Strona głównaMagazynNowe stare. Zmienią się tylko polityczne barwy walki

Nowe stare. Zmienią się tylko polityczne barwy walki

-

- Reklama -

Nowy rząd chce zmienić system walki z korupcją. Tak żeby zmieniły się jedynie polityczne barwy walki.

Wiele musi się zmienić, aby wszystko zostało po staremu.
Giuseppe Tomasso di Lampedusa

- Reklama -

Centralne Biuro Zwalczania Korupcji – tak ma się nazywać nowa instytucja odpowiedzialna za zwalczanie w Polsce korupcji. Jej powstanie, w miejsce rozwiązanego Centralnego Biura Antykorupcyjnego, zapowiedział premier Donald Tusk, a po nim odpowiedzialny za specsłużby Tomasz Siemoniak. Z zapowiedzi polityków wynika, że CBA zdemoralizowało się jako policja polityczna PiS-u i Polska potrzebuje nowej, profesjonalnie działającej służby specjalnej do zwalczania korupcji. Efekty będą oczywiście odległe od oczekiwań i zapowiedzi polityków. Zmienią się tylko polityczne barwy walczących z korupcją.

Na celowniku

Gdy jesienią 2023 roku władzę przejmowała Koalicja Obywatelska, Centralne Biuro Antykorupcyjne stało się jej solą w oku. Biuro oskarżane było o to, że stało się policją polityczną PiS wykorzystywaną do zwalczania przeciwników politycznych. W tych oskarżeniach jest dużo prawdy, o czym świadczy choćby afera Pegasusa. Nowoczesny, izraelski system szpiegowski był wykorzystywany przez funkcjonariuszy CBA do inwigilacji osób, które naraziły się rządowi PiS, a co do których inwigilacji nie było podstaw prawnych (np. mecenas Roman Giertych). Wydaje się jednak, że nie chodziło tylko o to. Użycie Pegasusa było bezprawne, to fakt, ale rządowi PO chodzi raczej o informacje uzyskane w trakcie jego stosowania, umożliwiające szantażowanie polityków rządzącej dzisiaj opcji. Jarosław Kaczyński i stojący na czele służb specjalnych Mariusz Kamiński mieli bowiem zwyczaj wykorzystywania dowodów zebranych przez służby nie do celów prawno-karnych, tylko jako kompromatów, którymi można wpływać na polityków i dyscyplinować ich. To prawda. Prawdą jest też, że CBA zatrudniało osoby związane partyjnie czy towarzysko z PiS, prawdą jest też, że realizowało sprawy na polityczne zamówienie i te dotyczące wpływowych polityków PO (np. Stanisława Gawłowskiego czy Włodzimierza Karpińskiego). Czy jednak sytuacja ta ulegnie zmianie pod rządami ministra Siemoniaka? Wydaje się to dość wątpliwe. Rząd Tuska nie ma interesu w tym, aby tworzyć profesjonalną służbę antykorupcyjną. Taka służba musiałaby prześwietlić afery z czasów PO, a to nie jest w interesie rządzącej dziś partii. Nie ma również podstaw przypuszczać, że nowe kadry zapowiadanej służby będą bardziej profesjonalne niż stare. Profesjonalnych kadr w specsłużbach w ogóle w Polsce nie ma. O co więc chodzi?

Wielka hucpa

Polska jest światowym rekordzistą, jeśli chodzi o ilość służb zajmujących się walką z korupcją. Do zwalczania tego zjawiska, uznanego przez Jarosława Kaczyńskiego w 2005 roku za jedną z bolączek polskiego życia publicznego, w Polsce służy co najmniej 7 instytucji. Są to: Centralne Biuro Śledcze Policji, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Centralne Biuro Antykorupcyjne, jednostki policji nie podlegające CBŚP, Żandarmeria Wojskowa (w obszarze wojskowym), Służba Kontrwywiadu Wojskowego oraz Krajowa Administracja Skarbowa. Każda z tych jednostek ma w swoich strukturach jeszcze biuro wewnętrzne tropiące nieprawidłowości wśród jej funkcjonariuszy. Tak ogromna gama służb antykorupcyjnych musi prowadzić do wojen i rywalizacji między nimi. Musi też prowadzić do tego, że służby te zainteresowane są walką z korupcją, bo ta walka stanowi ich rację bytu. Politykom nie opłaca się likwidacja korupcji; opłaca się im walka z korupcją. Ta bowiem daje co najmniej trzy korzyści.

Pierwsza to okazja do posiadania służby specjalnej, która pod pozorem walki z korupcją szuka kompromatów na przeciwników politycznych. Kompromaty te można później wykorzystać do walki politycznej.

Druga to możliwość zatrudniania w służbach „samych swoich”. W ten sposób tworzy się bezpieczniackie dynastie w obszarze służb specjalnych.

Trzecia to możliwość forsowania korzystnych dla lobbystów przepisów pod pozorem walki z korupcją.

Taki system prowadzi do patologii. Funkcjonariusze odpowiedzialni za zwalczanie korupcji sami stają się grupą najbardziej zainteresowaną istnieniem tejże. W przeciwnym wypadku – jak uzasadnialiby swoje istnienie? Gdyby nie „szalejąca” korupcja, to tyle niezależnych służb państwowych nie miałoby racji bytu. I tu dochodzimy do sedna sprawy. Nie należy walczyć z korupcją, lecz zlikwidować korupcję.

Konieczny proces

Aby zlikwidować korupcję, należy sięgnąć do jej przyczyn. Główną zaś są złe przepisy i fatalnie działający system polityczny. Są dwa rodzaje korupcji: groźna – wynikająca ze złych cech ludzkiej natury w normalnym systemie i oczywista – lekarstwo na źle działający system. W pierwszym przypadku uosobieniem szkodliwej i groźnej korupcji może być np. sędzia biorący łapówkę za wydanie niekorzystnego wyroku albo prokurator biorący „w łapę” za zwolnienie groźnego bandyty. Ten rodzaj korupcji powinien być tępiony jak zaraza w trosce o wysokie standardy etyczne urzędników i bezpieczeństwo państwa. Jest jednak drugi rodzaj korupcji – ta, która rodzi się tam, gdzie państwo funkcjonuje źle, zwłaszcza w tych obszarach, gdzie biurokracja ma zbyt dużą władzę na nasze życie. Jeśli biurokracja wymyśla dziesiątki formalności – pozwoleń, zezwoleń, koncesji, zgód itp. – to wówczas rodzi to pokusę wręczania łapówek, by tych utrudnień uniknąć. Jeśli państwo wymaga od nas posiadania dokumentu, który nie jest nam do niczego potrzebny, a jego uzyskanie jest skomplikowane i długotrwałe – wielu z nas wybierze możliwość dania łapówki urzędnikowi, aby pozbyć się problemu i mieć święty spokój.

To oznacza, że receptą na korupcję nie jest bohaterska walka z nią, tylko likwidacja jej przyczyn. Nie będziemy dawać łapówek za wydanie dokumentu, jeśli zniknie konieczność jego posiadania. Nie będzie też afer związanych z wydawaniem uprawnień, jeśli ich posiadanie nie będzie konieczne. Jedną z pierwszych realizacji CBA, jeszcze w czasach pierwszego PiS-u, było zatrzymanie dwóch strażaków, którzy za łapówki wydawali dokumenty poświadczające bezpieczeństwo antypożarowe budynku. Tymczasem przymus posiadania takiego dokumentu jest nieuzasadniony. Jeśli taki papier będzie mi rzeczywiście potrzebny – sam go sobie wyrobię. Interwencja państwa jest więc tutaj niepotrzebna. A jeśli nie będzie mi potrzebny, to zmuszanie mnie do jego wyrobienia jest szkodliwe i korupcjogenne. W ostatnich latach możemy pochwalić się tym, że nie było żadnego przypadku korupcji w Ministerstwie Aprowizacji i Zaopatrzenia Gastronomii, bo takie ministerstwo… nie istnieje.

Sztuczny problem

Receptą na korupcję nie jest powoływanie kolejnego biura do jej zwalczania, lecz ograniczenie wpływu biurokracji na gospodarkę. Łapówkarstwo w służbie zdrowia natychmiast zniknie, jeśli zostanie ona sprywatyzowana – żaden właściciel szpitala nie pozwoli sobie na to, aby lekarze pracujący u niego brali łapówki – czy to od koncernów farmaceutycznych, czy to od pacjentów. Jeśli taki proceder zostałby ujawniony, oznaczałoby to straty wizerunkowe szpitala, a może nawet bankructwo. Również korupcję w sferze edukacji zlikwiduje jej prywatyzacja. Dyrektor prywatnej szkoły nie weźmie przecież łapówki od rodzica dziecka, bo straci pracę. Za to urzędnik pracujący w ministerstwie i dopuszczający podręczniki zainteresowany jest tyko wzięciem łapówki, niczym innym. Urzędnik wydający bezsensowne certyfikaty nie weźmie łapówki, jeśli konieczność posiadania certyfikatu zniknie, a urzędnik zostanie zwolniony.

Receptą na korupcję nie jest więc powoływanie nowej instytucji do jej zwalczania, tylko likwidacja jej przyczyn. Problem w tym, że żadna opcja polityczna nie chce na serio zlikwidować korupcji, bo liczy na to, że walka z korupcją będzie przynosić polityczne profity. Tak samo będzie teraz. Zmiana CBA w CBZK oznacza tylko tyle, że zmienią się funkcjonariusze walczący z korupcją, a sama korupcja jak była, tak zostanie.

Najnowsze