Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz po odejściu z rządu i wyrzuceniu z Polski 2050 zaczęła nadawać na układ, w którym sama uczestniczyła jeszcze kilka dni temu. Zarzuciła Donaldowi Tuskowi przemocowość, a działania koalicji przedstawiła w formie mafijnych działań.
„Podobno sfałszowałam wybory w partii. Skandal! Wzywam mecenasa Giertycha do natychmiastowego przeliczenia głosów! A tak serio: wiecie po co ta cała hejterska hucpa? Żeby nikt nigdy nie odważył się wyjść z rządu Donalda Tuska” – napisała na X Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz.
„Żeby nikt nigdy nie śmiał podnieść głowy i powiedzieć gorzkich słów prawdy. Żeby nikt nigdy nie śmiał powiedzieć, że ma gdzieś kolczaste zasieki wystawione w środku Polski. Miejsce więźniów jest w obozie” – kontynuowała.
„A można było po prostu powiedzieć: odeszła. Ok. My Idziemy dalej. I byłoby godnie. A tak żenada przebija dno i kopie tunel” – podsumowała na X Pełczyńska-Nałęcz.
Warto zauważyć, że wpis ten mógłby być znacznie lepszy, jednak poziom odklejenia od rzeczywistości Pełczyńskiej-Nałęcz wziął tutaj górę. Wielki heroizmem bowiem miałoby być „wyjście z rządu”, czyli rezygnacja z uprzywilejowanej pozycji i wypłaty z naszych kieszeni.
Podobno sfałszowałam wybory w partii. Skandal! Wzywam mecenasa Giertycha do natychmiastowego przeliczenia głosów!
A tak serio: wiecie po co ta cała hejterska hucpa?
Żeby nikt nigdy nie odważył się wyjść z rządu Donalda Tuska. Żeby nikt nigdy nie śmiał podnieść głowy i powiedzieć gorzkich słów prawdy. Żeby nikt nigdy nie śmiał powiedzieć, że ma gdzieś kolczaste zasieki wystawione w środku Polski. Miejsce więźniów jest w obozie.
A można było po prostu powiedzieć: odeszła. Ok. My Idziemy dalej. I byłoby godnie.
A tak żenada przebija dno i kopie tunel.
— Katarzyna Pełczyńska (@Kpelczynska) October 27, 2026
Bartłomiej Pejo z kolei opublikował fragment rozmowy z Pełczyńską-Nałęcz na Kanale Zero.
– Każdy wie, jak to wygląda. To jest przemocowość informacyjna, przemocowość personalna, osobista, poniżanie, takie lekceważenie, wykorzystywanie siły dużego koalicjanta do tego, żeby grozić i niszczyć wizerunkowo, ludzko i politycznie ludzi – powiedziała była minister.
– Mnie wezwano do prokuratury, przesłuchano mnie o jakieś – przepraszam bardzo – 700 zł sprzed 10 lat. Ja wiedziałam, że szukają na mnie – z wielu źródeł dochodziło… – mówiła, na co wtrącił się prowadzący program.
– Ale to tak działa, że premier naciska guzik, zaczynają trolle Giertycha dymić, a potem prokuratura? – zapytał.
– Ależ absolutnie – potwierdziła Pełczyńska-Nałęcz, która jeszcze kilka dni temu była w tym układzie.
– Bo pani opowiada, jakby to była mafia – dopytał prowadzący.
– Ja nie wiem, ja opowiadam o faktach. Bo mam w zwyczaju nie tworzyć mity [cytat oryg. – red. nczas], tylko opowiadać o faktach. Tak więc po 10 latach od skądinąd legalnego działania… – przekonywała.
– Bo chodzi o zwrot VAT dla urzędników, którzy wyjeżdżają za granicę, dyplomatów – wyjaśnił prowadzący.
– I to jest legalne, żeby była jasność – zaznaczyła Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz.
– Dostałam zwrotu VAT za 700 zł i 3,5 godz. przesłuchania z tego tytułu? No ja przepraszam, ale ja sobie nie umiem wytłumaczyć, co tu się mogło innego stać, bo chyba prokuratura ma ciekawsze zajęcia? I chcę powiedzieć, że to nie dotknęło tylko mnie, ale także mojej rodziny – kontynuowała.
„Tak wygląda współpraca w koalicji rządzącej?” – zapytał Bartłomiej Pejo, który opublikował na X fragment programu.
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz o przemocy ze strony Donalda Tuska:
„Przemocowość informacyjna, przemocowość personalna, osobista, poniżanie, lekceważenie, wykorzystywanie siły dużego koalicjanta do tego, żeby grozić i niszczyć wizerunkowo, ludzko i politycznie ludzi”.
Tak wygląda współpraca w koalicji rządzącej?
— Bartłomiej Pejo (@bartlomiejpejo) October 27, 2026
Warto przy tym zauważyć, że te „mafijne metody” koalicji rządzącej nie przeszkadzały jej najwyraźniej, gdy sama była częścią układu. Z kolei oburzenie o 3,5 godz. przesłuchania za 700 zł niejasności sprzed lat jest niestety codziennością dla normalnych ludzi, którzy nie należą do układu rządzącego, więc była pani minister mogła przez chwilę poczuć się tak, jak wielu zwykłych Polaków.


