Policja weszła do domu prezesa Republiki Tomasza Sakiewicza. Funkcjonariusze skuli jego asystentkę. Według dziennikarza cała sprawa jest jednak podejrzana, a podający się za funkcjonariuszy mężczyźni – w jego ocenie – zachowywali się jak bandyci.
Jak przypomniano, na 20 maja Sakiewicz został wezwany na przesłuchanie do prokuratury w związku ze sprawą byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro, który przebywa obecnie w USA. Sakiewicz ma być podejrzany o pomocnictwo w ucieczce byłego szefa resortu sprawiedliwości.
Według telewizji, od środy dochodzi do serii incydentów wymierzonych w Republikę. – Służby, w tym policja, straż pożarna i pogotowie ratunkowe interweniowały w naszej siedzibie, a także w jej najbliższym sąsiedztwie. Ponadto także w prywatnych mieszkaniach naszych dziennikarzy – słyszymy.
Jednym z powodów interwencji służb miała być wiadomość e-maill o podłożeniu bomby. Autor miał grozić wysadzeniem budynku przy pl. Bankowym 2 w Warszawie.
W piątek służby weszły do domu prezesa Republiki Tomasza Sakiewicza.
– Policja siłą wtargnęła do mojego domu, skuła moją asystentkę, twierdząc, że znajduje się tu ktoś, jakieś dziecko, w zagrożeniu. Powiedzieli, że ją rozkują, jak się wylegitymuje, ale to było niemożliwe, ponieważ była skuta, więc jakby z góry to uniemożliwili – relacjonował szef Republiki.
– Próbowali ją wyprowadzić, ja zszedłem za nimi. Mamy zdjęcie samochodu. Policja do końca się nie wylegitymowała, do końca odmówiła przedstawienia się, kim są. Byli umundurowani (…) Zachowali się jak bandyci – dodał.
– Przeszukali mi mieszkanie bez mojego pozwolenia, nie mając żadnego nakazu. Moje mieszkanie jest także jednym z lokali redakcyjnych (…), więc naruszono również tajemnicę dziennikarską – mówił Sakiewicz.
Jak relacjonował, jego asystentka została skuta, ponieważ funkcjonariusze twierdzili, że „przeszkadza im w interwencji”.
– Co ciekawe, mnie nie skuli. Filmowałem ich. Służby nie chciały ze mną rozmawiać, ja domagałem się tego, bo to moje mieszkanie. Nie mieli żadnego nakazu, weszli do moich pokoi – powiedział.
Jak dodał, poszedł za policjantami i wtedy uwolnili oni kobietę. Mieli także „uciec”, oznajmiając, że „interwencja się skończyła”. – Na pełnym gazie uciekli z miejsca popełnienia przez nich przestępstwa – powiedział.
Według prezesa Republiki to już trzecia nietypowa interwencja w ciągu kilkunastu godzin w jego mieszkaniu. – Trzecie najście. To samo się odbywa w domach niektórych innych naszych dziennikarzy. Mamy do czynienia z niebywałą akcją zastraszenia, zniszczenia Republiki, fizycznie, nie dali rady tego zrobić materialnie, nie dali rady prawnie, to po prostu bandycko napadają na nasze mieszkania, sądząc, że akurat na mnie to zrobi specjalne wrażenie – dodał.
– Nie, proszę Państwa, ja walczyłem ze Służbą Bezpieczeństwa w podziemiu, jako nastolatek, i nawet umundurowani bandyci na mnie wrażenia nie robią – wskazał.
W czasie, kiedy Sakiewicz relacjonował, co stało się kilkadziesiąt minut wcześniej w jego mieszkaniu, policja miała też stać przed siedzibą Republiki i legitymować ludzi wchodzących i wychodzących z budynku.
