Moskwa twierdzi, że odkryła „oznaki ingerencji Ukrainy” i ponad tysiąc cyberataków zakłóciło wybory parlamentarne w tym kraju. Można uwierzyć w omnipotencję Ukrainy, z tym, że po co zakłócać wybory, których wynik i tak jest znany od dawna?
20 września to ostatni dzień wyborów w Rosji. Wszystkie partie jawnie antyputinowskie i np. sprzeciwiające się wojnie z Ukrainą zostały wykluczone. Szefowa państwowej Centralnej Komisji Wyborczej Ella Pamfiłowa twierdzi jednak, że „odnotowano ponad tysiąc ataków DDoS na rosyjską infrastrukturę zaangażowaną w proces wyborczy”.
Taki komunikat przekazano w niedzielę 20 września. Podobno ataki cybernetyczne miały na celu zakłócenie wyborów parlamentarnych. Ataki DDoS miały na celu przeciążenie systemu.
Według Panfiłowej, „ataki przeprowadziły wysoce profesjonalne i dobrze skoordynowane grupy, wykorzystujące narzędzia sztucznej inteligencji”, a większość z nich pochodziła „z zagranicy”. Dodała, że odkryto wyraźne „ślady ingerencji ukraińskiej” i że „podejmowano również próby ukierunkowanych ataków na całą rosyjską infrastrukturę telekomunikacyjną”.
Trzydniowe wybory w Rosji kończą się w niedzielę, a ich wynik i zwłaszcza poparcie dla partii Jedna Rosja mają pokazać legitymizację władzy i polityki Putina. Komisja Wyborcza informowała już w sobotę, że w około trzydziestu regionach, gdzie odbywa się również drogą elektroniczną, systemy głosowania padły ofiarą „bardzo silnego cyberataku”, który trwał przez cały dzień.
Z kolei rzecznik rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Maria Zacharowa informowała, że głosowanie online za granicą jest ograniczone ze względu na wysokie ryzyko ataków cybernetycznych i dodała, że „odnotowujemy takie próby i właśnie dlatego głosowanie online za granicą jest ograniczone. Niestety, odpowiednie służby NATO uciekają się do tego, mając możliwość wpływania na serwery i strony internetowe”.
Rosjanie informowali w niedzielę o frekwencji sięgającej 80% i podawali, że ichni przewodniczący Rady Praw Człowieka Walery Fadiejew i jego grupa robocza monitorująca wybory, nie stwierdzili ani jednego naruszenia prawa. Frekwencja wyborcza w Moskwie o godzinie 15:40 miała wynosić 46,93 procent.
Źródło: AFP/ RIA Nowosti


