Na świecie jest głośno o tym, że dziennikarze CNN, MSNOW i portalu Politico nie zostali wpuszczeni w sobotę na teren Białego Domu, a ich stałe przepustki zostały unieważnione przez Secret Service. To efekt ogłoszenia prezydenta USA Donalda Trumpa o wykluczeniu tych mediów.
Duża część tradycyjnych mediów staje od lat po stronie lewicy i wspiera jej ideologię. Pojawienie się mediów społecznościowych polaryzację postaw i poglądów dodatkowo spolaryzowało. Pluralizm medialny jest już tylko pustym hasłem.
O ile w Ameryce trwa jeszcze ideologiczna przepychanka medialna, to w Europie, lewica uzurpuje sobie niemal monopol na oficjalne treści przekazu, a lewicowi dziennikarze stają się nawet cenzorami treści internetu.
Po drugiej stronie Atlantyku, we Francji mamy właśnie przykład w jakim stopniu lewica zawłaszczyła już publiczne media. W niedzielę 20 września na antenie Radia Inter miał się pojawić stały, krótki felieton dziennikarza kojarzonego z prawicą. Charles Sapin jest zastępcą redaktora naczelnego tygodnika „Valeurs Actuelles” i jego felieton miał pokazać, że owa zdominowana przez lewicę stacja publiczna, jest jednak pluralistyczna.
Felietonu nie było. Po protestach związku dziennikarzy tego radia, Sapin zamiast kilku minut na antenie, otrzymał propozycję udziału w debacie. Zrezygnował i wyraził żal, że kierownictwo radia publicznego „zdecydowało się poddać” dyktaturze lewicy.
Zarząd France Inter ugiął się pod presją związków zawodowych i strajku, który zorganizowano w imię protestu przeciw pojawieniu się kojarzonego z prawicą dziennikarza na antenie. Sapin miał mieć raz w tygodniu, w niedzielę, krótką audycję. Dyrektor France Inter, Céline Pigalle, ogłosiła jednak w sobotę, że jego felieton na antenie się nie pojawi.
To już niemal „cenzura prewencyjna”. Eksperyment z „pluralizmem” potrwał tylko przez dwie niedziele. Decyzja o anulowaniu felietonu zapadła po protestach związkowców z Radia France, którego częścią jest France Inter. Zapowiedziano strajki, zebrano podpisy pod petycją przeciw zatrudnieniu Sapina.
On sam mówi, że przyjął zaproszenie France Inter, ponieważ stacja zamierzała „ukazać na swoich falach różne niuanse polityki w przededniu wyborów prezydenckich, w kraju, który nigdy nie był tak podzielony”. Dziennikarz uważa, że sprawa wykracza poza jego własne interesy. „Zauważam, że wymóg tak podstawowy jak pluralizm może razić zradykalizowaną mniejszość, mniejszość, która jednocześnie powołuje się na demokrację i kwestionuje wolność słowa, która jest niezbędna dla jej żywotności”.
Charles Sapin wskazuje, że lewica wprowadza „cenzurę prewencyjną”, bo nawet nie czeka na to, czy na antenie padną jakiekolwiek kontrowersyjna dla niej wypowiedzi. „Nie trzeba czekać, aż felietonista powie coś niestosownego; wystarczy wyobrazić sobie, co może myśleć, oburzyć się, a potem zastrajkować przeciwko czemuś, czego nigdy nie powiedział” – napisał Sapin i dodał – „Ten mechanizm dyskwalifikacji podsyca właśnie polaryzację, którą jego propagatorzy rzekomo potępiają”.
W oświadczeniu France Inter zapewnia, że potwierdza swoje zaangażowanie w tworzenie „forum dialogu odzwierciedlającego różnorodność punktów widzenia”, szczególnie w trakcie kampanii prezydenckiej. Wcześniej jednak prezes Sibyle Veil mówiła o utrzymanie pluralistycznego segmentu audycji niedzielnej w imię „otwartej, niezależnej i bezstronnej służby publicznej, w której osoby o odmiennych poglądach mogą współistnieć”.
Sprawa szybko wywołała reakcje polityczne. Lider RN Jordan Bardella potępił „autorytarny dryf lewicy, która uważa media publiczne za swoją własność prywatną”. Z kolei poseł lewackiej LFI Antoine Léaument świętował „zwycięstwo antyfaszystowskich pracowników nad kierownictwem France Inter ”. Centroprawicowy polityk Bruno Retailleau (LR) zakpił z decyzji kierownictwa France Inter – „wspaniała lekcja wolności”… „Cała ta afera, ta cała ‘mała antyfaszystowska szopka’, byłaby wręcz śmieszna, gdyby nie była finansowana z pieniędzy francuskich podatników. Co o tym sądzi minister kultury? I premier?” – dodał lider partii Les Républicains.
Publiczne radio nie ma jednak problemów z udostępnianiem anteny dla dziennikarzy komunistów z „L’Humanité”, którego pierwsze strony wychwalały Stalina, z „Le Monde”, który wychwalał Mao, z „Libération”, który promował pedofilię? – kpił eurodeputowany Bellamy. Marine Le Pen zwraca również uwagę, że „pieniądze podatników” są „wykorzystywane do obsługi określonych obozów politycznych i dzieje się to w okresie wyborczym”. Kandydująca na prezydenta polityk Zjednoczenia Narodowego krytykowała „ohydne polowanie na czarownice”, a kierownictwu stacji zarzuciła „tchórzostwo”. Éric Ciotti, prawicowy polityk i mer Nicei, stwierdził, że dobrnięto do sytuacji, w której „żaden dziennikarz, który nie jest lewicowcem, nie może wypowiadać się w publicznym radiu finansowanym przez WSZYSTKICH Francuzów”.
“C’est une honte pour le service public”: Éric Ciotti, président de l'UDR, souhaite que “la ministre de la Culture demande la démission de la direction de Radio France” après le retrait de Charles Sapin pic.twitter.com/BF6HEKiBXs
— BFM (@BFMTV) September 20, 2026
La direction de @franceinter a donc fini par plier devant les syndicats d’extrême-gauche qui refusaient 150 secondes d’antenne par semaine à un journaliste de droite.
Trois semaines d’opposition, une grève, des pétitions, des AG… Il ne manquait à cette mobilisation qu’une seule… https://t.co/dzqtNGx5WO
— Fx Bellamy (@fxbellamy) September 19, 2026
Źródło: Le Figaro/ Valeurs/ France Inter


