Strona głównaGŁÓWNYKoszmar na SOR. Schorowana 67-latka blisko dwie doby czekała na pomoc. Nie...

Koszmar na SOR. Schorowana 67-latka blisko dwie doby czekała na pomoc. Nie żyje. „Żyły były zapadnięte”

-

- Reklama -

Nie żyje 67-latka, która trafiła na SOR Szpitala Wojewódzkiego w Poznaniu. Kobieta spędziła tam 46 godzin, czekając na pomoc. Zgłosiła się z powodu biegunki i odwodnienia. Leczyła się także onkologicznie. Rzecznik Praw Pacjenta wszczął postępowanie wyjaśniające w tej sprawie.

Do zdarzenia doszło 22 lipca 2026 r. 67-letnia p. Maria zgłosiła się na Szpitalny Oddział Ratunkowy Szpitala Wojewódzkiego w Poznaniu z biegunką i wymiotami. Jej stan oceniono jako pilny, ale stabilny i przydzielono kategorię ESI 3. Potwierdzono, że doszło do odwodnienia, stwierdzono też przyspieszony puls i gorączkę.

- Reklama -

Pani Maria była także pacjentką onkologiczną – chorowała na szpiczaka mnogiego. W momencie zgłoszenia się na SOR była w trakcie chemioterapii. Z powodu choroby kobieta doznała częściowego paraliżu, ale jeszcze przed przyjazdem do szpitala pozostawała w pełnym kontakcie logicznym.

- Reklama -

– Przywieźliśmy ją, bo baliśmy się, że z powodu trwających od kilku dni wymiotów i biegunki dojdzie do odwodnienia. Podejrzewaliśmy też zakażenie układu pokarmowego bakteriami, bo wiedzieliśmy, że mama była ich nosicielką – relacjonował w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” syn kobiety, p. Artur.

- Reklama -

„Izolatka” w schowku na koce

67-latka, zamiast na szpitalną salę, trafiła do małego, dusznego pomieszczenia, które – według relacji „Wyborczej” – służyło jako schowek na koce i zużyte sprzęty. Umieszczono ją tam z powodu możliwego zakażenia bakterią. W prowizorycznej „izolatce” nie było dzwonka przywoławczego, wentylacji, ani nawet stolika przy łóżku. 67-latka spędziła tam aż 46 godzin w oczekiwaniu na miejsce na oddziale. W międzyczasie jej stan się pogarszał.

46-godzinne oczekiwanie na przyjęcie na oddział według rodziny obfitowało w rażące braki w opiece nad pacjentką. Syn 67-latki wskazywał m.in. na brak stałego podpięcia do urządzeń monitorujących funkcje życiowe czy wielogodzinny brak wenflonu, a w rezultacie niemożność podawania płynów – mimo stwierdzonego odwodnienia.

– Taka sytuacja była np. przez cały drugi dzień pobytu na SOR-ze, bo rano wenflon, założony po przyjęciu do szpitala, wysunął się z żyły i dopiero wieczorem udało mi się namówić lekarza do założenia nowego, co umożliwiło podanie glukozy i elektrolitów. Następnego dnia rano sytuacja się powtórzyła i personel nie potrafił już zrobić nowego wkłucia, bo żyły były zapadnięte z powodu odwodnienia – mówił p. Artur.

Ponadto kobieta przez cały pobyt nie dostała żadnych środków przeciwwymiotnych czy leków stabilizujących ciśnienie krwi – którego zresztą medycy przez 46 godzin nie zdołali zmierzyć.

Stan kobiety pogarszał się – zaczęła majaczyć, miała zimne kończyny, sine usta i bardzo wysoki puls. Medycy nie zmienili jednak sposobu postępowania z pacjentką, mimo interwencji jej bliskich. 24 lipca rano p. Artur napisał maile z prośbą o pomoc do dyrektora szpitala Dawida Murawy, urzędu marszałkowskiego, NFZ i Rzecznika Praw Pacjenta. Ostatecznie tego samego dnia 67-latka została przyjęta na oddział chorób wewnętrznych, gdzie jej stan oceniono jako skrajnie krytyczny. Wycieńczona 67-latka zmarła w szpitalu następnego dnia nad ranem na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej.

Wyjaśnianie okoliczności zgonu

Po śmierci 67-latki syn niezwłocznie złożył zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, polegającego na braku reakcji na pogarszający się stan pacjentki podczas jej pobytu na SOR. W rozmowie z TVN24 rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu prok. Łukasz Wawrzyniak przekazał, że policja, na polecenie prokuratury, wszczęła dochodzenie. Na razie nikt nie usłyszał zarzutów.

Przeprowadzono także sekcję zwłok. Nie pozwoliła ona jednak na jednoznaczne stwierdzenie przyczyn zgonu.

Z kolei poznański szpital poinformował syna zmarłej o wynikach „szczegółowego postępowania wyjaśniającego”. Według placówki stan pacjentki od początku pobytu na SOR-ze był ciężki. Stwierdzono, że z tego powodu wdrożono leczenie – w tym… płynoterapię dożylną. Pacjentka miała też pozostawać pod okresową oceną personelu medycznego, nie była zaś poddana stałemu monitorowaniu jej stanu „z uwagi na kwalifikację do kategorii ESI 3 oraz brak wskazań” – wynika z mailowej odpowiedzi. Szpital twierdzi, że nie ma sobie nic do zarzucenia, a prowadzona diagnostyka i leczenie były adekwatne do rozpoznanego stanu klinicznego.

Postępowanie wyjaśniające w tej sprawie wszczął Rzecznik Praw Pacjenta. „Obecnie oczekujemy na wyjaśnienia szpitala oraz przekazanie dokumentacji medycznej. Analiza dokumentacji medycznej pozwoli ustalić, co działo się z pacjentką i jakie świadczenia zostały jej udzielone” – czytamy w odpowiedzi dla Medonetu.

Dodano również, że „niedopuszczalne jest, aby pacjent przebywał na SOR-ze przez kilka dni”. Rzecznik zaznaczył też, że rodzina pacjenta może domagać się konsultacji z innym lekarzem lub konsylium, a jeśli stan chorego się pogorszy – natychmiastowej oceny przez lekarza dyżurnego.

Najnowsze