Strona głównaMagazynEuropętla się zacieśnia. W Strasburgu godzin pięć…

Europętla się zacieśnia. W Strasburgu godzin pięć…

-

- Reklama -

Funkcjonowanie Parlamentu Europejskiego jest niczym biblijne drzewo poznania dobra i zła (po prawdzie w starszych wersjach Biblii używane jest określenie „drzewo wiadomości dobrego i złego”). Tylko proporcje się zmieniają: lawinowo więcej jest tych złych, głupich, bezsensownych, eurokratycznych przepisów prawnych, tej unijnej dżungli kosztem merytorycznych i dobrych (pozornie?) dla gospodarki regulacji.

Przykładem jest pierwsze po letniej kanikule posiedzenie europarlamentu w Strasburgu. Skądinąd nie wszyscy wiedzą, że Parlament Europejski ma siedzibę aż w trzech państwach: republice (Francja, Strasburg), królestwie (Belgia, Bruksela) i księstwie (Wielkie Księstwo Luksemburg, Luksemburg).

- Reklama -

W stolicy Alzacji ostatnio debatowano o wszystkim, o czym dało się debatować. Jak zwykle, w myśl zasady „dla każdego coś miłego”, było o handlu emisjami, ustanowieniu Tymczasowego Funduszu Dekarbonizacji (i to w czasach, gdy jakoś inne kontynenty od węgla nie odchodzą, wręcz przeciwnie, a nawet główny motor integracji europejskiej, czyli Niemcy uruchamiają kopalnie już zamknięte!). Była też dyskusja, której tytuł przytoczę w całości, bo to świetne exemplum unijnej nowomowy: „Rezerwa stabilności rynkowej dla unijnego system handlu uprawnieniami do emisji (EU-ETS): zaprzestanie unieważniania uprawnień”.

- Reklama -

Komisja Europejska dała głos („Cywil”! „Reksio”! „Szarik”! – ale one jednak sympatyczniej szczekały…), czyli przedstawiła oświadczenie zatytułowane: „Akt o zamówieniach publicznych”. Co kto woli, ale do historii ludzkości, a na pewno przynajmniej historii sztuki przejdą akty malarskie, za to na pewno, na mur-beton do dziejów świata nie załapie się ów „akt” o zamówieniach publicznych.

- Reklama -

Może powoli, może ospale, niczym w słynnym wierszu Juliana Tuwima o lokomotywie, ale postępuje eurointegracja, czyli przekształcanie dotychczasowej Unii Europejskiej w jedno państwo. „I pot z niej spływa”. Odbywa się to poprzez zinstytucjonalizowaną kradzież kompetencji państw członkowskich (narodowych). Oficjalnym rabuśnikiem jest UE, która się tym jeszcze chwali, głosząc wszem i wobec, że czyni to dla… dobra obrabowywanych krajów.

Niezłym przykładem uchwalania kolejnych regulacji, które zwiększają prawem kaduka prerogatywy Brukseli, jest ustanowienie Unijnego Kodeksu Celnego i Urzędu Unii Europejskiej ds. Celnych. O tym także mówiono w Strasburgu. Rzecz cała jest już na etapie tzw. drugiego czytania. Także i tu europętla się zacieśnia.

Nauka społeczna Kościoła katolickiego mówi o zasadzie ordo caritatis, czyli „porządku miłosierdzia”. Oznacza ona ni mniej, ni więcej, że najpierw ludzie powinni dbać o swoje najbliższe otoczenie, rodzinę i ojczyznę, a potem o świat. Bruksela i tu wie swoje, czyli wie lepiej. Zamiast zajmować się inwazją głównie islamskich imigrantów na Europę, Parlament Europejski pochylił się teraz nad „Represjami rządu tureckiego wobec społeczności LGBTQI+” (mam nadzieję, że poprawnie ten dziwoląg przepisałem). Bruksela ze Strasburgiem pod pachę chcą ideologicznie zbawić państwa, które do UE nie należą i należeć nie będą. Oczywiście eurokraci czynią to na koszt europejskich podatników.

To, co przedstawiłem powyżej, to „urobek” zaledwie jednego dnia – a ściślej około pięciu godzin – podczas czterodniowej sesji europarlamentu w alzackiej stolicy. Z racji na ograniczoną objętość nie przedstawiłem nazwisk sprawozdawców poszczególnych raportów. Symbolicznie zaprezentuję nazwisko autora tylko pierwszego raportu – tego o „handlu emisjami”. To europoseł Mohammed Chahim. Marokanczyk z Niderlandów albo Holender z Maroka. Socjalista.

Voila! Oto eurokołchoz w pigułce. Życzę unio-miłych snów. Przebudzenie może być bardzo gwałtowne. I bardzo niemiłe…

Najnowsze