko wierzchniej warstwie znaleziono łuski od naboi z niemieckiej broni oraz bardzo dużo złota, co przeczyło żydowskiej wersji o rabunkowym motywie mordu na żydach przez Polaków.

to

Dnia 12 lutego 2001 roku w polskim Konsulacie Generalnym w Nowym Jorku odbyło się spotkanie prezesa Instytutu Pamięci Narodowej prof. Leona Kieresa z rabinem Jackobem Bakerem, któremu towarzyszył Marlon Ty Rogers, reprezentujący Żydów z Jedwabnego mieszkających obecnie w USA. (…) Prof. Leon Kieras oświadczył, że dostępne w chwili obecnej dowody potwierdzają przypuszczenie, że Żydów z Jedwabnego zostali zamordowani przez Polaków, ich sąsiadów. Brak jest dowodów zaprzeczających takiej interpretacji wydarzeń.

Prof. Leon Kieras oświadczył, że jeszcze przed zakończeniem dochodzenia, współczesna Polska musi stawić czoło historycznej prawdzie, jakkolwiek byłaby ona bolesna i trudna do zaak­ceptowania, oraz przyznać, że polska przeszłość ma również swoje ponure korty. Proces ten wymaga m.in. zmiany napisów na pomnikach w Jedwabnem; winą za zbrodnię obarczono całkowicie nazistowskiego okupanta.

Rabin Jackob Baker i Morlan Ty Rogers wyrazili swoje zadowolenie z prac realizowanych przez Instytut i podkreślili swoje poparcie dla obecnych działań mających na celu całkowite ujaw­nienie faktów dotyczących pogromu w Jedwabnem

–    na fakt, że prawdziwa jest teraz filmu, że przełożeni prokuratora Ignatiewa zaczęli publicznie narzucać mu jego wynik – o czym pozwany Rafał Pankowski doskonale zdawał i zdaje sobie sprawę.

  1. istotnej części – cytowanej w pozwie – w publikacji pokonferencyjnej obejmującej wystąpienie rabina Michaela Schudricha – Michael Schudrich, Jewish Law and Exhumation, Killing Sites: Research and Remembrance, International Holocaust Remembrance Alliance (ed.), 2015 Metropol Verlag, Berlin s. 79-83, tj. str. 1-8 , 79-84,

na fakt treści publikacji (polskie tłumaczenie za danym segmentem tekstu oryginalnego):

One well-known case that I did not discuss publicly for the first ten years is that of Jedwabne, and I would like to use it as an example of how rabbis, scientists, government officials and politicians need to find a way to work together. It can work. On July 10, 1941, the Soviet forces pulled out of a town in Northeast Poland called Jedwabne, and as the Germans were entering, the local population murdered the overwhelming majority of the Jewish population, their neighbors. Jan Gross’ book, “Neighbors,” sparked a very big discussion here in 2000 and 2001 as we approached the sixtieth anniversary of the atrocity. And one of the elements of that discussion was that we needed to exhume the mass grave to see how many people were buried there and who really committed the murder. Because the belief was that if there were bullets it meant it had to have been the Germans, because the Poles did not have bullets at that time. And there was a big discussion, because there was great pressure to exhume the grave. And I said: “It is not permitted.” Especially in this case, where we know that the perpetrators were not the Germans in contrast to almost every other place where this was done by Germans and their accomplices – this crime was committed by Poles. The Polish government therefore has an extraordinary responsibility to be sensitive to Jewish law and tradition. On the other hand, the Polish officials thought that they also had to be sensitive to what was being said in Poland and so I came up with the idea of what I called a “partial exhumation”. Now of course there is no such thing as a partial exhumation. Either you do it or you don’t. So the agreement was that the archaeologists would uncover the grave to the level where they reached the bones and then they would call someone from the prosecutor’s office in the community and they would photograph it. And I asked: “Why do you need bones?” “Because we want to prosecute the murderers.” So I said: “Okay, but you will not take the bones out of the grave. Let the prosecutor and whatever forensic criminologist come to the grave to look at the bones, study them, have the results photographed, whatever you have to do for the court procedure and then close the grave up”. Now, we would have preferred that the grave had never been opened but at least if the grave is opened and none of the bones are removed, this is the smallest violation of Jewish law. And that was what happened. The only problem was that part of the understanding – and I think that I can speak a little bit more openly now because the person that I was discussing it with was the Polish Minister of Justice, who later became the President of Poland, the late Lech Kaczyński – so I did not want to say anything during his lifetime. There was a request that they would do what I recommended but I could not say it publicly, because they simply wanted to keep on saying there was an exhumation

Jedną z dobrze znanych spraw, o której nie mówiłem publicznie przez pierwsze dziesięć lat, jest sprawa Jedwabnego. Chciałbym użyć jej jako przykładu tego, jak rabini, naukowcy, urzędnicy państwowi i politycy muszą znaleźć sposób, by współpracować. To jest możliwe. 10 lipca 1941 roku wojska sowieckie wycofały się z miasteczka na północnym wschodzie Polski, zwanego Jedwabne, a gdy Niemcy wchodzili do miasta, lokalna ludność zamordowała przytłaczającą większość żydowskich mieszkańców — swoich sąsiadów. Książka Jana Grossa „Sąsiedzi” wywołała tutaj bardzo dużą dyskusję w latach 2000–2001, gdy zbliżała się sześćdziesiąta rocznica tej zbrodni. Jednym z elementów tej dyskusji było to, że trzeba przeprowadzić ekshumację masowego grobu, aby ustalić, ile osób tam pochowano i kto naprawdę dokonał mordu. Uważano bowiem, że jeśli znajdą się pociski, to musieli to być Niemcy, ponieważ Polacy nie mieli wtedy amunicji. Dyskusja była ogromna, bo istniała silna presja, by przeprowadzić ekshumację. A ja powiedziałem: „To jest niedozwolone”. Zwłaszcza w tym przypadku, gdzie wiemy, że sprawcami nie byli Niemcy — w przeciwieństwie do niemal wszystkich innych miejsc, gdzie zbrodni dokonywali Niemcy i ich współpracownicy — tutaj zbrodni dokonali Polacy. Dlatego polski rząd ma szczególną odpowiedzialność, by być wrażliwym na prawo i tradycję żydowską. Z drugiej strony polscy urzędnicy uważali, że muszą być również wrażliwi na to, co mówi się w Polsce I wtedy zaproponowałem coś, co nazwałem „częściową ekshumacją”. Oczywiście nie istnieje coś takiego jak częściowa ekshumacja — albo się ją robi, albo nie. Uzgodniono więc, że archeolodzy odsłonią grób do poziomu, na którym natrafią na kości, a następnie wezwą kogoś z prokuratury i wykonają dokumentację fotograficzną. Zapytałem: „Dlaczego potrzebujecie kości?” „Bo chcemy ścigać sprawców.” Powiedziałem więc: „W porządku, ale nie wolno wam wyjmować kości z grobu. Niech prokurator i biegły kryminalistyczny przyjdą do grobu, obejrzą kości, zbadają je, sfotografują — cokolwiek jest potrzebne do procedury sądowej — a potem grób zostanie ponownie zamknięty”. Wolelibyśmy oczywiście, aby grób nigdy nie został otwarty, ale jeśli już ma być otwarty, to brak usuwania kości jest najmniejszym możliwym naruszeniem prawa żydowskiego. I tak właśnie się stało. Jedynym problemem było to, że częścią porozumienia — i myślę, że mogę mówić o tym bardziej otwarcie teraz, ponieważ osobą, z którą to uzgadniałem, był ówczesny Minister Sprawiedliwości, późniejszy Prezydent Polski, śp. Lech Kaczyński — było to, że oni wykonają to, co rekomendowałem, ale ja nie mogłem powiedzieć tego publicznie. Chcieli bowiem nadal mówić, że przeprowadzono ekshumację.

So, sometimes finding a solution is rather difficult. Because then I was criticized by the Jewish side for permitting an exhumation, which was not really an exhumation, but I made the decision that it was more important to properly respect Jewish law and the deceased even if it meant that there were a whole bunch of people who were yelling and screaming at me. A small price.

Czasem więc znalezienie rozwiązania jest naprawdę trudne. Bo później zostałem skrytykowany przez stronę żydowską za dopuszczenie do ekshumacji, która w rzeczywistości ekshumacją nie była. Ale uznałem, że ważniejsze jest właściwe poszanowanie prawa żydowskiego i zmarłych, nawet jeśli oznacza to, że wiele osób będzie na mnie krzyczeć. Mała cena.

And I also use that example to show that one needs to be creative in finding a solution and I have to say that, unfortunately, because of what the Germans did here in occupied Poland, we face this problem all the time. But almost without exception we have found a way to resolve the situation and to properly show respect and ensure the integrity of the mass graves within Jewish law and tradition. But always with the ability to remain open, discussing and looking at different possibilities. I would say quite importantly also: engaging. I would never want to come to a government official, whether local or national, and say: “This is what you have to do”. That is a real losing proposition. And so if you say: “Well, let me share with you what Jewish tradition has to say and let us think together about how we can resolve it,” obviously what always happens in the end is that the solution becomes their idea. It is very important when dealing with government officials and politicians, that they think it is their idea in the end. And thus I came to them and I found that almost without exception, we have been successful

 

Używam też tego przykładu, by pokazać, że trzeba być kreatywnym w szukaniu rozwiązań. I muszę powiedzieć, że niestety — z powodu tego, co Niemcy zrobili tutaj, w okupowanej Polsce — mierzymy się z tym problemem cały czas. Ale niemal bez wyjątku udawało nam się znaleźć sposób, by rozwiązać sytuację i właściwie okazać szacunek oraz zapewnić integralność masowych grobów zgodnie z prawem i tradycją żydowską. Zawsze jednak pozostając otwartym, dyskutując i rozważając różne możliwości. Powiedziałbym też coś bardzo ważnego: angażowanie. Nigdy nie chciałbym przyjść do urzędnika — lokalnego czy państwowego — i powiedzieć: „Tak macie zrobić”. To przepis na porażkę. Jeśli natomiast powiesz: „Pozwól, że podzielę się tym, co mówi tradycja żydowska, i zastanówmy się razem, jak to rozwiązać”, to oczywiście zawsze kończy się tak, że rozwiązanie staje się ich pomysłem. To bardzo ważne w kontaktach z urzędnikami i politykami — aby myśleli, że to ich idea. I dzięki temu — niemal bez wyjątku — udawało nam się osiągnąć sukces.

 

–     na fakt, że Schudrich przyznał w czasie konferencji, że swoją mądrością i sprytem ograł Lecha Kaczyńskiego, ówczesnego Ministra Sprawiedliwości i późniejszego Prezydenta RP – któremu podsunął pomysł fikcyjnej „częściowej ekshumacji”, przy czym nie mógł wtedy publicznie mówić, że to on za tym stał, aby „polskie władze” mogły utrzymywać, że ekshumacja została przeprowadzona,

–     na fakt, że słuszną i prawdziwą jest teza filmu, że ekshumację sfingowano,

  1. wydruku z portalu opoka.org.pl obejmującego teść listu Prymasa Józefa Glempa z dnia 04.03.2001 r. do wiernych

– na fakt jego treści,

Bracia i Siostry!

Przed rokiem poinformował mnie poważny Żyd, że niebawem będzie nagłośniona sprawa Jedwabnego, miejscowości w diecezji łomżyńskiej, gdzie mord na Żydach został dokonany przez Polaków. Rzeczywiście w lipcu 1941 roku, kiedy ziemię łomżyńską i białostoczczyznę okupowali Niemcy, doszło do strasznego mordu na Żydach.

(…)

Zgadzam się z moim Znakomitym Kolegą, który w „Więzi” pisze:

„Nie poszukujemy jakichś wyimaginowanych dokumentów historycznych, które by mogły tragedię Jedwabnego zmienić w błahy epizod”. Tak, nie poszukujemy wyimaginowanych dokumentów, natomiast nie lekceważymy rzetelnych badań. Osobiście nie chciałbym mieszania różnych wymiarów sprawy. Nie chciałbym, aby politycy narzucali Kościołowi sposób, w jaki wypełni akt żalu za zbrodnie popełnione przez określone grupy ludzi wierzących a moralnie zdziczałych, ani też aby określali ideologię, w jaką ma być ubrana modlitwa pokutna.

Tymczasem pod koniec lutego, w ciągu dwóch dni, kilku wysokiej rangi polityków skontaktowało się ze mną z identycznym niemal programem: tego i tego dnia Kościół katolicki powinien podjąć wielkie modły w Jedwabnem, pokajać się za zbrodnie i prosić o przebaczenie ludobójstwa, bo inaczej narazimy się na gniew. Rozumiem, że sprawą polityków jest programowanie rozwiązania trudnych problemów. W te plany nie powinien się włączać Kościół, bo wtedy zamiast wprowadzania pokoju będzie stawał się narzędziem w walce. Jedwabne może mieścić się w programie określonych tarć politycznych, podobnie jak to bywało w innych przypadkach. Rezerwa do programów politycznych w rozwiązywaniu jakichś kwestii nie oznacza, że nie można ich harmonizować, nie mieszając płaszczyzn.

Dlatego z uznaniem przyjąłem pismo Pana Rabina Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie, który potrzebę aktu uzasadnia tekstem Pisma świętego i pisze: „60-ta rocznica śmierci setek polskich obywateli wyznania mojżeszowego jest okazją, aby złączyć się we wspólnej żałobie nad niepotrzebną stratą wielu ludzkich istnień”. Jest to właściwa płaszczyzna duchowa dla okrycia się żałobą za niewinnie pomordowanych. Chętnie to uczynimy w Warszawie we wspólnej modlitwie Polaków i Żydów: bądź przed pomnikiem Bohaterów Getta, bądź w którejś ze świątyń, bądź w każdym narodzie. Mordy popełnione na niewinnych w Jedwabnem, w Katyniu, w Dachau, w Auschwitz wywołują nasz ból jako członków rodzaju ludzkiego, tak samo jak mordy w Ruandzie, na Bałkanach czy między sąsiadami w Palestynie.

– na fakt, że Prymas Józef Glemp przyznał, że miały wobec niego miejsce naciski wysokich rangą polskojęzycznych polityków, żądających pokajania się w imieniu Kościoła w Jedwabnem za zbrodnie  i proszenia o przebaczenie ludobójstwa pod groźbą bliżej nieokreślonego gniewuco miało mieć miejsce w toku śledztwa i przed rozpoczęciem prac archeologicznych i ekshumacji, która ostatecznie została zatrzymana, a gdzie już wstępne badania ujawniły szereg dowodów, że likwidacji Żydów dokonali Niemcy,

– na fakt, że Prymas powielał w liście do wiernych z 4 marca 2001 r. narzucony m.in. przez Leona Kieresa w dniu 12 lutego 2001 r. wynik śledztwa, co miało miejsce w czasie jego wizyty w USA (m.in. ww. biuletyn IPN), przez co również i Józef Glemp przyczynił się wywarcia ogromnego nacisku na prok. Ignatiewa, aby ten obarczył winą za wydarzenia w Jedwabnem Polaków,

– na fakt, że słuszną jest teza filmu, że m.in. Józef Glemp z niejasnych do dziś przyczyn brał udział w swoistej zmowie, mającą na celu obarczenie winą Polaków za zbrodnie w Jedwabnem, bez względu na dowody.

  1. Wydruku fragmentu artykułu z portalu tvn24.pl z dnia 01.06.2023 r. pt.: Szymon Marciniak oskarżony przez stowarzyszenie „Nigdy Więcej” – UEFA odpowiada, Marciniak wydaje oświadczenie, gdzie m.in. napisano:

Polski arbiter Szymon Marciniak, nominowany do sędziowania finału Ligi Mistrzów, znalazł się pod ostrzałem jednego z antyrasistowskich stowarzyszeń. Reakcja UEFA na łamach „Guardiana” wskazuje, że sprawa będzie miała dalszy ciąg. Sam Marciniak wydał oświadczenie.

Wszystko wywołane zostało wystąpieniem Marciniaka na konferencji biznesowej Everest organizowanej w Katowicach przez współprzewodniczącego Konfederacji Sławomira Mentzena.

UEFA brzydzi się „wartościami”

W reakcji na udział arbitra w evencie prawicowego polityka Stowarzyszenie „Nigdy Więcej”, które przeciwdziała rasizmowi, ksenofobii i innym formom nietolerancji, opublikowało pismo w tej sprawie, podkreślając, że wydarzenie, zapowiadanie jako networkingowe, „wyraźnie służyło promocji programu politycznego Mentzena przed tegorocznymi wyborami parlamentarnymi w Polsce”. Co więcej, wysłało oficjalną skargę do UEFA.

„Sławomir Mentzen jest liderem skrajnie prawicowej partii Konfederacja, powstałej w 2019 roku. Według współzałożyciela partii Janusza Korwin-Mikkego, jej nazwa została zainspirowana Konfederacją Południa, która broniła niewolnictwa podczas wojny secesyjnej. Partia znana jest ze swojego skrajnego stanowiska wobec mniejszości etnicznych, migrantów i uchodźców, osób LGBT i praw kobiet” – napisano w oświadczeniu „Nigdy Więcej” opublikowanym w języku angielskim.

„Jesteśmy zszokowani i zbulwersowani publicznym skojarzeniem Marciniaka z Mentzenem i jego odmianą toksycznej skrajnie prawicowej polityki. Jest to niezgodne z podstawowymi wartościami fair play, takimi jak równość i szacunek. Wzywamy sędziego do przyznania się do błędu. Jeśli tego nie zrobi, uważamy, że UEFA i FIFA powinny wyciągnąć konsekwencje” – powiedział Rafał Pankowski, współzałożyciel stowarzyszenia, cytowany w komunikacie.

Europejska Unia Piłkarska zareagowała na całe zamieszanie w odpowiedzi na prośbę dziennikarzy brytyjskiego dziennika „The Guardian”. Poniżej treść komunikatu wydanego przez europejską centralę piłkarską.

„UEFA jest świadoma zarzutów dotyczących Szymona Marciniaka i domaga się pilnych wyjaśnień. UEFA i cała społeczność piłkarska brzydzi się 'wartościami’ promowanymi przez grupę, o której mowa, i traktuje te zarzuty bardzo poważnie. Dalsze oświadczenie zostanie wydane jutro, po zapoznaniu się ze wszystkimi dowodami” – napisano.

– na fakt, że nikt inny jak pozwany Rafał Pankowski publicznie zaatakował sędziego piłkarskiego Szymona Marciniaka – wysyłając również pismo w tej sprawie do UEFA – wzywając go do „do przyznania się do błędu” pod groźbą „wzywania UEFA i FIFA do wyciągnięcia konsekwencji, jeżeli tego nie zrobi”, za to tylko, że pozwolił „publicznie skojarzyć się z Mentzenem” za sprawą jego prywatnego wystąpienia na konferencji biznesowej Everest organizowanej przez tego ostatniego, przez co omal nie pozbawił go sędziowania finału Ligi Mistrzów i ogólnie nie zniszczył mu międzynarodowej kariery arbitra sportowego

na fakt, że Rafał Pankowski stosuje skrajnie lewicową kulturę wykluczenia i prześladuje ludzi za ich poglądy lub nawet – jak w tym przypadku – nawet za ich prywatne aktywności, przez co nie ma ona prawa zasłaniać się wolnością słowa w niniejszej sprawie, wszakże to on jest osobą, która łamie wszelkie zasady współżycia społecznego,

  1. Mając na uwadze cytaty z filmu przywołane przez pozwanego należy się do nich odnieść po kolei: 
  1. Jedwabne to małe miasteczko położone wśród nadnarwiańskich i nadbiebrzańskich lasów. Ta nieskażona, piękna przyroda, która dziś jest chroniona w Biebrzańskim Parku Narodowym, w latach II wojny światowej stała się scenerią niemieckiej zbrodni, która po sześćdziesięciu latach została przypisana Polakom. 10 lipca 1941 r. Żydzi z miasteczka zostali spędzeni przez niemieckich żandarmów i przyjezdny niemiecki oddział do stodoły i tam najprawdopodobniej żywcem spaleni. Ta okrutna zbrodnia została przypisana Polakom, [fragment filmu od 00:21 do 01:07].
  • dokładnie taka jest teza filmu podparta badaniami naukowymi z Rozdziału I, Metodologia, Rozdziału II, Historia Próby Ekshumacji w Jedwabnem, Rozdziału III, Historia łusek w aktach śledztwa ws. zbrodni w Jedwabnem, Rozdziału IV. Sprawa Hermanna Schappera w aktach śledztwa ws. zbrodni w Jedwabnem, Rozdziału V, Historia „burmistrza” i „żandarma” z Jedwabnego, Rozdziału VI, Jedwabne 10 lipca 1941 r. Rekonstrukcja przebiegu zbrodni, Tomu I monografii Jedwabne Historia prawdziwa oraz o w oparciu o całość dokumentów z akt śledztwa, z których najważniejsze znajdują się w Tomie II.
  • Andrzej Florkowski – biorący udział w pracach obok prof. Andrzeja Koli – pisał w swoim Sprawozdaniu antropologicznym z oceny materiałów kostnych wydobytych podczas badań ekshumacyjnych w Jedwabnie w okresie od 21 maja do 4 czerwca 2001 r. sporządzonym w 2011 r.  w sprawie S 1.00.Zn (całość sprawozdania na płycie załączonej do pozwu) na str. 6 – że nie wiadomo jaka była przyczyna zgonu Żydów [UWAGA: to jest odrębne sprawozdanie, drugie w koleności, niż sprawozdanie opisowe z wyników badań archeologicznych i prac ekshumacyjnych w miejscu zagłady Żydów w Jedwabnem koło Łomży autorstwa prof. Koli]:

Wśród pytań postawionych przez prokuratora nie jestem w stanie odpowiedzieć na pytanie d i e: Jakie były przyczyny zgonów? Przez jaki okres zwłoki znajdowały się w ziemi? Na te pytania chyba nikt nie jest w stanie odpowiedzieć.

Na pytanie f. Czy zwłoki pochowano w całości. Odpowiedź jest jednoznaczna. Widoczne w niewielkiej odsłoniętej przestrzeni są silnie pokawałkowane. Niestety ponieważ nie można było kości oglądnąć, brak jest bliższych informacji 

  • natomiast sam prof. Andrzej Kola w sprawozdaniu opisowym z wyników badań archeologicznych i prac ekshumacyjnych w miejscu zagłady Żydów w Jedwabnem koło Łomży sporządzonym w 2011 r. w sprawie S 1.00.Zn (całość sprawozdania na płycie załączonej do pozwu ) pisał, że znaleziono pocisku z wytopionym rdzeniem co sugeruje oddanie strzału w ciało oraz wiele wartościowych przedmiotów – co w ocenie powoda wyklucza motyw rabunkowy przypisywany Polakom:

Na str. 8

Z eksploracji mogiły 1, głównie z obrębu wypełniska jej partii środkowej, wydobyto kilkaset przedmiotów stanowiących w większości własność ofiar, w tym wiele monet i wartościowych przedmiotów (zob. Inwentarz). Na uwagę zasługuje odkrycie tu pocisku kalibru 9 mm od pistoletu z wytopionym rdzeniem, o niezdeformowanym kształcie, co sugerować może wstrzelenie go w miękką strukturę (tkankę ciała ludzkiego), która następnie dostała się do wysokiej temperatury (paląca się stodoła).

Na str. 11 znalazła się hipoteza co do przebiegu zdarzeń, w tym oddawaniu strzałów do Żydów – co w ocenie powoda świadczy o ich likwidacji przez Niemców, a nie Polaków.

Analiza archeologiczna badanych struktur w Jedwabnem pozwala na postawienie hipotezy co do kolejności chronologicznej zdarzeń w tym miejscu. W stratygrafii struktur najwcześniejszym było wykopanie mogiły 2 wewnątrz stodoły i umieszczenie w nich ofiar. Ze względu na brak ekshumacji nie można wnioskować o sposobie uśmiercenia ofiar. Po niezbyt dokładnym przysypaniu mogiły ziemią wprowadzono do wnętrza stodoły kolejną grupę ofiar, których ciała (spalone szczątki) ostatecznie znalazły się w mogile 1 przy stodole. Również i tu brak ekshumacji nie pozwala wnioskować o sposobie uśmiercenia ofiar. Znalezione w obrębie reliktów stodoły łuski i łódki niemieckiego karabinu typu mauser przemawiają za tym, iż przed spaleniem stodoły w jej wnętrzu strzelano. Część jednak takich łusek (ponad dwadzieścia)znaleziono także przy stodole, od strony byłego ogrodzenia cmentarza żydowskiego. Odosobnionymi przesłankami o strzelaniu do ofiar znajdujących się w stodole może być znalezienie łuski od mausera bezpośrednio pod fragmentem popiersi Lenina w mogile 2 oraz znalezienie w obrębie wypreparowanych szczątków kostnych w układzie anatomicznym w mogile 1 łuski pistoletowej z wytopionym w ogniu ołowianym rdzeniem.

  1. Śledztwo nie wyszło z fazy wstępnego zbierania materiałów/ oraz pierwszych przesłuchań, gdy przełożeni prokuratora Ignatiewa zaczęli publicznie narzucać mu jego wynik [fragment Filmu od 11:37 do 12:30].
  • Jest to prawdą i też na tą okoliczność wnioskowani są świadkowie Leon Kieres i Aleksander Kwaśniewski, którzy na początku śledztwa i jeszcze przed pracami archeologicznymi, które ujawniły niemieckie łuski i złoto, publicznie w prasie namaścili na winowajców Polaków, co wywołało przeogromny nacisk na prokuratora Ignatiewa, który wskazując innych sprawców musiałby skompromitować ówczesnego Prezydenta i Prezesa IPN.
  • Powyższe potwierdza chociażby przedstawiony powyżej Biuletyn IPN nr. 2 z Marca 2001 r., jak również artykuły z prasy cytowane w pozwie, które szerzej przytoczone i omówione są na str. 74-86 ww. Tomu I monografii.
  1. 16 maja 2001 r. odbyła się narada na temat planowanego przebiegu ekshumacji. Po jej zakończeniu, jej uczestnicy nieoczekiwanie zostali zagadnięci, przez rabina Michaela Schudricha i pana Stanisława Krajewskiego ze Związku Gmin Żydowskich. Ustalenia z Ministrem Sprawiedliwości Lechem Kaczyńskim, zażądali udziału w ekshumacji. Zgodę na ich dołączenie wyraził nadzorujący śledztwo prokurator Witold Kulesza.

Efektem tej zgody stało się stopniowe przejęcie nadzoru nad procesem ekshumacji przez kilku Żydów, którym przewodził Michael Schudrich. 20 maja Lech Kaczyński na jego żądanie zatrzymał ekshumację w Jedwabnem. Zamiast ekshumacji prowadzono odtąd prace wykopaliskowe o charakterze nieekshumacyjnym, których zasadą było nienaruszanie grobu i jego zawartości. Zasad tych bardzo skrupulatnie pilnowali stale obecni na miejscu wykopalisk, rabin Schudrich i jego ludzie.

  • Powyższe jest prawdą i ma pełne potwierdzenie w ww. wynurzeniach rabina Schudricha w przedłożonych materiałach pokonferencyjnych oraz jest odbiciem badań Tomu I monografii (str. 262-263) w oparciu treść materiału z akt sprawy, podanego w przypisach 70, 71 i 72,, tj. S 1/00/Zn; L 1 Ib, s. 2060 i Postanowienie o zasięgnięciu opinii z dn. 16 maja 2001 r, w: S 1 /00/Zn; t. 11, s. 2063 – 2064.:
  1. Stratega ekshumacji i interwencja rabina Michalea Schudricha

Następnego dnia, 16 maja 2001 roku dyrektor Głównej Komisji prof. Witold Kulesza w siedzibie Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa w Warszawie, zwołał pilną naradę, przedmiotem której było omówienie kwestii związanych z planowaną eks¬humacją w Jedwabnem. W naradzie uczestniczyli: Naczelnik OKŚZpNP Radosław Ignatiew, Prokurator Głównej Komisji Lucjan Nowakowski, Sekretarz Generalny ROPWiM Andrzej Przewoźnik, prof. Andrzej Kola, kierownik ekipy archeologiczno-antropologicznej powołanej do udziału w czynności ekshumacji oraz pracownik ROPWiM. Zebrani uzgodnili, że prace rozpoczną się 22 maja 2001 roku, a miejsca ekshumacji oraz teren, gdzie mogą znajdować się kolejne mogiły zbiorowe, będą objęte nadzorem policyjnym. Wstępne przygotowania do prac uznano za ukończone. Do sądowo-medycznych badań szczątków Radosław Ignatiew wyznaczył biegłych z Zakładu Medycyny Sądowej Akademii Medycznej w Białymstoku. Prokurator Lucjan Nowakowski oraz minister Andrzej Przewoźnik ustalili kwestie logistyczne. Prof. Kola określił technikę prac archeologicznych. Sprecyzował przewidywalną możliwość podniesienia z mogiły maksymalnie czterdziestu szczątków dziennie. W razie potwierdzenia się danych o dwóch kolejnych mogiłach, prace miały być prowadzone symultanicznie .

Po zakończeniu narady, tuż przed siedzibą ROPWiM uczestnicy spotkania, wychodząc z siedziby ROPWiM niespodziewanie natknęli się na Michaela Schudricha – rabina Warszawy i Łodzi oraz Stanisława Krajewskiego ze Związku Gmin Żydowskich, którzy w nachalny sposób zaczęli domagać się informacji na temat planów ekshumacji, powołując się na rzekomo istniejące ustalenia z Ministrem Sprawiedliwości RP Lechem Kaczyńskim. W dokumentach IPN ta niezręczna sytuacja opisana została w dość skomplikowany sposób. W każdym razie, na widok Schudricha dyrektor Kulesza przekazał rabinom zaproszenie do udziału w ekshumacji. Zaproszenie wręczył im prok. Nowakowski, prof. Kulesza natomiast umówił się z przedstawicielami gminy żydowskiej na osobistą rozmowę.

Od tego momentu przedstawiciele gminy żydowskiej zaangażowali się w prace ekshumacyjne. Od razu zaczęli też wywierać nacisk na Ministra Sprawiedliwości RP Lecha Kaczyńskiego celem podporządkowania śledztwa zasadom natury prawno-religijnej związanej z judaizmem. Widoczne stało się dążenie rabinów do przejęcia pełnej kontroli nad całym procesem ekshumacji. 

  • Andrzej Kola pisał w sprawozdaniu (całość sprawozdania na płycie załączonej do pozwu oraz) na str. 1 i 2 – że:

Prace archeologiczno-eksumacyjne w Jedwabnem k/Łomży przeprowadziła ekspedycja archeologiczna Instytutu Archeologii i Etnologii UMK w Toruniu w okresie od 21.V. do 4.VI.2001 r. na zlecenie Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa w Warszawie, zgodnie z umową nr 63-NH zawartą w dniu 18. V,2001 r. pomiędzy ROPWiM a UMK. Celem prac badawczych w zakresie archeologii było zbadanie wnętrza reliktów stodoły, w której zgodnie z dotychczasowymi relacjami, w ramach śledztwa prowadzonego zarówno w latach czterdziestych ubiegłego wieku, jak i wznowionego w roku ubiegłym, jest wiadomym, że w dniu 10.VH.1941 roku spalono bliżej nieokreśloną liczbę Żydów – mieszkańców Jedwabnego (obiegową, niezweryfikowaną dotąd liczbę ofiar tej zagłady określa się na około 1600 osób). Drugim zadaniem postawionym archeologii w ramach niniejszego zlecenia było dokładne zlokalizowanie w ramach wykopu badawczego zbiorowej mogiły ofiar tegoż mordu, która w świetle wspomnianych relacji świadków tych wydarzeń miała się znajdować tuż przy południowo-zachodniej ścianie spalonej stodoły. Po precyzyjnym zlokalizowaniu mogiły przewidywano eksplorację jej wnętrza aż do pojawienia się złożonych w niej szczątków, ich wypreparowanie i podniesienie dla badań antropologicznych i badań w zakresie medycyny sądowej. Pracami archeologiczno-ekshumacyjnymi kierował autor niniejszego opracowania, a w skład ekspedycji wchodzili archeolodzy: mgr mgr Małgorzata Grupa, Anna Drążkowska i Ryszard Kaźmierczak (będący zarazem specjalistami w zakresie konserwacji zabytków archeologicznych), oraz trzech studentów archeologii UMK. Do prac fizycznych zatrudniono mieszkańców Jedwabnego rekomendowanych przez Władze Miasta Jedwabnego. Badania antropologiczne, których zadaniem miało być określenie liczby i składu osobowego pogrzebanych ofiar, zamierzano zrealizować przez antropologów – członków ekspedycji UMK – dr Andrzeja Piórkowskiego i mgr Beatę Iwanek. Badania w zakresie medycyny sądowej miały być dokonane przez zespół pracowników naukowych Zakładu Medycyny Sądowej Akademii Medycznej w Białymstoku pod kierunkiem prof. dr hab. med. Jerzego Jana Janicy. Zespół ten miał prowadzić swe badania poza zadaniem postawionym ekspedycji UMK, działając na zlecenie Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Białymstoku. W praktyce działania w zakresie medycyny sądowej stanowić miały ostatnią fazę badań prowadzonych w ramach ekshumacji, po badaniach archeologicznych mogiły włącznie z wydobyciem szczątków, i po badaniach antropologicznych. Szczegółowe zadania w zakresie badań antropologicznych i w zakresie medycyny sądowej zostały określone ekspedycji badawczej przez naczelnika Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Białymstoku, prokuratora a Radosława J. Ignatiewa (Sygn. akt S 1/00/Zn, Warszawa dnia 15 maja 2001 r.) i przekazane do realizacji ekspedycji w Jedwabnem przez ROPWiM w Warszawie. Zadania te wyraźnie precyzują też cel ekshumacji, który miał być podporządkowany prowadzonemu śledztwu, jako „konieczność procesowa otworzenia mogiły zbiorowej, w której pochowano mieszkańców miejscowości Jedwabne, spalonych w dniu 10 lipca 1941 roku”. Dodatkowym zadaniem po stawionym ekspedycji archeologiczno-ekshumacyjnęj w Jedwabnym było przeprowadzenie prac sondażowo-wiertniczych w dwóch domniemanych miejscach występowanie (wg. relacji niektórych świadków) dalszych zbiorowych mogił ofiar mordu z dnia 10. VII. 1941 r. Miejsca te wskazano na przedłożonym ekspedycji planie. Znajdowały się one: na północ od spalonej sto doły, tuż po przeciwnej stronie pobliskiej drogi polnej, oraz w południowej partii byłego cmentarza żydowskiego (obecnie cmentarzyska), tuż przy linii nieistniejącego ogrodzenia cmentarza.

(…)

–  na fakt, że celem pierwotnym śledztwa miały być badania archeologiczne, ekshumacja i badania antropologiczne wydobytych szczątków i cele te wyznaczał nikt inny jak Prokurator Ignatiew, który w toku sprawy dowiedział się zapewne z prasy, że zarówno Prezes IPN Leon Kieres oraz Prezydent RP Aleksander „Przepraszam” Kwaśniewski za wydarzenia w Jedwabnem obwinili Polaków

Na str. 3

Już na tej głębokości (ca 30 cm) w obrębie mogiły, w jej partii północnej, zarysowały się na planie mocno wymieszane struktury ziemne zawierające przepaloną ziemię, liczne węgle drzewne i drobiny przepalonych szczątków kostnych, określonych przez antropologów jako spalone lub sprażone w wysokiej temperaturze kostne szczątki ludzkie. Dlatego też w obrębie mogiły zaniechano dalszej eksploracji. Wynikało to z podjętej w międzyczasie decyzji Ministra Sprawiedliwości RP Lecha Kaczyńskiego o wstrzymaniu prac ekshumacyjnych do momentu uzgodnień ze środowiskiem żydowskim (w osobie rabina Warszawy i Łodzi M. Schudricha) zasad ekshumacji.

(…)

Na str. 4.

Równocześnie z eksploracją archeologiczną obszaru byłej stodoły postanowiono realizować zadanie w zakresie sondaży wiertniczych dla zlokalizowania domniemanych dalszych mogił zbiorowych tej tragedii. Jednakże tu, w wyniku prowadzonych w Warszawie ze środowiskiem żydowskim rozmów, Zleceniodawca prac badawczych i ekshumacyjnych w Jedwabnem – ROPWiM, odstąpił od przeprowadzenia objętych zleceniem badań sondażowych w obrębie byłego cmentarza gdzie – w świetle niektórych relacji pozyskanych w śledztwie – miała się znajdować mogiła pierwszej grupy ofiar tragedii z 10.VII. 1941 r.

Na str. 5

W oczekiwaniu na decyzję o rozpoczęciu wstrzymanej ekshumacji mogiły, której zarys odsłonięto przy stodole, kontynuowano eksplorację wnętrza i bezpośredniego sąsiedztwa reliktów stodoły

Na str. 6-7

Eksplorację i planowaną programem prac ekshumację obu mogił uzależniono jednak od decyzji specjalnie zaproszonego specjalisty żydowskiego od spraw ekshumacji, rabina Eksteina z Izraela. Jego przyjazd nastąpił dopiero w godzinach popołudniowych, w środę drogiego tygodnia prac. Wspólnie z nim przybył rabin M. Schudrich oraz z ramienia Instytutu Pamięci Narodowej prof. L. Kulesza, który reprezentował w Jedwabnem Ministra Sprawiedliwości RP. Lecha Kaczyńskiego. Po wspólnej odprawie, w której oprócz przybyłych rabinów uczestniczyli członkowie ekspedycji (archeolodzy, antropolodzy i medycy sądowi), a także prowadzący bezpośrednio śledztwo prokurator Ignatiew i nadzorujący śledztwo z ramienia IPN prokurator Nowakowski z Warszawy, przystąpiono do eksploracji nawarstwień w obu mogiłach wg. metody zaprezentowanej przez rabina Eksteina. Polegała ona na precyzyjnym zdejmowaniu w obrębie grobów (przy pomocy szpachtelki i pędzli) wierzchniej warstwy gruntu. Jednocześnie rabin Ekstein oświadczył, że tylko przy zastosowaniu takiej metody jest możliwa eksploracja wnętrza grobów, i to tylko do momentu ukazania się szczątków kostnych w układzie anatomicznym. Szczątki będzie można wówczas oczyścić delikatnie pędzlem i dokonać ich obserwacji, jednak bez ich podnoszenia a nawet dotykania. Do przyjęcia takiej metody postępowania zobligował nas prof. Kulesza, twierdząc, że uzgodniona ona została z ministrem Kaczyńskim. Na krytyczne uwagi co do takiej metody ekshumacji, wypowiedziane przez piszącego te słowa, a także przez antropologów i medyków sądowych, prof. Kulesza oświadczył, iż konieczność przyjęcia jedynie takiego sposobu „ekshumacji” jest tu tylko możliwa, a jej przeprowadzenie (w gruncie rzeczy tej pseudoekshumacji) jest tu, ze względu na konflikt „religijnego prawa żydowskiego” i „stanowionego prawa polskiego” w obecnej sytuacji dla strony polskiej „racją stanu”. Farsa tej „pseudoekshumacji” wynikała ponadto z tego, iż jak oświadczyli rabini, rabin Schudrich już następnego dnia, tj w czwartek 3I.V. o godz. 1000 musiał opuścić Jedwabne ze względu na planowany odlot do Nowego Jorku, natomiast rabin Ekstern tego samego dnia o godzinie 1700 musiał wyjechać do Warszawy i dalej tego samego jeszcze dnia odlatywał do Izraela. Dlatego oświadczono nam, iż „ekshumacje” musimy zakończyć najpóźniej 31.V. do godziny 1600 ze względu na konieczność zorganizowania uroczystości pogrzebu „wyekshumowanych” szczątków. Bez udziału rabina natomiast jakiekolwiek prace w obrębie grobów, jak oświadczono, nie są możliwe. Ponadto, jak oświadczyli rabini, zbliżał się szabas (od piątku wieczór i sobota) i żadna ekshumacja z udziałem rabina w tym czasie nie jest możliwa. Tak więc na wyraźną prośbę prof. Kuleszy, mimo obiekcji co do postulowanej metody pracy, rozpoczęto eksplorację obu mogił. Zdawano sobie przy tym sprawę z tego, iż zarówno metoda eksploracji jak i ograniczony do zaledwie półtora dnia (ostatecznie prace prowadzono dwa i pół dnia) czas przeznaczony dla tej czynności, czyni te prace bezsensowne.

Na str. 10

Podsumowanie

Zlecone ekspedycji UMK przez ROPWiM w Warszawie prace archeołogiczno-ekshumacyjne w Jedwabnem, ze względu na zaistniałe okoliczności, a więc podporządkowanie się zasadom żydowskiej natury prawno-religijnej, nie zostały w pełni zrealizowane.

(…)

Przyjęcie ze względów religijnego prawa żydowskiego określonych zasad eksploracji wnętrza mogił w zasadzie uniemożliwiło dokonanie zamierzonej ekshumacji dla uzyskania wiedzy zawartej w postawionych w śledztwie IPN pytaniach. Desygnat ekshumacji nie został więc tu spełniony. Ograniczona (także w czasie) eksploracja spalonych i sprażonych szczątków kostnych przemieszanych z destruktami spalonej stodoły (na gruncie archeologii tzw. ciałopalenia), na którą uzyskano zgodę od rabina Eksteina, umożliwiła jedynie na bardzo fragmentaryczne badania tych szczątków.

– na fakt, że za zgodą Lecha Kaczyńskiego, ówczesnego Ministra Sprawiedliwości, co miało miejsce z rażącym naruszeniem polskiego powszechnie obowiązującego prawa stanowionego oraz zasady prawdy materialnej (obiektywnej) Żydzi przejęli pełną kontrolę nad pracami na stanowisku archeologicznym a planowana ekshumacja nigdy się nie odbyła,

  • Andrzej Florkowski napisał natomiast w Sprawozdaniu antropologicznym z oceny materiałów kostnych wydobytych podczas badań ekshumacyjnych w Jedwabnie w okresie od 21 maja do 4 czerwca 2001 r. sporządzonym w 2011 r. w sprawie S 1.00.Zn (całość sprawozdania na płycie załączonej do pozwu) na str. 5 – że nie wiadomo jaka była przyczyna zgonu Żydów

W drugiej części sprawozdania pozwolę sobie na bardzo ogólną ocenę odsłonię tych kości w mogile oznaczonej jako 1, która znajduje się poza terenem stodoły, oraz mogile nr 2 w której znaleziono postument Lenina. Ocena może być tylko bardzo ogólna, ponieważ nadzorujący rabini nie pozwalali na dotykanie, częściowo tylko odsłoniętych kości.

– na fakt, że Żydzi mieli pełną kontrolę i sprawowali nadzór nad prowadzonymi pracami,

  1. Sam rabin Schudrich, 14 lat później w 2015 r. zdradził, co wtedy zaszło: „Polscy przedstawiciele uznali też, że muszą być wrażliwi na to, co się mówi w Polsce i tak wpadłem na pomysł, który nazwałem „częściową ekshumacją”. Oczywiście, nie ma czegoś takiego jak „częściowa ekshumacja”. Albo się ekshumuje, albo nie. Uzgodnienia zatem były takie, że archeolodzy odsłonią grób do poziomu, na którym są szczątki i wtedy wezwą kogoś z prokuratury i zrobią zdjęcia. Była prośba, że oni zrobią, co ja zalecam, ale ja tego nie mogę publicznie powiedzieć, bo oni po prostu chcieli mówić, że to jest ekshumacja.” (…)

Rabin Schudrich dał do zrozumienia, że swoją mądrością i sprytem ograł polskich polityków, w tym Lecha Kaczyńskiego. „Kiedy się coś załatwia z urzędnikami i politykami, bardzo ważne, żeby oni myśleli, że to jest w gruncie rzeczy ich pomysł. I ja tak do nich podszedłem i okazało się, że prawie we wszystkim odnieśliśmy sukces.” (…) Zdjęcia z przebiegu ekshumacji dowodzą jednak, że ekshumację po prostu sfingowano, a obecni w jej trakcie przedstawiciele żydowscy rabina Schudricha po prostu robili sobie żarty, używając różdżek i paląc papierosy nad kośćmi tak rzekomo świętych dla nich rodaków.

  • powyższe jest prawdą i wynika z własnych słów Schudricha, utrwalonych w ww. publikacji pokonferencyjnej – Michael Schudrich, Jewish Law and Exhumation, Killing Sites: Research and Remembrance, International Holocaust Remembrance Alliance (ed.), 2015 Metropol Verlag, Berlin s. 79-83, tj. str. 1-8 , 79-84,
  • zdjęcia z prac terenowych czarno na białym pokazują jaka straszna hucpa i kpina z państwa polskiego miała tam miejsce, tym bardziej niezrozumiałym jest dlaczego pozwany wnioskuje o pominięcie na podstawie art. 235 1 pkt 2 k.p.c. [?] wniosków Powoda o dopuszczenie dowodu m.in. z wydruku – poglądowego – stron nr 86 i nr 102 ze sprawozdania opisowego z wyników badań archeologicznych i prac ekshumacyjnych w miejscu zagłady Żydów w Jedwabnem koło Łomży – skoro dowód ten potwierdza obecność na miejscu żydowskiego różdżkarza w osobie rabina Eksteina oraz palenie i kiepowanie przez niego papierosa nad kościami współplemieńców.
  • przywołane zdjęcia znajdują się także Tomie I monografii na str. 376 i 392,
  1. Śledztwo IPN prowadzone było więc w sytuacji, gdy najważniejsi przedstawiciele państwa polskiego: Prezydent, premier i Prymas z niejasnych do dziś przyczyn zawarli swoistą zmowę, mającą na celu obarczenie winą Polaków za zbrodnie w Jedwabnem, bez względu na dowody. W dodatku dygnitarze ci, zablokowali możliwość przeprowadzenia czynności śledczych, które mogły ich wersję podważyć. Nic więc dziwnego, że choć prowadzący śledztwo prokurator Radosław Ignatiew nie znalazł i nie wskazał żadnego polskiego sprawcy, zakończył je konkluzją pozostającą w zgodzie z oskarżeniem Polaków o sprawstwo mordu,
  • powyższe jest prawdą i znajduje odbicie w chronologii wydarzeń, publicznym obarczeniu winą Polaków przez Kwaśniewskiego i Glempa w toku śledztwa, zanim jeszcze zaczęły się prace terenowe, które miały obejmować również ekshumację – które została zatrzymana po jej rozpoczęciu, a które to prace ujawniły niemieckie łuski od broni palnej i złoto.

Jednocześnie Prokurator Ignatiew gdyby nie obarczył winą Polaków za wydarzenia w Jedwabnem to skompromitowałby Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, Prymasa Józefa Glempa oraz Prezesa IPN Leona Kieresa.

  • Zarzuty i twierdzenia:
  1. Powód podtrzymuje swoje stanowisko procesowe w całości w tym podtrzymuje wnioski o przeprowadzenie dowodów z dokumentów i ze świadków. Przeczy wszelkim twierdzeniom i zarzutom pozwanego wyraźnie nieprzyznanym,
  2. Powód zarzuca, że:
  • każde słowo w filmie oparte jest o treść monografii naukowej, a ta z kolei opiera się w całości o weryfikowalny materiał dowodowy, załączony także do tego pisma,
  • wypowiedzi pozwanego nie były elementem debaty publicznej, czy tym bardziej naukowej, a pozwany jako mający stopień naukowy winien wiedzieć jak taka debata wygląda. Powód nawet teraz – w toku procesu – jest w stanie odbyć z pozwanym publiczną, transmitowaną na żywo debatę naukową na temat treści i założeń monografii i filmu. Jeżeli pozwany również tego pragnie niech oświadczy powodowi na piśmie, że chce taką debatę chce z nim odbyć,
  • pozwany nie działa i nigdy nie działał w żadnym interesie społecznym a na wolność słowa powołuje się tylko wtedy, gdy jest to dla niego wygodne, co doskonale wykazał przykład tego, co pozwany zrobił z sędzią piłkarskim Szymonem Marciniakiem. Pozwany nie ma więc prawa zasłaniać się wolnością słowa przy naruszenia dóbr osobistych powoda i efektów jego wieloletniej pracy badawczej,
  • opinia pozwanego o filmie, wbrew twierdzeniom, nie jest rzetelna i nie jest usprawiedliwiona, a wypowiedzi co do faktów nie mają odbicia w rzeczywistości,
  • to pozwany powinien wykazać, że: Tezy te (filmu) są nietrafne, niezasadne i niepoparte całościową analizą materiałów źródłowych [drugi wers od dołu str. 6 odp. na pozew], skoro zarzuca powodowi, że jego film ma na celu zniekształcenie pogromu w Jedwabnem, podczas którego Polacy zabili co najmniej 340 Żydów 10 lipca 1941 roku. Tymczasem to powód przekłada dowody na to, że tezy filmu są prawdziwe, a pozwany chce, by dowody te Sąd pominął.

Swoją drogą zawartość akt sprawy Jedwabnego oraz towarzyszącym jej okolicznościom, które powód wykazał, są tak skandaliczne, obrazujące bezprawie i niemoc w funkcjonowaniu państwa polskiego, że przez 20 lat akta tej sprawy były ukrywane przed publiczną, aby ta nigdy się ona nie dowidziała co znajduje się w ich treści.

  • naprawdę absurdalne są tezy podnoszone przez pozwanego w odpowiedzi na pozew.

Z jednej strony pozwany utrzymuje, że jego wypowiedź to ocena pracy powoda, który przedstawia się jako rzetelny historyk, następnie pozwany twierdzi – bez żadnych na to dowodów – Tezy te (filmu) są nietrafne, niezasadne i niepoparte całościową analizą materiałów źródłowych, a na końcu oświadcza, że: Wnioski dowodowe Powoda zmierzające do udowadniania tez stawianych w Filmie, m.in. na temat wyników i rzekomych manipulacji przy śledztwie Instytutu Pamięci Narodowej czy rzekomego niemieckiego sprawstwa zbrodni w Jedwabnem, są bez znaczenia z punktu widzenia rozstrzygnięcia niniejszej sprawy.

Z powyższego wynika niedorzeczna teza, że nawet potwierdzenie przez powoda dalszymi dowodami w toku sprawy, np. ze świadków jak Prokurator Ignatiew, że za wydarzenia w Jedwabnem odpowiadają Niemcy, to pozwany dalej będzie mógł mówić, że film ma na celu zniekształcenie pogromu w Jedwabnem, podczas którego Polacy zabili co najmniej 340 Żydów 10 lipca 1941 roku

Przy tym stanie sprawy wnoszę jak na wstępie.

Oświadczam, że niniejsze pismo zostało nadane na adres pełnomocnika pozwanego listem poleconym.

Najnowsze