W poniedziałek we Francji całkowicie lub „częściowo” zamknięto od 400 do 500 szkół, średnich. 24 szkoły zostały „spalone lub zdewastowane” – ogłosił minister edukacji Édouard Geffray. Z kolei minister szkolnictwa wyższego Philippe Baptiste potwierdził w poniedziałek, że „obawia się” ogólnokrajowego wybuchu także studentów uniwersytetów. Na wtorek 6 października, związki zawodowe i organizacje lewicowe młodzieży zapowiedziały „akt III” protestów.
Francuskie protesty młodzieży zaczęły się 17 września w liceum Saint-Exupéry w podparyskim Créteil. Tam nauczyciele rozpoczęli strajk, domagając się dodatkowych środków, ale uczniowie dołączyli do ich protestu ze swoimi żądaniami. Była to iskra, która podpaliła kraj. Początkowo wymieniano postulaty takie jak przepełnione klasy, nieobecności nauczycieli na zajęciach, zbyt długie godziny nauki, czy zdegradowane budynki szkolne. Szybko doszły rozmaite dziwne żądania, jak np. zmiana menu w stołówkach na „halal”…
Pod bramy szkoły przybyli też szybko aktywiści i politycy skrajnie lewicowej partii La France Insoumise (LFI), Antify, związków zawodowych i protest szybko nabrały charakteru politycznego. Poza „Wolną Palestyną”, dominującym hasłem stała się „walka z faszyzmem”, czyli z… kandydaturą Marine Le Pen w wyborach prezydenckich, ale przede wszystkim walka z „rasistowską policją”.
Protesty szybko przerodziły się w burdy i zamieszki, zaczęto podpalać szkoły, śmietniki, niszczyć auta, atakować nauczycieli, strażaków, dziennikarzy i policję. Zniszczenia oceniane są już na wiele milionów euro. Pierwsze próby negocjacji nie powiodły się. Dochodzi też do tragedii i np. 15-letni uczeń w Lens stracił rękę.
Rząd w odpowiedzi przygotowuje m.in. ustawę o „płaceniu za zamieszki”, która ma być procedowana w Senacie już 27 października. Rzecznik rządu Maud Bregeon mówi, że projekt zakłada „formę odpowiedzialności zbiorowej” i umożliwi pociągnięcie do odpowiedzialności każdego członka grupy, która wyrządziła szkodę. Zapowiedziane środki to m.in. odebranie rodzinom chuliganów świadczeń socjalnych, czy wystawianie rachunków za dokonane zniszczenia.
Przeciw jest lewica. O ile Zbuntowana Francja (LFI) zachęca wprost młodych do rewolucji, to socjalistka Ségolène Royal krytykowała „represje policyjne” i dodaje, że „Musimy kochać młodych ludzi, a nie ich bić”. W rzeczywistości policja otrzymała od przełożonych nakaz dość oględnych działań i funkcjonariusze narzekają, że są atakowani i nie mogą adekwatnie odpowiadać na agresję. Partia Socjalistyczna, podobnie jak związki zawodowe, wsparła oficjalnie zapowiadane na wtorek protesty. Syndykat CGT zapowiedział nawet, że będzie „chronił uczniów”.
Minister pracy i solidarności Jean-Pierre Farandou oświadczył, że konieczne jest „wysłuchanie opinii uczniów szkół średnich” i dodał, że niektóre „żądania są uzasadnione”. Oskarżył jednak Jeana-Luca Mélenchona i jego partię LFI o „dolewanie oliwy do ognia”, a nawet o „podżeganie do przemocy”.
Premier Sébstien Lecornu wskazał, że projekt budżetu na 2027 rok przewiduje wzrost o 1,2 miliarda euro w porównaniu z 2026 rokiem, finansowania edukacji narodowej. Jego rzeczniczka Maud Bregeon oświadczyła jednak, że priorytetem rządu będzie teraz „przywrócenie porządku” wokół szkół. „Istnieje ogromna różnica między uczniami szkół średnich, którzy mają coś do powiedzenia w sposób pokojowy, a przemocą w miastach” – dodała rzecznik, wskazując na „wykorzystywanie” młodzieżowego ruchu protestacyjnego.
Zamieszki spowodowały, że wielu policjantów zostało rannych, zatrzymano ponad 5 tys. osób, od początku wydarzeń rannych zostało 78 pracowników oświaty, straty materialne liczone są w milionach euro. MSW twierdzi, że aktywiści skrajnej lewicy zinfiltrowali ruch uczniowski i nadają ton wielu protestom.
W sumie wydarzenia we Francji z udziałem uczniów szkół średnich są wielowymiarowe. Mają typowy dla tego kraju wymiar rewindykacji społecznych (przepełnione klasy, niedoinwestowane szkoły, problemy kadrowe), ale też przypomina to próbę wzniecenia rewolucji młodzieży na wzór roku 1968, chociaż w wersji pajdokratycznej.
Warto dodać, że nakładają się na to zmiany demograficzne związane z imigracją (już w 2024 roku ponad 30% dzieci urodzonych we Francji miało co najmniej jednego rodzica urodzonego poza Unią Europejską), a co za tym idzie odbijają się tu wszystkie problemy społeczne francuskich przedmieść. Jest też odrzucenie państwa z widoczną nienawiścią wobec policji jako reprezentanta Republiki, postępująca islamizacja (pojawiają się okrzyki – niech żyje Algieria), czy wreszcie gra skrajnej lewicy na sprawowanie „rządu dusz” młodzieży.
Fala obecnych zamieszek ma też konkretny cel polityczny w perspektywie wyborów prezydenckich w 2027 roku. Chodzi o zastraszenie społeczeństwa przed wyborami i pokazanie przedsmaku tego, co będzie się działo na francuskich ulicach w przypadku wygranej Marine Le Pen.
#France #LFI Encore des lycéens de la nouvelle France selon Jean Luc Mélenchon qui réclament plus de moyens dans les lycées 😂😂😂 Ils se foutent de notre gueule , ils sont manipulés par des antisémites et par la France Insoumise !!! https://t.co/i7F3DDSgW7
— Patricio Andolini 🇨🇵🇮🇹 🇮🇱 ⚡️PFM Soutien FDO⚡ (@Corleone040480) October 4, 2026
Paris (13e) : le lycée Vauquelin attaqué, ses portes bloquées après un incendie allumé à l’extérieur ; 200 élèves confinés à l’intérieur https://t.co/Z1xhqUYz0l
— Fdesouche.com est une revue de presse (@F_Desouche) October 5, 2026
Hi France 👋 How is your multiculturalism going? https://t.co/UdjtPHe9D2
— Mel Gibson⭐ (@MelGibsonxvyv) October 3, 2026
« LA FRANCE DE MACRON, C’EST LA RÉUSSITE ÉCLATANTE D’UNE SOCIÉTÉ MULTI-RACIALE, MULTI-CULTURELLE ET MULTI-CONFESSIONNELLE » .. ÉDOUARD PHILIPPE .. 2020. https://t.co/27u1SFiPhl
— JF BdeH (@JefHugo99582) October 4, 2026


