Aleksander Miszalski pochwalił się w mediach społecznościowych, że doniósł do Straży Miejskiej na przedsiębiorcę za zbyt jaskrawą instalację. Sytuacja miała miejsce wieczorem, więc Miszalski dodatkowo „bohatersko” pochwalił się, że „pracuje” 24 godziny na dobę.
Prezydent Krakowa zamiast rozmowy z przedsiębiorcą – w końcu był na miejscu – wybrał inną drogę i od razu skorzystał z możliwości donosu.
W swoim wpisie w mediach społecznościowych Miszalski poinformował, że wychodząc późnym wieczorem z Urzędu Miasta Krakowa, zauważył instalację, która jego zdaniem łamała przepisy – „od regulacji Parku Kulturowego Stare Miasto do uchwały krajobrazowej”
„Poczułem się, jakbym był w Vegas, a nie w ścisłym centrum naszego miasta” – napisał prezydent Krakowa.
Zamiast jednak podejść do przedsiębiorcy i wyjaśnić mu, że instalacja może naruszać lokalne przepisy, Miszalski wybrał inną drogę. Naskarżył do Straży Miejskiej, która „przeprowadziła interwencje, w wyniku których nałożono dwa mandaty karne i wyznaczono termin demontażu tej instalacji do 5 września”.
Wszystkim pochwalił się publicznie, jakby była to szczególnie cenna zasługa dla miasta.
Miszalski mocno promuje swoją inicjatywę „Ławki Dialogu”. Chwali się, że rozmawia z mieszkańcami, słucha ich potrzeb, i tak dalej. Gdy rzeczywiście, bez wcześniejszej ustawki, można było postawić na dialog, Miszalski od razu wolał sięgnąć po represje.
Bycie Prezydentem Krakowa to dosłownie praca 24 godziny na dobę.
Tydzień temu wychodząc późnym wieczorem z UMK zobaczyłem taki widok. Poczułem się, jakbym był w Vegas, a nie w ścisłym centrum naszego miasta.
Ten przedsiębiorca złamał cały szereg przepisów obowiązujących w… pic.twitter.com/BmfeZLZduQ
— Aleksander Miszalski (@Miszalski_) August 28, 2025