Strona głównaMagazynOjcowie założyciele czy bandyci?

Ojcowie założyciele czy bandyci?

-

- Reklama -

„Jest on jak czuły ojciec dla swych poddanych” – to pierwsza chronologicznie ocena moralna Mieszka I zawarta w relacji Ibrahima ibn Jakuba w przekazie Al-Qazwiniego. W polskiej historiografii aż do początku XXI stulecia Mieszko I pozostaje ojcem-założycielem państwa polskiego. W to miejsce autorzy czarnej legendy Piastów kreują już nie tylko w specjalistycznej literaturze, ale i w publicystyce historycznej, w tym również w filmikach na YouTube przeznaczonych dla szerokiego kręgu odbiorców, nowy wizerunek tego władcy, mający rodzić w ich umysłach natychmiastowe skojarzenie: „Mieszko I – handlarz ludźmi” – bezwzględny eksploatator swoich poddanych, masowo wyprzedający ich Arabom i Żydom za srebrniki, tylko po to, by budować swoje „prywatne przedsięwzięcie”.

Ta „zmiana paradygmatu” niesie ze sobą konsekwencje daleko szersze i głębsze dla polskiej tożsamości niż tylko zmianę poglądów badaczy na temat początków Polski.

Charakterystyczną cechą etnosów zarówno najbardziej prymitywnych, jak i rozwiniętych narodów, niezależnie od epoki, jest bowiem posiadanie swoistego, założycielskiego mitu narodowego (ang. founding myth, jako element national myth). Zasadniczo mity założycielskie, jak i całe legendarne początki, zwane w cywilizacji łacińskiej origo gentis, mają wydźwięk pozytywny jako jeden z fundamentów tożsamości zbiorowej. Wspólny mit narodowy i pamięć historyczna są bowiem, jak określił prof. Anthony D. Smith, jednym z fundamentalnych atrybutów narodu. Czasami były one kreowane z wielką przesadą.

Jak pisał w XVIII wieku ks. Wincenty Skrzetuski, autor pierwszej polskiej syntezy dziejów Szwecji, „Historyja Królestwa Szwedzkiego”: „W każdym kraju byli tak niebacznie do Ojczyzny swojej przywiązani dziejopisowie, że jego początki od czasów najdawniejszych z małą lub żadną do wiary podobnością wyprowadzali”. Na ich tle, niezwykle oszczędna w informacjach na temat prapoczątków Polski pierwsza „Kronika polska” anonimowego, cudzoziemskiego autora, zwanego Gallem, jawi się jako powściągliwa i solidna.

Igor D. Górewicz, w książce „Piastowie, legendy i niewolnicy”, przypomina dokonany przez prof. Gerarda Labudę podział badaczy, względem ich stosunku do przekazu Anonima o przodkach Mieszka I, na „łatwo-wiernych, mało-wiernych i nie-wiernych”. Ci ostatni zanegowali m.in. historyczność Siemowita, Leszka / Lestka i Siemomysła, dlatego że ich cechy (w tym wypadku pozytywne) mają coś oznaczać lub wpisują się w jakiś logiczny proces. Obecność tych cech w micie założycielskim dynastii Piastów, a zarazem państwa polskiego, ma wykluczać historyczność przekazu „Kroniki”. Jako przykład współczesnego „nie-wiernego”, Górewicz cytuje Pawła Żmudzkiego, który uznał, iż „Legenda piastowska jest mitem założycielskim i tylko na poziomie mitycznym można ją racjonalnie interpretować”.

Nie ma prostej alternatywy

Alternatywa „mit albo fakt” (Mythos vs. Logos) w historiografii jest jednak fałszywa. Funkcjonowanie jakiegoś przekazu historycznego w roli mitu założycielskiego nie określa jego relacji czy wręcz opozycji do prawdy historycznej, ale rolę w świadomości narodowej. Origo gentis może zawierać fikcyjne opowieści, jak i fakty historyczne. Nikt przecież nie neguje historyczności statku „Mayflower”, Jerzego Waszyngtona i Deklaracji Niepodległości, dlatego że konstytuują mit założycielski Stanów Zjednoczonych. Nie można więc inaczej podchodzić do epok wcześniejszych, z tego powodu że mają skromniejszy zasób źródeł. Chrzest Mieszka I jako Chrzest Polski jest konstytutywnym elementem polskiego mitu założycielskiego, a nie staje się z tego powodu fikcją. Już w XIX stuleciu znakomicie ośmieszył podejście „nie-wiernych” Jean-Baptiste Pérès w pracy „Comme quoi Napoleon n’a jamais existé”, w której stosując ich metodę, „udowodnił”, że Napoleon Bonaparte nigdy nie istniał, a przekazy źródłowe o nim są jedynie egzemplifikacją kultu solarnego.

Gall Anonim zaznaczył przy przekazywaniu okrojonej niestety przez siebie „legendy piastowskiej”, iż tak „opowiadają starcy dalekich pamiętni czasów (seniores antiqui)”. Kim byli ludzie określeni w ten sposób i dlaczego ich przekaz jest wiarygodny, można zrozumieć przez analogię do roli takich ludzi w pozornie odległych obecnie kulturach, które zbadał belgijski historyk i antropolog prof. Jan Vansina. W kulturach niepiśmiennych Afryki i Oceanii pamięć o przodkach, zwłaszcza władcach, przekazywana przez „strażników pamięci”, w Afryce Zachodniej zwanych z francuskiego griotami, sięgała kilkunastu, a nawet ponad dwudziestu pokoleń.

Dlatego trzeba wiedzieć, czym jest przekaz historii rodu w takich kulturach, a także w tych, gdzie ród ma istotne znaczenie, jak choćby w polskiej kulturze szlacheckiej (ale nie tylko, bo i chłopi w XIX wieku podawali na listopadowe wypominki imiona przodków do siedmiu pokoleń wstecz) oraz kim są i jaką rolę w nich pełnią „starcy, dalekich pamiętni czasów”, jako „strażnicy pamięci”. W świetle tego bezkrytyczne podważanie historyczności skąpego przekazu na temat czterech zaledwie pokoleń przed Mieszkiem jest typowym prezentyzmem patrzącym na sprawę z perspektywy kultury piśmienniczej, a nawet współczesnej kultury informatycznej oraz społeczeństwa zatomizowanego, w którym wielu ludzi nie zna dziejów życia nawet swoich dziadków. Inaczej było jednak w tamtej epoce. To sam kronikarz niestety podjął decyzję, by „puścić w niepamięć” wydarzenia IX/X wieku przechowywane w pamięci „starców”, na progu epoki dziejopisarstwa w Polsce, gubiąc ją bezpowrotnie.

Co jest w mitach założycielskich narodów?

Bez względu na to zatem, czy przyjąć dłuższy, czy krótszy łączny czas oszacowany panowania poprzedników Mieszka I, to na koniec rządów pierwszego z nich – Siemowita – przypadać może rozpoczęcie budowy państwa nazwanego później gnieźnieńskim. Jego panowanie w pierwszym dziesięcioleciu X wieku przypada na czas upadku Wielkich Moraw, jakkolwiek interpretować tę korelację. Nowe dane archeologiczne nie podważają więc w tym względzie piastowskiej tradycji, natomiast w błędzie są autorzy, dla których „nie bardzo jest miejsce” dla tej trójki w nowej, krótszej chronologii początków państwa, zwłaszcza że nie jest ona taka pewna.

W mitach założycielskich narodów zarówno własnych, jak przypisywanych innym, kluczową rolę odgrywa moralna kondycja i pochodzenie ojców założycieli. Nie miejsce tu na ich prezentację w wielu etnosach, ale trzeba zwrócić uwagę na jeden aspekt tożsamości u Żydów. Ich ojcami założycielami są wielcy patriarchowie, powołani i wybrani przez Boga: Sem, Abraham, Izaak i Jakub-Izrael. Z ojcami Izraelitów i całym ich ludem Bóg zawierał kolejne przymierza. Ojcami wrogich lub pogardzanych społeczności są postaci negatywne: Cham i Kanaan jako przodkowie przeznaczonych do niewoli Kananejczyków, Afrykanów i Słowian. Podobnie Moabici i Ammonici, którzy byli potomstwem pochodzącym z kazirodztwa (Rdz 19, 30–38). To przecież nie Słowianie wymyślili o sobie, że są potomkami przeklętego Chama i Kanaana, lecz przypisali im to średniowieczni Żydzi.

W polskim micie założycielskim tak jak w żydowskim oraz niektórych innych narodów, fundamentem jest przymierze z Bogiem, jako „akt założycielski”, czyli tzw. akt początkowy (ang. primordial act), wyrażone przez Chrzest Polski. Utrwalili go na piśmie cudzoziemscy kronikarze. Thietmar stwierdził, iż po chrzcie Mieszka I „wnet idą za swą głową i umiłowanym panem członki ludu dotąd ułomne i przyjąwszy weselną szatę zostają zaliczone między pozostałe przybrane potomstwo Chrystusa”.

W świetle „Kroniki” Anonima wybranym i ustanowionym przez Chrystusa Króla był już „zacny” pierwszy władca z dynastii: „Siemowit, syn Piasta Chościskowica, wzrastał w siły i lata i z dnia na dzień postępował i rósł w zacności do tego stopnia, że król królów i książę książąt za powszechną zgodą ustanowił go księciem Polski”. Sformułowanie to kryje zapewne aprobatę nowego władcy przez wiec i namaszczenie go przez jakiegoś duchownego, być może metodiańskiego, w każdym razie zaprzecza hipotezie podboju lub ogólnie przemocy jako genezy władzy dynastii Piastów.

W przypadku czarnej legendy Piastów mamy do czynienia z fenomenem chyba niespotykanym. To sami członkowie etnosu, powołani na strażników prawdy jego tożsamości narodowej i świadomości historycznej – zawodowi historycy, nawet ze stopniami i tytułami naukowymi, wbrew źródłom historycznym i dotychczasowej literaturze przedmiotu kreują nowy, odwrotny od dotychczasowego, z gruntu negatywny, deprecjonujący obraz początków Polski. Z apriorycznej tezy, bo od początku nie hipotezy badawczej, bez choćby jednego ówczesnego dokumentu, który by to stwierdzał (co niektórzy z nich sami przyznają), tworzą paradygmat, do którego następnie kolejni autorzy, czego przykłady będą omówione w mojej książce, czasem być może w dobrej wierze, bezkrytycznie dopasowują nowe odkrycia archeologiczne lub znane wcześniej fakty, dokonując ich reinterpretacji.

W ten sposób, nie tylko w świadomości historycznej czytelników, ale i w podstawowym zasobie ogólnej, uznanej za pewnik, nie wymagającej falsyfikacji wiedzy historycznej kolejnych badaczy, miejsce dotychczasowej „legendy piastowskiej” i rzekomo fałszywego mitu znanego pokoleniom od czasów Bolesława Krzywoustego z pierwszej „Kroniki”, ma zająć rzekomo „naukowo dowiedziona” na podstawie współczesnych odkryć archeologicznych czarna legenda Piastów, która niesie ze sobą nowy mit i w rzeczywistości opiera się na typowym błędnym kole w dowodzeniu. Rodzi to zasadnicze pytanie, na ile ta najnowsza „naukowa historia” początków państwa różni się jakościowo od legend tradycyjnego typu, a w jakim stopniu jej autorzy ulegli skłonności do tworzenia „narracji mitologizującej”.

Tekst jest fragmentem książki, która ukaże się wkrótce nakładem wydawnictwa „Biblioteka Wolności”. Publikacja będzie omawiała szczegółowo m.in. handel słowiańskimi niewolnikami prowadzony przez ludność żydowską. Przedsprzedaż tylko na stronie: sklep-niezalezna.pl.

Najnowsze