Strona głównaWiadomościŚwiatLampy zamiast słońca, bieżnia zamiast spaceru. Tak Polacy przygotowują się do życia...

Lampy zamiast słońca, bieżnia zamiast spaceru. Tak Polacy przygotowują się do życia w arktycznej ciemności

-

- Reklama -

Pod koniec października na Spitsbergenie po raz ostatni w tym roku zaszło Słońce. Polarnicy z Polskiej Stacji Polarnej Hornsund na kilka miesięcy ciemności szykują się, suplementując witaminy, używając lamp emitujących światło dzienne i regularnie ćwicząc. Czekają też na częstsze zorze polarne.

Zarządzana przez Instytut Geofizyki PAN Polska Stacja Polarna Hornsund im. Stanisława Siedleckiego prowadzi całoroczny monitoring środowiskowy i jest najdalej wysuniętą na północ stałą polską placówką naukową. Obecnie w stacji przebywają uczestnicy całorocznej, 49. Wyprawy Polarnej IGF PAN 2026/2027.

- Reklama -

Ostatni zachód Słońca był tam 29 października – zauważyły w rozmowie z PAP trzy uczestniczki wyprawy – Dominika Hochmańska, Joanna Kalita i Anna Rudnik. – Teraz mamy okres takich szarówek – przez kilka godzin dziennie jest widno, chociaż Słońca na niebie nie widać. Można więc jeszcze wychodzić na zewnątrz bez latarek. W połowie listopada zacznie się już typowa noc polarna – mówiły.

- Reklama -

Wszystkie trzy na wyprawie polarnej są pierwszy raz. Wcześniej przez lata fascynowały się północą, Arktyką i pracą na lodowcach. Nie dziwi więc ich podekscytowanie połączone z lekkim stresem przed niewiadomą funkcjonowania przez trzy miesiące w kompletnych ciemnościach. Do tego okresu przygotowują się przede wszystkim suplementacją witaminy D, naświetleniami lampą emitują światło dzienne i dbałością o regularną aktywność fizyczną (na stacji jest siłownia).

- Reklama -

– W pamięci utkwiła mi pewna rada polarniczki, która zimowała tu kilka lat temu, żeby być dla siebie wyrozumiałym. Czas nocy polarnej to jest okres, kiedy w zasadzie wszystko zwalnia, człowiek staje się też bardziej senny. Trzeba mieć z tyłu głowy, że to dla organizmu nietypowe doświadczenie i trzeba dać sobie przestrzeń na to – mówiła Joanna Kalita.

Jak przygotować się na trzy miesiące bez Słońca?

Wraz z nadejściem nocy polarnej zmienia się też rytm dnia, rutyna, a nawet charakter pracy polarników. Dla Joanny, która pracuje jako hydrochemiczka, czas nocy polarnej oznacza ograniczone możliwości wyjść terenowych np. na pomiary na rzekach, i pracę tylko w laboratorium.

Podobnie ma Dominika Hochmańska, która jest oceanografką. – Przestaję pływać z początkiem listopada aż gdzieś do kwietnia. Na czas nocy polarnej mój tryb pracy zmienia się o 180 stopni, ponieważ jestem wtedy głównie asystentką naszej hydrochemiczki – opowiadała.

Najbardziej regularną pracę ma Anna Rudnik, która wchodzi w skład grupy od monitoringu meteorologicznego. Jak opowiadała, meteorolodzy mają dyżury 24-godzinne, w trakcie których wykonują obserwacje meteorologiczne. Niezależnie od pory roku.

Noc polarna zmienia nie tylko krajobraz, ale i pracę

Polarnicy z tegorocznej wyprawy są na stacji od czerwca. Rozmówczynie przyznały zgodnie, że te pierwsze pięć miesięcy bardzo szybko zleciało. – Mamy wrażenie, że dopiero co tu przyjechałyśmy, a już czytałyśmy, że instytut rozpoczął nabór na naszych następców – mówiły.

Po opuszczeniu stacji (kilka tygodni temu) przez letnią część ekipy została dziewiątka zimowników i zrobiło się spokojniej. Teraz dzień pracy dla większości zazwyczaj kończy się około godziny 17-18. Później jest czas wolny np. na ćwiczenia na siłowni, czytanie książek czy kontaktowanie się z bliskimi. Są też wspólne wieczory, np. z grami planszowymi.

Życie na stacji. Między rutyną a zaskoczeniami

PAP zapytała polarniczki, czy tak wyobrażały sobie wyprawę i życie na stacji. Dominika przyznała, że choć starała się nie mieć za dużo wyobrażeń o tym miejscu, to tryb dnia i rutyna odbiegają od jej wcześniejszych wizji. – Chodzi na przykład o to, że moja praca jest zależna od pogody. Zdarzało się, że tydzień siedziałam w oknie i patrzyłam, czy są już warunki do wypłynięcia. Jeśli ich nie było, to musiałam sobie szukać innych dodatkowych zadań. Myślałam więc, że więcej będzie takiej pracy od A do Z, konkretnej, a okazało się, że czasem trzeba wykazać się dużą elastycznością i kreatywnością – opowiadała.

Zaskoczeniem dla Joanny była z kolei dostosowanie porcji posiłków do potrzeb ekipy. – Stacja jest dla nas domem na ten rok, a członkowie wyprawy naszymi współlokatorami. Ta grupa ma jednak dziewięć osób, więc wszystko jest przeskalowane. Dla mnie największym zaskoczeniem była ilość zupy, którą w ramach dyżurów stacyjnych musiałam przygotować dla pozostałych. Zwykle gotowałam dla dwóch-trzech osób, ale nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się gotować dla dziewięciu – mówiła.

Z kolei Anna przyznała, że na stacji czuje się trochę jak w akademiku.

– Tutaj mamy osobne pokoje, ale to funkcjonowanie w częściach wspólnych bardzo mi się kojarzy właśnie z takim funkcjonowaniem akademikowym – mówiła.

„To trochę jak akademik na końcu świata”

Rozmówczynie zgodnie przytaknęły, że już czują tzw. gorączkę polarną, czyli „chorobliwą” chęć wracania w przyszłości do Arktyki. Podkreśliły, że to za sprawą przyrody i krajobrazów.

– Nigdy wcześniej nie spotkałam się z czymś takim, że tęsknię za miejscem, cały czas w nim będąc. Mimo że wiem, że zostanę tu jeszcze przez siedem miesięcy, już teraz patrzę na te krajobrazy za oknem i czuję, że będzie mi ich brakować – mówiła Joanna.

Zorze polarne wynagradzają miesiące ciemności

Z okien stacji widać także zorze polarne, które regularnie pojawiają się na niebie podczas nocy polarnej. Do tej pory polarnicy wiedzieli ją już kilkakrotnie – w całej palecie kolorów.

– Mieliśmy i różową, i niebieską, tę podstawową zieloną, ale też był dzień z intensywną czerwienią, fiolety się pojawiły. Widzieliśmy chyba całe spektrum kolorystyczne – opowiadały polarniczki.

– Raz zorza była tak silna, że widać ją było z okien. Pomyślałam wtedy: jaki to jest totalny absurd, że mogę oglądać zorzę przez okno. Spełnienie marzeń – podkreśliła Joanna.

Do 15 listopada trwa nabór do udziału w 50. wyprawie polarnej na sezon 2027/2028 – zarówno do zespołu zimującego, czyli całorocznego, jak i do grupy letniej. Obok naukowców potrzebni są m.in. mechanicy, konserwatorzy oraz kucharze.

Źródło:PAP/nczas.info

Najnowsze