Niemieckie media twierdzą, że w naszym kraju rozwija się handel środkami dopingującymi. „Handel środkami dopingującymi jest w Polsce bardziej lukratywny niż biznes narkotykowy” – napisano w „Die Tageszeitung”.
TAZ opisał w środę pracę polskich śledczych w środowisku rozprowadzającym środki dopingujące. Redakcja podała, że w jednej z „szeroko zakrojonej akcji w Warszawie” na początku tego miesiąca znaleziono i zabezpieczono broń palną oraz sterydy, które używano głównie w latach 70-tych i 80-tych. Oprócz tego znaleziono też nowoczesne środki, jak peptydy czy substancje SARM.
Prokurator Katarzyna Szołtysik w rozmowie z niemieckim dziennikiem przekazała, że w przypadku współczesnych środków ich wykrycie w organizmie jest dużo trudniejsze. Wymaga m.in. specjalistycznych badań.
Od ponad sześciu lat w wykrywaniu handlu środkami dopingującymi pomaga Polska Agencja Antydopingowa (Polada). To specjalna komórka utworzona do szkolenia policjantów oraz do pomocy w identyfikacji substancji.
„Tylko w tym roku przeprowadzono już 48 śledztw, w latach 2024-2025 było ich łącznie 120” – poinformował TAZ.
„Skala operacji jest ogromna. Podobnie jak ilość przejętych substancji dopingujących i nielegalnie produkowanych leków” – zaznaczono.
Śledczy wskazują, że warunki produkcyjne tych środków „bywają przerażające”. TAZ wskazało przykład, gdzie jedno z laboratoriów znajdowało się w piwnicy pod klatką z psami.
Specjaliści z Polady przekazali, że grupy przestępcze w Polsce coraz częściej przechodzą z typowych działalności, np. sprzedaży papierosów czy narkotyków na handel substancjami dopingującymi. Są dla nich bowiem „bardzo opłacalne” i znacznie trudniej jest namierzyć producentów.
– Mieliśmy już przypadki, w których osoby, które odbyły wyroki za handel narkotykami, postanowiły działać bardziej wyrafinowanie. Produkowały sterydy i nielegalne leki. Nie tylko kara była łagodniejsza, ale też zdawali sobie sprawę, że zysk będzie jeszcze większy – powiedziała TAZ prok. Katarzyna Szołtysik.
Stosowane są też „triki”, np. jedna grupa podejrzanych po wykryciu deklarowała, że ich preparaty mają „charakter naukowy”.
– Sieć przedstawiała się jako renomowana firma, a nawet działała jako sponsor klubów piłkarskich, w tym z najwyższej polskiej ligi – podkreśliła prokurator.
Największe trudności służby w Polsce mają z odcięciem przestępców od źródeł zaopatrywania. Wiele półproduktów pochodzi z Chin i z Indii. Obecnie nie ma żadnej stałej współpracy w wykrywaniu tego typu dostaw.

