Męski głos może okazać się problemem dla tej lewej strony, która jest utożsamiana z radykalnymi feministkami – uważa Roman Warszawski, autor książki „Red Pill. Samiec Alfa musi wrócić”.
Zgodnie z tradycją postanowiliśmy zebrać w jednym miejscu komentarze znanych i lubianych publicystów oraz polityków, którzy zgodzili się podzielić się z nami swoimi przewidywaniami na 2025 rok.
Więcej opinii na temat nadchodzących dwunastu miesięcy możecie przeczytać w artykule opublikowanym na łamach noworocznego numeru „Najwyższego Czas-u”, którego e-wydanie możecie nabyć TUTAJ.
Czytaj więcej: „Atrakcyjny mężczyzna ma znacznie wyższą wartość od atrakcyjnej kobiety”. Tezy Romana Warszawskiego [VIDEO]
„Coraz mniej przyjemny proces”
Roman Warszawski: Będzie to rok wyborczy, więc możliwe, że powtórzy się sytuacja ze Stanów Zjednoczonych, gdzie tematy płci były dość istotne w ramach prowadzonej kampanii prezydenckiej. Tym razem męski głos może okazać się problemem dla tej lewej strony, która jest utożsamiana z radykalnymi feministkami. Na ten moment radykalny feminizm przekroczył już ten poziom, w którym można było to postrzegać, że oni działają na rzecz kobiet. Teraz zaczynamy to odbierać jako działanie przeciwko mężczyznom. W percepcji społecznej feminizm oraz równość oznaczają zjawiska skierowane przeciwko mężczyznom i godzące w ich dobro.
Mężczyźni zaczną coraz bardziej odczuwać skutki ustawy „Mieszkanie za pomówienie”, czyli ustawy o zwalczaniu przemocy domowej autorstwa ministra Zbigniewa Ziobry. Ona będzie działać jak niegdyś Niebieska Karta, gdy wraz z pojawianiem się wizji rozwodu panie dość często szły na policję założyć komuś Niebieską Kartę. Teraz będą coraz częściej składać zawiadomienia, i to bezpodstawne, na to, że ktoś stosuje przemocą domową. Wówczas aparat państwowy będzie w to wszystko wkraczał. Będziemy mieć zatem zaostrzenie tzw. wojny płci polegające na tym, że feministki dostały to, czego chciały, i nie wahają się tego w żaden sposób użyć. Mężczyźni, odczuwając to, będą coraz częściej udawać się na emigrację wewnętrzną, tj. oddalać się od środowisk liberalno-lewicowych.
Niestety okazuje się, że reakcją na zbyt wysokie ceny mieszkań były kolejne podwyżki, aż do momentu totalnego krachu na rynku nieruchomości. Sytuacja podobnie będzie wyglądała na rynku relacji. Otóż kobiety stawiają mężczyznom tak wysoką poprzeczkę wchodzenia w relacje, że oni zaczynają powoli – że tak powiem – nie wyrabiać, a odpowiedzią na to jest… coraz więcej wymagań. To pogłębia atomizację społeczeństwa do tego stopnia, że znaleźliśmy się na prostej drodze do tego, co wydarzyło się w Korei Południowej, tj. zaistnienia separatyzmu płciowego. Nikt tam nie atakuje kobiet, jak dziś twierdzą u nas różnej maści feminiści. Tamtejsi mężczyźni po prostu stwierdzili, że skoro są akcje afirmacyjne dla kobiet, które mają cały czas zajmować coraz lepsze miejsce w społeczeństwie, a oni na „dzień dobry”, startując w życie, są dwa lata do tyłu ze względu na obowiązkową służbę wojskową, to przyszedł czas, aby dać do zrozumienia, że ta sytuacja zupełnie im nie pasuje i nie widzą szans na to, żeby taki układ społeczny dalej obowiązywał.
Jesteśmy w dalszym ciągu w trakcie renegocjacji kontraktu społecznego między kobietami i mężczyznami. Niestety będzie to coraz mniej przyjemny proces. Oczywiście ze strony kobiet będziemy często słyszeć odezwy o zaprzestanie wojny płci, aby mężczyźni wrócili do stołu negocjacyjnego, ale dopóki na nim nie pojawi się jakaś pozytywna oferta, bez zawstydzania, że prawdziwy facet postąpiłby tak a nie inaczej, to nic dobrego z tego więcej nie wyniknie. Będziemy sobie radośnie zmierzać do całkowitego załamania rynku relacji.
