W Europie przedstawiciele kilku krajów potępili użycie siły przez armię amerykańską i zaapelowali o poszanowanie prawa międzynarodowego. Interwencję pochwaliły Włochy i rząd Meloni, ale i prezydent Francji Emmanuel Macron. Ciekawe jest jednak, że początkowo potępił amerykańskie bombardowania jednak francuski minister spraw zagranicznych Jean-Noël Barrot. Napisał o „poważnym naruszeniu prawa międzynarodowego, godności i prawa do samostanowienia” Wenezueli.
Później zamilkł. Prezydent Macron oświadczył, że Nicolas Maduro był „dyktatorem” i jego odejście jest „dobrą wiadomością dla Wenezuelczyków”. „Skonfiskował wolność swojego narodu i sfałszował wybory w 2024 roku” – dodał francuski przywódca. Kilka dni później Macron już skrytykował „metodę zastosowaną” przez Stany Zjednoczone do pojmania prezydenta Wenezueli, która „nie została ani poparta, ani zaakceptowana” przez Francję. „Bronimy prawa międzynarodowego i wolności narodów ” – oświadczył nawet prezydent.
Zmiany stanowiska prezydenta wynikają zapewne z krytyki ze strony wielu polityków, szczególnie na lewicy. Po amerykańskiej operacji mocno pobudziła się bowiem cała europejska lewica, a ta francuska jest od zawsze dość antyamerykańska. We Francji partie lewicy ostro krytykowały Macrona za jego deklarację pośredniego wsparcia upadku Maduro, a na cokole pomnika na Placu Republiki spalono nawet amerykańską flagę. Lewicowa partia La France Insoumise i Francuska Partia Komunistyczna wezwały do demonstracji poparcia dla narodu wenezuelskiego „przeciwko agresji Trumpa” i powiedzenia „stop imperialistycznej agresji przeciwko Wenezueli”. Szef Zbuntowanej Francji Jean-Luc Mélenchon mówił, że „wkraczamy w nową, dramatyczną fazę w historii naszego świata, w której Stany Zjednoczone Ameryki, ze swoimi najbardziej odrażającymi imperialnymi zwyczajami, interweniują u swoich sąsiadów i zagrażają wszystkim innym, a po raz kolejny prawdziwą przyczyną tej interwencji jest ropa naftowa”.
Akcja USA nie tylko lewicy się nie spodobała. Były centrowy premier Dominique de Villepin oskarżył nawet Emmanuela Macrona o „podporządkowanie się” Donaldowi Trumpowi. Uznał, że to postawa „ślepego posłuszeństwa, nieświadoma rzeczywistości i nieodpowiedzialna wobec przyszłości naszego kraju i Europy”. Według Dominique de Villepin amerykańska operacja w Wenezueli zwiastuje „zakłócenie porządku świata ”, w wyniku którego europejskie demokracje tracą na znaczeniu, a „państwa narodowe takie jak Francja stanowią przeszkodę dla imperiów”. Villepin uważa, że Emmanuel Macron wolał „nie reagować przesadnie”, ponieważ „obawiał się zirytować Donalda Trumpa, a ma przed sobą bitwę, która jest dla niego ważniejsza, czyli walkę o Ukrainę i wybrał swój cel”. Zdaniem byłego premiera jednak „brak reakcji na to, co dzieje się w Wenezueli, osłabi walkę o Ukrainę”.
Sylwestrowe remanenty z Francji
Sylwester 2026 we Francji oznaczał co najmniej 1173 spalonych pojazdów i 505 aresztowań i był to w sumie gorszy bilans niż w roku poprzednim (984 spalone auta). Noc sylwestrowa była tu ponownie naznaczona aktami przemocy, pomimo tego że rozmieszczono w całym kraju 90 tys. policjantów i żandarmów. Najwięcej aktów przemocy i zamieszek miało miejsce w stołecznym regionie Île-de-France oraz w Alzacji. W departamencie Hauts-de-Seine odnotowano 23 podpalenia pojazdów, w Bagneux patrole policyjne zostały ostrzelane z wyrzutni fajerwerków. Także posterunki policji w Nanterre i Chelles były ostrzeliwane, a podobnie było departamencie Essonne, gdzie dodatkowo spalono 21 samochodów i podpalano kosze na śmieci. W samym Paryżu aresztowano kilka osób za próby włamań do sklepów i kradzieże. Tylko według paryskiej prokuratury, w stolicy między 31 grudnia 2025 r. a 1 stycznia 2026 r. zatrzymano 125 osób, w tym 33 za umyślne stosowanie przemocy, 15 za udział w grupie z zamiarem popełnienia przemocy lub wandalizmu oraz 10 za posiadanie substancji psychotropowych. 15 z nich to nieletni.
W alzackiej Miluzie podpalono około piętnastu pojazdów, a policjanci zostali zaatakowani ostrzałem z fajerwerków. Liczne pojazdy podpalano również w Nicei, Reims i Nîmes. W Nîmes policjanci zostali dodatkowo obrzuceni kamieniami. W Rezé (Loara Atlantycka) posterunek policji padł ofiarą powtarzających się ataków i ostrzału moździerzowego. Tam spalono 24 pojazdy. W Strasburgu spłonęło 101 pojazdów, a dwudziestu pięciu funkcjonariuszy zostało rannych. Zamieszki przeciągały się tu przez kilka dni i w końcu skierowano tam dodatkowe siły policji z brygady do tłumienia zamieszek CRS.
Dodajmy, że do incydentów doszło również dodatkowo w kilku francuskich miastach po… zwycięstwie Algierii nad Gwineą Równikową w Pucharze Narodów Afryki. Incydenty miały miejsce w Paryżu, gdzie wybuchły zamieszki w dzielnicach La Chapelle i Barbès. W Roubaix autobus został zaatakowany przez kibiców machających algierskimi flagami. Wieczorem doszło również do zamieszek w Tuluzie. A jeszcze kilka dni przed Sylwestrem minister spraw wewnętrznych Laurent Nunez przygotowywał policję na „trudną noc” i mówił o polityce „zerowej tolerancji” dla chuliganów, wydając organom ścigania „bardzo stanowcze instrukcje”. Było jednak jak zwykle i świeckiej tradycji sylwestrowej we Francji stało się zadość.
Partia Marine Le Pen przed wyborami pozbywa się radykałów i „oszołomów”
Francuska partia Zjednoczenie Narodowe (RN) chce się coraz mocniej prezentować jako partia „zwykłej” prawicy. Niedawno niektóre analizy pokazywały, że jej rzekomo „skrajnie prawicowy” program, w rzeczywistości odpowiada programowi centroprawicy (RPR i Republikanie) z przełomu XX i XXI wieku. Teraz zbliżają się wybory samorządowe i trwa „czyszczenie list”. RN nie chce już „czarnych owiec” w wyborach samorządowych, co zawsze było wykorzystywane w propagandzie przeciw tej partii. Laurent Jacobelli, poseł i rzecznik Zjednoczenia Narodowego mówił, że dla kontrowersyjnych kandydatów nie będzie miejsca na partyjnych listach.
Podczas wyborów parlamentarnych w 2024 roku, RN było mocno atakowane właśnie za kontrowersyjne wypowiedzi niektórych kandydatów i mogło stracić w ten sposób trochę wyborców. Jacobelli jako rzecznik partii zapowiedział, że będzie „ścigać” kandydatów, których nazwał „czarnymi owcami”. Na listę takich „owieczek” można trafić za wypowiedzi „antysemickie lub rasistowskie”. Niedawno portal Mediapart ujawnił, że kilkunastu kandydatów RN jest oskarżanych o „rasistowskie, antysemickie lub homofobiczne wypowiedzi” lub powiązania z radykalnymi grupami. Jacobelli stwierdził, że nie uzyskali oni poparcia jego partii i chociaż zgłoszono takie kandydatury, to kandydaci usłyszeli – „nie”.
Laurent Jacobelli był pytany o przykład Virginie D’Orsanne – kandydata Zjednoczenia Narodowego w Fougères (departament Ille-et-Vilaine). Jej radykalizm ma się opierać na wypowiedzi o tym, że „aborcja to regres społeczny” i słowach z 2016 roku, kiedy to nazwała kampanię „zapobiegania AIDS” wśród homoseksualistów „obrzydliwą propagandą ideologiczną”. Nawet w takim przypadku dość jasnej wizji wartości rzecznik Jacobelli unikał odpowiedzi i niejasno mówił, że „we Francji jest 36 tys. gmin i trudno mi wszystkich znać”.
Wygląda to na partyjne „czystki” i pozbywanie się kandydatów o bardziej wyrazistych poglądach. Portal Mediapart twierdzi nawet, że „Zjednoczenie Narodowe wdrożyło bezprecedensowy proces selekcji”. Czy jednak ustępstwa wobec propagandy lewicowej to dobra droga do wygranej?
Po protestach rolników nagle radzą sobie z umową z Mercosurem
Francuscy rolnicy nie kończyli protestów związanych z kryzysem tego sektora. Chodzi m.in. o umowę z Mercosurem, ale też o całościową politykę UE, która niszczy rolnictwo. Protesty miały jak zwykle gwałtowny charakter. Przed willą Macronów w Le Touqet wyładowano zgniłe warzywa, zablokowano wiele dróg i instytucji. W kilku miejscach protesty przeciągały się i zapowiadano nowe akcje. 24 grudnia w kilku takich miejscach odbywały się Msze Bożonarodzeniowe, a spektakularna Pasterka miała miejsce np. na blokadzie autostrady A64 w Carbonne, niedaleko Tuluzy. Ksiądz Jean-Marie Hary, jak mówił, „stanął u boku cierpiących mężczyzn i kobiet”. W Mszy wzięło udział kilkaset osób. Na blokadzie ustawiono też choinki, a nawet Szopkę Bożonarodzeniową. Jak podawało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, we Francji tylko w Wigilię trwały 53 akcje protestacyjne rolników.
Prezydent Emmanuel Macron spotykał się wcześniej w Pałacu Elizejskim ze związkami zawodowymi rolników, aby omówić porozumienie UE-Mercosur. Rolników martwi nie tylko umowa z Mercosur. W Ariege i kilku innych regionach wybijane są stada krów ze względu na choroby zakaźne. Wielu farmerów skarży się, że ich produkcja jest nieopłacalna. Protestom towarzyszy wsparcie społeczne. Niektóre akty wsparcia były dość spektakularne. I tak przebrany za Świętego Mikołaja motocyklista dokonał 24 grudnia skoku swoją maszyną, wybijając się z rampy przez kilka traktorów. Był to popis Arnauda Zoldosa, znanej postaci motocrossu w regionie Gers.
Opór okazuje się przynosić efekty. Francuski rząd obiecał, że wprowadzi zakaz importu produktów z Ameryki Południowej „zawierających pozostałości substancji zakazanych w Europie”. To prosty przepis na zatrzymanie nieuczciwej, zdaniem francuskich rolników, konkurencji z Południowej Ameryki. Taki plan ogłosili premier i minister rolnictwa Francji, dodając, że tego typu dekret zostanie wydany „w najbliższych dniach”. Ma on zablokować import produktów spożywczych z Ameryki Południowej.
Francja będzie jednak musiała uzyskać tu zgodę Komisji Europejskiej. Dekret ma być środkiem zaradczym wobec umowy z Mercosur. Chodzi o produkty zawierające pozostałości np. zakazanych w Europie nawozów. Premier Sébastien Lecornu ogłosił taką decyzję na X w niedzielę 4 stycznia. Ma to uspokoić rolników. „Awokado, mango, guyawy, owoce cytrusowe, winogrona i jabłka z Ameryki Południowej nie będą wpuszczane do kraju” – obiecał szef francuskiego rządu i zapowiedział „wzmocnione kontrole przeprowadzone przez wyspecjalizowaną brygadę, aby zagwarantować przestrzeganie naszych norm sanitarnych”.
Minister rolnictwa Annie Gennevard poinformowała wcześniej w wywiadzie dla La Tribune Dimanche, że „wprowadza środek ostrożności”, aby „zawiesić import artykułów spożywczych z Ameryki Południowej, takich jak awokado czy jabłka, które zawierają substancje zakazane w Europie”. Przyznała jednak, że ostateczna decyzja zależy od Brukseli. Dekret został opublikowany 6 stycznia 2026 roku. Francja będzie musiała uzyskać zielone światło od Komisji Europejskiej w ciągu 10 dni. Rolnicy zapowiedzieli jednak mobilizację po przerwie świątecznej, więc premier Sébastien Lecornu zdecydował się opublikować „list otwarty”, w którym o bardziej „proaktywne podejście do trudności, z jakimi boryka się sektor”. Obiecuje „położenie kresu podwójnym standardom” i „przywrócenie sprawiedliwości gospodarczej” poprzez dostosowanie przepisów, które „karzą rolnictwo, nie zawsze skutecznie chroniąc środowisko i zdrowie”. W przypadku konkurencji z Ameryki obiecuje – „zasada będzie prosta: te same standardy dla wszystkich, te same kontrole dla wszystkich”.
Ochotnicza służba wojskowa
Minister Sił Zbrojnych ogłosił szczegóły programu naboru w ramach nowej ochotniczej służby wojskowej. Oferta skierowana jest do młodych ludzi w wieku od 18 do 25 lat i zaciąg rozpocznie się tego lata. Minister sił zbrojnych Catherine Vautrin zapowiedziała kampanię informacyjną, która rozpoczyna się 12 stycznia. W pierwszym roku ochotnicza służba wojskowa ma zrekrutować 3000 młodych ludzi. Osoby zainteresowane mogą zgłosić na „Dzień Mobilizacji” i wypełnić ankietę. Drugi etap selekcji to sprawdzanie umiejętności i zainteresowań ochotników, a także „ocena ich motywacji”.
Wybrani kandydaci zostaną powiadomieni o decyzji w maju. Program ma umożliwić wybranym do służby uczniom ostatnich klas szkół średnich odbycie służby wojskowej bez utraty możliwości studiowania. Zapisy ochotników na studia zostaną przesunięte na następny rok. Zaciąg rozpoczyna się od miesięcznego szkolenia, a następnie dziewięciu miesięcy „użytecznej służby ” w trzech rodzajach sił zbrojnych. Według minister ich misje mogą obejmować prace inżynieryjne lub administracyjne w wojsku, nadzór morski lub wsparcie logistyczne w Siłach Powietrznych. Nie przewiduje się ich służby poza granicami Francji. 3 tysiące ochotników niewiele zmieni liczebność armii, ale takie działania cieszą się poparciem społecznym. Według sondaży aż 83 proc. Francuzów opowiada się za wprowadzeniem dobrowolnej służby wojskowej.
Jak jeszcze dowartościować zabijanie dzieci nienarodzonych?
Parlament francuski zagłosował za „rehabilitacją kobiet skazanych za aborcję”. Chodzi o epokę przed 1975 rokiem; kiedy to zabijanie dzieci poczętych zostało zdepenalizowane tzw. ustawą Veil. Teraz parlament uznał „krzywdę, jaką poniosły kobiety skazywane do 1975 roku” za zabijanie dzieci nienarodzonych, a stowarzyszenia feministyczne przyjęły decyzję z zadowoleniem ze względu na jej „symboliczne znaczenie dla zdrowia i praw kobiet”. O odebranym życiu dzieci nikt się nie zająknął.
We Francji „prawo aborcyjne” zostało już wcześniej zapisane w konstytucji i zdaje się, że feministki nie wiedzą za bardzo, o co dalej walczyć. Doprowadziły jednak, w ramach proaborcyjnej „tresury społecznej” do tego, że 18 grudnia parlament i to jednogłośnie przyjął ustawę o „rehabilitacji kobiet skazanych za aborcję przed wprowadzeniem w 1975 r. ustawy Veil”. W ustawie potępia się państwo za ochronę życia, czyli karanie aborcjonistek i blokowanie dostępu do informacji na temat aborcji, co stanowiło „atak na ochronę zdrowia kobiet, ich autonomię seksualną i reprodukcyjną”, a także na same „prawa kobiet”.
Ustawa jest w sumie po nic, ale jej projektodawcy uważają to element odpowiedniego wychowania społeczeństwa do akceptowania aborcji. Warto zwrócić uwagę na „jednomyślność” deputowanych (także tych z prawicy), co pokazuje, jaką drogę przebyła Francja od czasu legalizacji aborcji. W 1975 roku ustawa Veil została przyjęta po 25 godzinach debaty, 284 głosami za i 189 przeciwko i to tylko na pięć lat próby. Przy tym nie zezwalała ona na aborcję, ale ją tylko depenalizowała. Wówczas wszyscy byli dość zgoni, że nie jest to wartość, lecz zło.
