Kanał Zero opublikował relacje kolejnych osób, które twierdzą, że są poszkodowane przez Michała Kołodziejczaka. Jedna z kobiet zdecydowała się złożyć zeznania w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie.
Jedna ze współpracownic Kołodziejczaka stwierdziła, że na początku pracy nie miała żadnych zastrzeżeń, jednak zdarzały się pojedyncze sytuacje, w których był „trochę poddenerwowany”.
– Była jakaś sytuacja, że przez telefon powiedział mi, że jeżeli nie jestem sobie w stanie poradzić z czymś takim, to może powinnam pracować na taśmie. I trochę się tym zdenerwowałam i napisałam mu to w wiadomości, natomiast nie było w tamtym momencie żadnej jakieś takiej stricte agresji, tak mi się wydaje – mówiła kobieta.
Przyznała, że z czasem przestała zadawać pytania, które pojawiały się w związku z pracą, ponieważ nie chciała, żeby Kołodziejczak „znowu się poddenerwował”. – Zauważyłam, że jest w stanie rzucić czymś niemiłym – dodała.
Seks i narkotyki
Później relacja z czysto zawodowej ewoluowała w stronę intymnej. Pytana, czy doszło do stosunku seksualnego, przyznała, że raz. – I właśnie podczas tego stosunku usłyszałam, że jeżeli komukolwiek powiem, to mnie zabije – dodała.
Dopytywana, kobieta doprecyzowała, że miała nie mówić o stosunku. – O tym i też o tym, że były narkotyki – dodała. – Wydaje mi się, że kokainę przyjmowałam z nim tylko raz i właśnie po kilku godzinach przyjmowania doszło do tego stosunku, no i właśnie podczas stosunku dostałam tę groźbę i też, co było dziwne, dalej kwestia umowy o pracę i jakiegoś takiego rzeczywiście wspólnej pracy dalej nie była dogadana. On natomiast chciał, żebym się z nim handlowała, ile ja chcę zarabiać (podczas stosunku – przyp. red.) – dodała.
Pytana o narkotyki przyznała, że raz brała z Kołodziejczakiem kokainę i raz paliła marihuanę. – Ale poseł przyjmował przy mnie, w moim towarzystwie, kokainę – dodała. – Parę razy się to zdarzyło – zaznaczyła, dodając że chodzi o listopad i grudzień 2025 r.
Kobieta wspomniała też o sytuacji, w której Kołodziejczak przyszedł do biura, które mieści się w tym samym budynku, co jego mieszkanie. W tym samym czasie miał mieć pod opieką swoje dzieci – dziewczynkę w wieku szkolnym i około 4-letniego chłopca. Polityk miał przyjąć w biurze kokainę i wrócić do opieki nad dziećmi, które zostały na ten czas same.
Pytana o wizytę Kołodziejczaka i detektywa Krzysztofa Rutkowskiego w delegaturze ABW w Łodzi, kobieta oceniła to zachowanie jako „żenujące”. – Widzę, że robi z siebie ofiarę, natomiast z mojego punktu widzenia jest to osoba, która ma po prostu poważne problemy ze sobą i nie zostało mu nic w tym momencie, oprócz robienia jakiegoś show, czy próbowania robienia z siebie ofiary – dodała.
Zachowania paranoiczne
– Pozornie p. Kołodziejczak zachowywał takie decorum, miał dobre maniery, natomiast w rzeczywistości bardzo często okazywał swoim współpracownikom brak szacunku, pomiatał ludźmi – od szeregowych pracowników, po osoby na kierowniczych stanowiskach. Np. pilnie wzywał do siebie, następnie kazał czekać długo na korytarzu, żeby znały swoje miejsce w szeregu. Odwoływał spotkania czy wydarzenia w ostatniej chwili bez wyraźnego powodu lub wręcz na złość, mając świadomość, jaki wysiłek organizacyjny został włożony w organizację takiego spotkania – mówiła inna rozmówczyni Kanału Zero.
Kobieta wspomniała, że miał też „dużo zachowań paranoicznych, np. obsesję na punkcie bycia podsłuchiwanym”. – Często prowadził rozmowy w taki sposób, jakby obawiał się, że jest nagrywany, tzn. jeśli rozmówca przytoczył jakąś sytuację czy polecenie, które p. Kołodziejczak wydał, on wówczas twierdził, że nigdy coś takiego nie miało miejsca i twierdzenie, że było inaczej, obraża go – dodała.
– W relacjach ze swoimi współpracownikami pozyskiwał zaufanie, wypytując np. o życie prywatne w takich pozornie neutralnych sytuacjach, natomiast potem wykorzystywał te informacje do manipulowania współpracownikami – relacjonowała kobieta.
Czytaj również:
- Przemoc, groźby i narkotyki. „Mówił wielokrotnie, że mnie zabije”. Porażające zarzuty pod adresem Kołodziejczaka
- Afera Kołodziejczaka. Zajączkowska-Hernik ujawnia: „Zadzwonił do mnie z ogromnymi pretensjami, zaczął się na mnie drzeć”
„Nareszcie odetchnąłem z ulgą”
Głos w sprawie zabrał także Sławomir Izdebski, prezes OPZZ.
– Kiedy wybuchła ta afera przedstawiona przez Państwa nareszcie odetchnąłem z ulgą, dlatego że ja te informacje otrzymywałem już wcześniej. Tylko że ten problem nie dotyczy tylko i wyłącznie tych dwóch pań. Dostałem telefon anonimowy, nie wiem czy to akurat z tych dwóch pań, ale od jakiejś pani z AgroUnii, która mi powiedziała, że powiem panu w sekrecie, że Michał przed każdym protestem – jak to określiła – wciąga noskiem i dopiero wychodzi na protest i dlatego tak się zachowuje – powiedział.
Dalej mówił o tym, „co wyrabiał Michał Kołodziejczak w ministerstwie rolnictwa”. Miał bowiem otrzymać pismo od pracowników resortu.
Czytamy w nim m.in. „potwierdzamy, że były sekretarz stanu, p. Michał Kołodziejczak, bardzo źle traktował pracowników Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Szczególnie brutalne rozmowy z pracownikami ministerstwa rolnictwa były przeprowadzone w obecności jego asystenta Juliusza. Obaj w rozmowach z pracownikami, w swoisty sposób, zastraszali pracowników, mówiąc, że jeśli nie będą grać z nimi, to doskonale wiedzą, gdzie pracuje ich rodzina, przyjrzą się, gdzie byli na wakacjach itd.”.
„Jedna z osób – i to jest kobieta – usłyszała od p. Michała Kołodziejczaka, że jeśli nie wykona jego polecenia, to przełoży ją przez kolano i będzie bił ją po gołej pupie” – dodano.
„Swoim pracownikom na służbowych spotkaniach zalecał oglądać film „Milioner” w reżyserii Sylwestra Szyszko, ponieważ – jak to twierdził p. Kołodziejczak – ten film jest właśnie o nim samym” – napisano.
Jako sekretarz stanu miał stać na korytarzu „ze stoperem w ręku”, sprawdzając czy ktoś przybył punktualnie na spotkanie. W gabinecie miał mieć zdjęcie z Tuskiem i wszystkim wchodzącym do niego miał mówić, że jest „wybrańcem Tuska”. „Czasami przy pracownikach zmieniał skarpety” – zaznaczono.
Kołodziejczak miał też mówić pracownikom, że wie, co mają w swoich szafkach, szufladach i o czym rozmawiają w pokojach.
– Chciałbym usłyszeć odpowiedź na jedno pytanie: Jaki interes miał w tym obecny minister, czy nawet rząd, premier, żeby kryć takiego potwora? Bo dla mnie taki człowiek to jest potwór, który poniża swoich podwładnych, który straszy ich itd. – powiedział Izdebski.
Krzysztof Rutkowski twierdzi, że Kołodziejczak zgłosił się do niego w związku z tą sprawą już 4 września. – Dlaczego akurat 4 września? Bowiem tego dnia Kołodziejczak dostał wiadomość od jednej z kobiet. Napisała do niego, że odchodzi z tego świata i że robi to z jego powodu. Ta kobieta chciała odebrać sobie życie. Tuż po zażyciu tabletek wysłała do niego wiadomość pożegnalną. Uratowali ją rodzice – relacjonowała reporterka Kanału Zero.


