Samochód kolumbijskiego senatora Alexandra Lopeza został ostrzelany – ogłosił we wtorek wieczorem prezydent Kolumbii Gustavo Petro. To kolejny atak przypisywany zbrojnym grupom rebelianckim przed planowanymi na 31 maja wyborami prezydenckimi.
Petro powiedział miejscowym mediom, że była to próba porwania Lopeza. Wyjaśnił, że senator ze względów bezpieczeństwa zmienił samochód i „to go uratowało”. O zamach oskarżył „zbrojną grupę przemytników narkotyków, kierowaną przez Ivana Mordisco i Marlona”.
Ivan Mordisco i Marlon to pseudonimy dowódców organizacji rebelianckiej Estado Mayor Central (EMC), odłamu Rewolucyjnych Sił Zbrojnych Kolumbii (FARC), które przez dziesięciolecia walczyły przeciwko kolumbijskiemu rządowi. Gdy w 2016 roku FARC zawarły z rządem porozumienie pokojowe, EMC odmówił złożenia broni.
Według dziennika „El Tiempo” zamach na senatora miał miejsce na drodze łączącej miasta Popayan i Cali w południowo-zachodniej części kraju, gdzie aktywnie działa EMC. Gazeta przekazała, że w wyniku zdarzenia ranne zostały dwie osoby, ale nie podała żadnych szczegółów na ich temat.
W ostatnich tygodniach w Kolumbii doszło do serii ataków na infrastrukturę wojskową i cywilną, przypisywanych rebeliantom. Pod koniec kwietnia w zamachu bombowym na odcinku autostrady panamerykańskiej w departamencie Cauca, którego stolicą jest Popayan, zginęło 20 osób, a 36 zostało rannych. Władze oskarżyły o to frakcję EMC kierowaną przez Marlona.
Lopez należy do koalicji politycznej prezydenta pod nazwą Historyczny Pakt i jest regionalnym koordynatorem kampanii wyborczej jego sojusznika Ivana Cepedy, który prowadzi w sondażach przed planowaną na 31 maja pierwszą turą wyborów prezydenckich. Ze względu na ograniczenie konstytucyjne Petro nie może ubiegać się o reelekcję.
W piątek wieczorem w środkowej części kraju zastrzelono dwóch działaczy sztabu wyborczego głównego rywala Cepedy, prawicowego kandydata Abelardo de la Esprielli. Według polityka za zabójstwem działaczy jego sztabu również stali rebelianci wywodzący się z FARC.
