Kolejne akcje protestu na tle socjalnym oczekiwane są we Francji w sobotę, tydzień po tym, gdy podczas manifestacji doszło do zamieszek i aktów grabieży. W obawie przed powtórzeniem się tych zajść zmobilizowano 70 tys. funkcjonariuszy policji i żandarmerii.
Jest to o 20 proc. więcej niż 17 października.
W demonstracjach, tak jak przed tygodniem, uczestniczyć mają licealiści i studenci, związki zawodowe oraz grupy społeczne i zawodowe odczuwające skutki rosnących kosztów życia. Akcje protestu koordynowane są na stronie internetowej odwołującej się do ruchu żółtych kamizelek z lat 2018-19.
W dniach po zamieszkach władze podjęły działania mające przywrócić spokój – wprowadzono częściowe i lokalne godziny policyjne w tych rejonach (wybranych kwartałach miast), gdzie 17 października doszło do aktów grabieży i ataków na budynki publiczne.
W najbliższych tygodniach dozwolone mają tylko demonstracje organizowane przez związki zawodowe, jednak zakazy manifestacji są kwestionowane na drodze sądowej.
W Paryżu pochód z udziałem związków zawodowych odbędzie się po południu – od godz. 14.
Ubiegłotygodniowe wydarzenia skłoniły właścicieli sklepów do podjęcia różnego rodzaju zabezpieczeń – zasłaniania witryn drewnianymi płytami, założenia dodatkowych żaluzji, a nawet korzystania z prywatnej ochrony. Handlowcy stanęli przed dylematem, czy utrzymać sklepy otwarte. Organizacje branżowe wezwały, by tego nie robili. Tymczasem zwykle weekend przed 1 listopada jest okresem, gdy pojawia się wielu klientów.
Turyści nie będą mogli w sobotę odwiedzić najsłynniejszych paryskich muzeów: Luwru i Museum d’Orsay, które będą zamknięte. Z ruchu wyłączono 24 stacje metra – m.in. w rejonie Pól Elizejskich, gmachu parlamentu, placu Concorde.


