Strona głównaOpinieTysiak za niewolniczą pracę dla rządu w armii. Kulisy szokującej propozycji Mentzena...

Tysiak za niewolniczą pracę dla rządu w armii. Kulisy szokującej propozycji Mentzena [VIDEO]

-

- Reklama -

Lider Konfederacji Wolność i Niepodległość Sławomir Mentzen, proponując pobór – określany od dawna w środowiskach wolnościowych „współczesnym niewolnictwem”, snuł także rozważania na temat tego, ile powinien otrzymywać mężczyzna zmuszony do niewolniczej pracy dla rządu w armii.

Przypomnijmy, że w ostatnich dniach Mentzen ogłosił rzekomą potrzebę wprowadzenia niewolniczej pracy dla rządu w armii, ładnie zwanego „poborem”. „Politycy muszą przestać okłamywać Polaków. Powrót służby wojskowej jest konieczny” – przekonywał na X lider Konfederacji WiN.

- Reklama -

Pisaliśmy o tym więcej: Mentzen chce, by Polacy niewolniczo pracowali dla rządu w armii. „Powrót służby konieczny, Rosja poważnie rozważa zaatakowanie nas” [VIDEO]

- Reklama -

W swoim nagraniu na YouTube Mentzen odniósł się do kwestii płacenia za przymusowe szkolenia. Analizując przykłady innych państw stwierdził, że żadne z nich „nie płaci średniej krajowej, ani tak naprawdę nawet minimalnej krajowej za służbę w wojsku”. – To wynagrodzenie to jest tak naprawdę kieszonkowe, a nie coś za co można się utrzymać – powiedział.

- Reklama -

„Co stanie się z głową”

Mentzen przytoczył przykład fińskiego wynagrodzenia za miesiąc szkolenia, które w przeliczeniu wynosi ok. 810 złotych. – Ilu 19-latków w Polsce ma na rozrywkę 810 złotych miesięcznie? – zapytał. Następnie stwierdził, że w sumie to nie wie, ale sądzi, że nie jest to powszechne.

– Zwróćcie uwagę, że gdy ktoś jest wcielony do wojska, ma za darmo od państwa dach nad głową, bo mieszka w koszarach, ma za darmo jedzenie, ma za darmo ubrania, w związku z czym to 810 złotych w całości może przeznaczyć na oszczędności albo na rozrywkę – stwierdził.

– Gdyby płacić takiemu rekrutowi średnią krajową, minimalną krajową, to by się okazało, że ci ludzie w zasadzie nie mają żadnych kosztów i całość tych pieniędzy mogliby zaoszczędzić – powiedział i dodał, że wówczas „ich sytuacja finansowa daleko odbiegała by pozytywnie od sytuacji finansowej kogokolwiek innego, ludzi w ich rocznikach i nawet takich kilka lat starszych, ponieważ na początku kariery zawodowej po prostu nie zarabia się takich pieniędzy”.

– Zobaczcie, co stanie się z głową takiego rekruta, który wyjdzie z wojska i nagle się okaże, że dostanie trochę więcej niż minimalną krajową, a musi opłacić mieszkanie, zacząć płacić jakieś podatki, kupić sobie jedzenie, jakieś środki chemiczne i się okazuje, że niewiele zostaje. Ktoś taki ma nagle pewien szok, że życie wygląda zupełnie inaczej – stwierdził Mentzen.

„Demoralizacja młodych ludzi”

W dalszej części programu, odnosząc się do propozycji płacenia średniej krajowej za szkolenia wojskowe, Mentzen ocenił, że „to jest próba demoralizacji młodych ludzi”.

– To jest próba wbicia im do głowy takich oczekiwań, których bardzo długo jeszcze nie będą w stanie zobaczyć na oczy w swoim życiu. To jest niesamowicie drogie, niesamowicie szkodliwe i nie ma absolutnie żadnego powodu, żeby się na to zgodzić – podkreślił.

Następnie Mentzen zaproponował, żeby poborowy dostał ok. tysiąca złotych miesięcznie. – Na to Polskę byłoby stać i to by nie demoralizowało nam młodych ludzi – podsumował.

Podejście wolnościowe

Wysokość żołdu nie powinna być ustalana odgórnie przez polityka — ani jako średnia krajowa, ani jako minimum, ani jako kieszonkowe, bo gdzie indziej tak jest. Powinna ona wynikać z tego, za ile ludzie faktycznie chcą się szkolić.

Przymusowa służba wojskowa to forma współczesnego niewolnictwa, w którym wyrywa się człowieka na jakiś czas z jego dotychczasowego życia, by niewolniczo pracował dla rządu. I nie ma tu znaczenia, czy będzie to jeden dzień i jaka rekompensata zostanie za to wypłacona. Przymus jest przymusem.

Szkolenia wojskowe powinny być dobrowolne, a wysokość żołdu powinna być ustalana przez rynek. Kiedy wojsko ogłasza liczbę miejsc, wymagania i warunki (czas, ryzyko, lokalizacja, umiejętności), kandydaci zgłaszają się albo nie.

Gdy chętnych jest za mało, stawka rośnie, dopóki nie zapełnią się etaty ludźmi, którzy uznają ofertę za wartą swojego czasu. Gdy chętnych jest za dużo, wybiera się tylko tych najlepszych, a przy kolejnej okazji aktualizuje propozycje.

To zwykłe działanie prawa popytu i podaży. Cena równowagi jest tą, przy której liczba ochotników pokrywa zapotrzebowanie, a nie tą, którą ktoś uzna za „moralnie właściwą” albo „niedemoralizującą”.

Politycy nie powinni z góry ustalać, czy zapłata ma być równowartością średniej krajowej, minimalnej, czy może wynosić tysiąc złotych, bo nie są w stanie tego prawidłowo zrobić bez rynkowej kalkulacji. Zamiast tego należy ogłosić warunki dobrowolnej służby wojskowej i sprawdzić, za ile ludzie zgłoszą się sami. Jeśli chętnych jest za mało, to znaczy, że społeczeństwo nie wycenia tej służby na tyle, by za nią płacić — albo że trzeba zmienić długość, zakres i ryzyko szkolenia, a nie wprowadzać przymus.

Najnowsze