Cudzoziemcy odpowiadają już za blisko jedną czwartą podpisywanych umów najmu mieszkań w Polsce – wynika z najnowszych danych Narodowego Banku Polskiego. To pokazuje, że polityka multikulti ma się nad Wisłą całkiem dobrze.
Z ankiety przeprowadzonej przez NBP w pierwszym kwartale 2026 roku wynika, obcokrajowcy stali się trwałym filarem rynku nieruchomości. Imigranci zarobkowi odpowiadali za 11–13 proc. transakcji, a uchodźcy za 10–12 proc. Największe zainteresowanie ze strony cudzoziemców tradycyjnie notuje Warszawa, przyciągająca najwięcej zagranicznych pracowników.
Fundamentem rynku oczywiście nadal pozostają Polacy, ale ich udział systematycznie się zmniejsza. Krajowi najemcy indywidualni generują od 40 do 45 proc. popytu w dużych miastach, a drugą siłą napędową są studenci, odpowiadający za średnio 27 proc. umów.
Wzrost liczby obcokrajowców zbiegł się w czasie z kryzysem dostępności mieszkań. Według Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE), polski rynek najmu to zaledwie około 1,3 miliona lokali – obejmuje 12,7 proc. gospodarstw domowych.
Przy tak ograniczonej podaży czynsze wystrzeliły. W 2024 roku wynajęcie lokalu było średnio o 66 proc. droższe niż dziewięć lat wcześniej. Wynajem mieszkania o powierzchni 40–60 mkw. w największych aglomeracjach to dziś ogromne obciążenie budżetu. W Warszawie koszt ten pożera aż 56 proc. mediany wynagrodzenia netto. W Gdańsku jest to 53 proc., a w Krakowie i Wrocławiu – po 51 proc.
Gigantyczne koszty i rosnąca konkurencja sprawiają, że w Polsce gwałtownie powiększa się tzw. luka czynszowa. PIE szacuje, że aż 35 proc. gospodarstw domowych nie stać ani na zakup własnego „M”, ani na wynajem po stawkach rynkowych.


