Do końca czerwca br. w szpitalach wykonano 573 „zabiegów” uśmiercania dzieci nienarodzonych — poinformował PAP Narodowy Fundusz Zdrowia. W 2025 r. w szpitalach przeprowadzono 851 tzw. aborcje. We wtorek zaplanowano w Sejmie drugie czytanie dwóch projektów rozszerzających możliwość zabijania dzieci przed ich narodzeniem.
Prawo dopuszcza w Polsce tzw. aborcję w przypadku zagrożenia zdrowia lub życia kobiety, a także, gdy ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego. Po wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2020 r., który wszedł w życie w styczniu 2021 r., wykreślono trzecią przesłankę do aborcji, eugeniczną, tj. ciężką, nieodwracalną wadę płodu.
Z danych NFZ wynika, że po wyroku TK znacząco spadła liczba procederów uśmiercania dzieci nienarodzonych – z 1363 w 2020 r. i 1444 w 2019 r. – do 475 w 2021 r. W 2022 r. w szpitalach wykonano 452 takie „zabiegi”. Natomiast w kolejnych latach notowany jest systematyczny wzrost liczby zabijanych dzieci nienarodzonych. W 2023 r. było 509 „zabiegów”, w 2024 – 793, w 2025 – 851. Tylko w pierwszej połowie 2026 r. – 573.
W październiku Sejm wrócił do prac nad dwoma poselskimi projektami ustaw dotyczących tzw. aborcji. W ubiegły czwartek sejmowa komisja nadzwyczajna poparła dwa projekty. Chodzi o wspólny projekt posłów Lewicy i Koalicji Obywatelskiej nowelizacji Kodeksu karnego dotyczy częściowej dekryminalizacji zabicia dziecka nienarodzonego za zgodą kobiety z naruszeniem przepisów ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży oraz dekryminalizacji pomocy w samodzielnej aborcji. Regulacja została złożona w lipcu 2024 r.
Natomiast projekt Trzeciej Drogi zakłada przywrócenie możliwości uśmiercania dzieci nienarodzonych w przypadku ciężkiej wady płodu w ustawie o planowaniu rodziny, co TK uznał sześć lat temu za niekonstytucyjną przesłankę. Ten projekt został złożony w lutym 2024 r.
Drugie czytanie obu projektów zaplanowane jest na wtorek.
W komisji nadzwyczajnej jest też, od listopada 2023 r., poselski projekt ustawy KO i Lewicy dopuszczający tzw. aborcję z woli kobiety do 12. tygodnia ciąży. Ostatnie prace nad nim miały miejsce wiosną 2024 r.
Rozszerzenie możliwości „legalnego” zabijania dzieci przed narodzeniem było jedną z deklaracji wyborczych KO i Lewicy w kampanii przed wyborami parlamentarnymi jesienią 2023 r. Zmian nie uchwalono, mimo kilku procedowanych w pierwszych miesiącach po przejęciu władzy poselskich projektów.
Po głosowaniu nad ustawą dekryminalizującą zabijanie dzieci nienarodzonych w połowie 2024 r., kiedy zabrakło głosów koalicji do zmiany, premier Donald Tusk przyznał, że w obecnej kadencji nie ma większości pozwalającej na „złagodzenie” przepisów dotyczących „przerywania ciąży”.
Krwawe wytyczne
W związku z tą sytuacją w sierpniu 2024 r. ówczesna minister zdrowia Izabela Leszczyna przedstawiła wytyczne dla szpitali i lekarzy, które są wykładnią obowiązującego prawa dotyczącego zabijania dzieci nienarodzonych. Podkreśliła wówczas, że do takiego „zabiegu” wystarcza jedno orzeczenie lekarza stwierdzające istnienie przesłanki zagrożenia zdrowia kobiety, w tym na przykład zaświadczenie lekarza psychiatry.
Ministerstwo Zdrowia wprowadziło też zasadę, że szpital, który ma umowę z NFZ na udzielanie świadczeń z ginekologii i położnictwa, ma obowiązek wykonać „zabieg” uśmiercenia dziecka nienarodzonego na miejscu, niezależnie od tego, czy lekarze pracujący w szpitalu powołują się na klauzulę sumienia.
Natomiast wytyczne dla prokuratorów co do prowadzenia spraw dotyczących odmowy zabicia dziecka nienarodzonego oraz tzw. aborcji farmakologicznej wydał poprzedni minister sprawiedliwości Adam Bodnar. Potwierdził wtedy, że ze względu na ochronę zdrowia psychicznego możliwa będzie decyzja o przeprowadzeniu „zabiegu” pozbawienia życia dziecka przed narodzeniem. – To jest okoliczność, która w świetle prawa jest absolutnie dopuszczalna. W takich sytuacjach nie powinna ona powodować zaangażowania prokuratury – twierdził.
Po tych zmianach wzrosła, co pokazują statystyki NFZ, liczba wykonywanych w szpitalach „zabiegów” zabijania dzieci nienarodzonych.
Z przeprowadzonego w czerwcu br. badania IBRiS wynika, że 44,7 proc. ankietowanych jest za tym, by Sejm dalej zajmował się zaostrzającymi* przepisy aborcyjne. Przeciwne zdanie wyraziło 44,4 proc. badanych, natomiast niezdecydowanych było 10,9 proc.
Wśród zwolenników koalicji rządzącej sprawa powrotu ustawy cieszy się poparciem 76 proc. ankietowanych. W bloku opozycyjnym (PiS, Razem, Konfederacja, Konfederacja Korony Polskiej) 80 proc. badanych sprzeciwia się temu pomysłowi.
* Zdecydowana większość osób i mediów mówi w tym przypadku o „liberalizacji” przepisów aborcyjnych, jednak mamy do czynienia z ich zaostrzeniem, ponieważ w wyniku zmian w prawie więcej dzieci będzie mogło być uśmiercanych. Analogicznie, gdyby rozszerzano dopuszczalność kary śmierci, to mówiono by rzecz jasna o zaostrzeniu przepisów, a nie ich liberalizacji.


