31-letni Ukrainiec napadł z nożem na pięć osób w ośrodku rekolekcyjnym, znajdującym się w opactwie benedyktynek w podkarpackim Jarosławiu. W wyniku odniesionych obrażeń w szpitalu zmarł jeden z zaatakowanych księży. Świadkowie ujawniają, co działo się na miejscu.
Do ataku doszło około godz. 9.30 w czwartek. Napastnik miał dostać się na miejsce przez bramę opactwa, która pozostawała otwarta po wizycie grupy młodzieżowej.
Po tym, jak na miejsce przybyły służby, okazało się, że rannych jest pięć osób – czterech mężczyzn i jedna kobieta. Wszyscy trafili do szpitala. Według ustaleń Interii, poszkodowani to trzej księża i dwie osoby świeckie. Początkowo podawano, że stan trzech mężczyzn zagraża życiu. Jeden z księży zmarł w szpitalu.
Atak ukraińskiego nożownika w klasztorze benedyktynek na Podkarpaciu. Nie żyje ksiądz
W rozmowie z TVN24 jedna z obecnych na miejscu kobiet ujawniła, jak doszło do tragedii.
– To najspokojniejsze miejsce – też mi się tak wydawało, kiedy rano szłam na Mszę św. Jak tutaj znalazłam się, na terenie opactwa, ale przed kościołem jeszcze, już było po ataku – powiedziała.
– Mężczyzna w wieku do 30 lat, młody uderzył księdza w tętnicę szyjną, ksiądz upadł i potem mężczyzna, który – obok stojący – ratował, prosił, żeby dał spokój, wtedy on się odwrócił i księdza, który szedł do konfesjonału zaatakował z tyłu i uderzył go w plecy. A potem pobiegł do kawiarenki i tam uderzył księdza w głowę – relacjonowała.
Podobnie przebieg zdarzeń opisywał także jeden z mężczyzn. – Ksiądz Marek został pchnięty, przewrócił się na posadzkę i wtedy został dorwany i dźgany nożem. Natomiast ksiądz Stanisław w konfesjonale został też ugodzony nożem, przebito płuco i zmarł – mówił w rozmowie z Polsat News pan Stanisław, który był na miejscu od momentu pojawienia się karetek.
– Natomiast ksiądz Adrian był na śniadaniu na stołówce. Też tam coś powiedział do tego napastnika i został zaatakowany – dodał mężczyzna.
Z nieoficjalnych informacji wynika, że Ukrainiec do ataku wykorzystał nóż kuchenny.
Do napaści doszło kilkadziesiąt minut przed planowaną Mszą św. Według p. Stanisława, przyszło na nią około 20 osób. Kiedy wierni zobaczyli napastnika, część z nich miała szukać schronienia.
– Część ludzi, którzy tam byli przed mszą, schowało się do takiego konfesjonału, który jest dla głuchych. On jest praktycznie z możliwością zamknięcia się w nim – powiedział.
– To było znienacka. Te osoby praktycznie zostały zaskoczone – wskazał mężczyzna.


