Prezydencki minister Marcin Przydacz powiedział, że prezydent Karol Nawrocki zrezygnował z wizyty w Słowenii, bo jego obecność w kraju zadziała mitygująco na – jak powiedział – „prawnych bandytów”. Dodał, że jeżeli zajdzie potrzeba, to prezydent będzie się „odwoływał do siły narodu”.
Spór o Trybunał Konstytucyjny zaostrzył się po tym, jak Maciej Berek złożył w środę podczas uroczystości w Sejmie ślubowanie sędziego Trybunału Konstytucyjnego z formułą, że robi to „wobec prezydenta”. Berek nie został dopuszczony do orzekania przez prezesa TK Bogdana Święczkowskiego. W tym czasie przed siedzibą TK trwały przepychanki zgromadzonych tam manifestantów m.in. z Ruchu Obrony Granic z liderem Robertem Bąkiewiczem i klubów „Gazety Polskiej” z Policją.
Prezydent oświadczył w środę, że jeżeli Berek nie dokonał formalności ślubowania przed prezydentem, to z pewnością nie jest sędzią TK. Po południu Nawrocki odwiedził siedzibę TK i spotkał się z obecnymi wówczas w Trybunale sędziami. W związku z sytuacją w Trybunale prezydent odwołał zaplanowaną na czwartek i piątek wizytę w Słowenii.
Szef Biura Polityki Międzynarodowej w KPRP powiedział w czwartek w Radiu Wnet, że „być może mamy sytuację, którą należy nazwać kryzysem konstytucyjnym, bo dotyczy to bardzo ważnego organu konstytucyjnego”.
Przydacz zwrócił uwagę na przepychanki protestujących przed TK z policją i fakt, że część sędziów TK dostała ochronę SOP, która – jego zdaniem – „ma ich wpychać do Trybunału”. – Prezydent uznał, że to jest tak poważna sytuacja, że musi być w kraju na wypadek, gdyby polska demokracja, polska praworządność zostały zakwestionowane przez tych ludzi, przez (Włodzimierza) Czarzastego i (Donalda) Tuska – uzasadnił.
– Po pierwsze, prezydent jest strażnikiem konstytucji, więc ma obowiązek dbać o przestrzeganie podstawowych zasad. Po drugie, sama obecność prezydenta w Polsce, mam nadzieję, zadziała mitygująco na tych, powiem mocno, „prawnych bandytów” – powiedział Przydacz. Dodał, że rządzący chcą zdobyć władzę w TK „nie siłą prawa, ale prawem siły”.
– Prezydent, po pierwsze, jest obecny, po drugie będzie reagował, po trzecie – (…) jeżeli będzie potrzeba – to oczywiście pan prezydent też będzie się odwoływał do siły narodu, do siły swoich wyborców – stwierdził Przydacz.
Berek – niedawny minister ds. nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu – został wybrany na początku września przez Sejm na sędziego TK. Był ósmą osobą, którą Sejm obecnej kadencji wybrał do Trybunału. Dotychczas jednak prezydent Nawrocki nie odebrał ślubowania od pięciu wybranych osób – Berka i czworga sędziów TK wybranych w marcu br. Ci czterej sędziowie złożyli w kwietniu ślubowania w Sejmie z formułą, że dokonują tego „wobec prezydenta”, a następnie przekazali dokumenty w tej sprawie poświadczone notarialnie do Kancelarii Prezydenta.
Podobne ślubowanie w Sejmie z formułą „wobec prezydenta” złożył w środę Berek. Nawrocki nie był obecny na uroczystości. Następnie Berek złożył rotę ślubowania na piśmie, z poświadczonym notarialnie podpisem, w kancelarii prezydenta.
Dzień wcześniej Komisja Wenecka w wydanej opinii zarekomendowała by – „w przypadku, gdy prezydent odmawia odebrania ślubowania od sędziego wybranego przez Sejm lub opóźnia to, (…) dopuszczono możliwość dopełnienia aktu ślubowania bez fizycznego udziału prezydenta”.
Premier Donald Tusk powtórzył w środę, że sędziowie TK zostali wybrani zgodnie z prawem, a prezydent Karol Nawrocki, odmawiając przyjęcia ślubowania m.in. od Berka, „abdykuje” z obowiązków nałożonych na niego w konstytucji. Tusk zapowiedział też, że rząd będzie przywracał ład prawny „dostępnymi państwu metodami”.
Burzliwa atmosfera przed TK i przepychanki, do których doszło w środę, pociągnęły za sobą prokuratorskie postępowania – między innymi warszawska prokuratura okręgowa poinformowała, że wszczęła postępowanie w sprawie m.in. zachowania Bąkiewicza wobec policjantów przed budynkiem TK.
W środę przez TK wciąż obecni są manifestujący przedstawiciele m.in. klubów „Gazety Polskiej”.
Szef MSWiA Marcin Kierwiński poinformował o przyznaniu ochrony SOP dwóm sędziom Trybunału. Nie wskazał, o kogo chodzi; nie wykluczył, że kolejne osoby będą objęte ochroną.


